No dobra, poczytałem sobie wasze ostatnie wpisy i sam postanowiłem się wystawić na wasz hejt

Właśnie zrobiłem sporą trasę do Makarskiej jadąc cały czas w trybie N, bo postanowiłem nie korzystać z trybu D przez pierwsze 2-3 tys. km. Jazda wakacyjna z piątku na sobotę, głównie nocą, z prędkością podróżną 150-160km/h tam, gdzie ruch nie był wymuszony przez innych. Do pierwszego postoju pod Ostrawą (w celu zakupu winiety) spalanie oscylowało ok. 8,5/100km przy średniej prędkości ok. 115km/h. Potem było już gorzej, jeśli chodzi o prędkość i lepiej, jeśli chodzi o spalanie podczas jazdy w Czechach. Na pierwszym postoju w Austrii (w celu zakupu kolejnych winiet, bo w Czechach nie mieli) średnia prędkość spadła do 105km/h, a spalanie do 7,8/100km, głównie z powodu dupowatej jazdy tych przede mną na odcinku Brno-Mikulov.
Na tym odcinku również pierwszy raz doświadczyłem, że jednak moje auto posiada start-stop, który pierwszy raz wyłączył mi silnik na światłach ustawionych na remontowanym moście (wahadło), a po 10 sekundach odpalił go ponownie i już się nie odzywał, mimo tego, że straciłem tam na postój dobrych kilka minut. Musiałem przejechać od nowości aż 980 km, żeby się przekonać, że jednak posiadam tego start-stopa i już mnie wku...a, bo potem jeszcze kilka razy odezwał się na granicy i na bramkach w Chorwacji, ale wyłączenie silnika nigdy nie trwało dłużej, niż 10 sekund, to co to za oszczędność.
W Austrii zacząłem mozolnie odrabiać utraconą średnią prędkość, ale przez cały Wiedeń przejechałem przepisowo 80km/h, bo już raz dostałem od nich kosztowną "fotkę z wakacji" i nie miałem ochoty na kolejną

Niestety przejazd przez Alpy na trasie Wiedeń-Graz odbywał się w ulewnym deszczu, więc ominęła mnie tym razem cała radość z jazdy po alpejskich serpentynach
Na ostatniej stacji w Austrii przed granicą ze Słowenią postanowiłem dotankować autko za euro, bo pierwszy raz wykupiłem winietę na Słowenie (ze 30 euro

) i nie bardzo wiedziałem, jak tam u nich jest ze stacjami benzynowymi na tym nowym odcinku autostrady do Zagrzebia. Wcześniej zawsze jeździłem bez winiety przez Mureck-Lenart-Ptuj i tankowałem w mieście i to był fajny przerywnik w monotonnej autostradowej jeździe, ale chyba się starzeję, bo już mi się nie chciało w tym roku szukać po nocy kolejnych objazdów, a w Ptuju już teraz wjeżdża się na płatny odcinek autostrady do Zagrzebia, choć do granicy z Chorwacją jedzie się jedną jezdnią w obu kierunkach, bo druga jezdnia jest nadal w budowie. Wlałem do baku 49,41 litra co oznaczało, że przejechałem 628 km ze średnim spalaniem według dystrybutora 7,87/100km i to się zgadzało ze wskazaniami na moim wyświetlaczu 7,8/100km przy średniej prędkości 108km/h.
Po niezbyt długim oczekiwaniu na granicy SLO/CRO i przejechaniu bramek autostradowych za Zagrzebiem postanowiłem uciąć sobie krótką drzemkę na parkingu po całonocnej jeździe i po 1,5h wyruszyć na chorwackie serpentynki potestować nowe auto

Niestety, jak to zwykle bywa w sobotę rano ruch na drodze był już spory i trzeba się było ciągle przebijać przez tych, co blokowali lewy pas, ale frajda z tego, z jaką łatwością odjeżdża im Veloce i pod górkę i po łuku była bezcenna. I to wszystko w trybie N, bo trybu D nadal nie włączyłem.
Przejeżdżając przez góry Velebitu trafiła mi się ściana deszczu na odcinku kilkudziesięciu kilometrów przy której wielu zjeżdżało na parkingi, a prawym pasem sunął sznur samochodów z prędkością nie większą niż 80km/h. Tylko nieliczni odważyli się jechać lewym pasem ok. 100km/h. Byłem pod wrażeniem, jak Veloce zachowuje się na rzece płynącej po asfalcie. Kilka razy mocno złapało mi opony na głębszej wodzie, ale nawet na centymetr auto nie zboczyło z toru jazdy. Moja pani nie chciała nawet patrzeć wtedy na drogę i trochę się nasłuchałem.
Na wysokości Splitu dołączyła do mnie czarna Alfa 159 na lokalnych numerach, ale szybko została daleko z tyłu. Zjechałem na prawy pas, zwolniłem do 160km/h i pozwoliłem się wyprzedzić, co trochę trwało, a potem obserwowałam z politowaniem, jak próbuje mi odjechać

159-ka była albo fatalnie podkręcona, ale miała wycięty DPF, bo z rury wydobywały się kłęby czarnego dymu, a na klapie nie miała żadnych oznaczeń. Nie były to miły widok dla Alfisti

Na szczęście udało mi się nie przeoczyć zjazdu na Makarską, choć niewiele brakowało. Przez 1200 km nie spotkałem po drodze ani jednej Guili, ani Stelvio

Na bramkach zjazdowych zerknąłem na spalanie i muszę przyznać, że wyglądało to lepiej niż dobrze - średnia prędkość z całej trasy to 111km/h przy spalaniu równo 8.0/100km. Moja poprzednia benzyna 2.0 w Alfie 147 na podobnej trasie paliła 14l.
Ostatni odcinek to już jazda po lokalnych drogach i dojazd do apartamentu na wybrzeżu po wąskich serpentynkach. Końcowy wynik widać na załączonym obrazku. Przejechane 1222 km w 14 godzin, z czego 1,5h drzemki i drugie tyle na kilka dłuższych postojów na zakup winiet, tankowanie i sprawdzanie paszportów na granicy.
