Ułęż 12.03.2016 - trening
Alfa naprawiona od dłuższego czasu (blacharz w tydzień sprawę załatwił, przy okazji zajął się rdzewiejącym rantem przy tylnej szybie. Później postała trochę zwyczajowo u swego mechnaika

no i mogłem po okolicy pojeździć. Wymienione były oba błotniki, maska, zderzak, lampy, belki poprzeczne z przodu i podłużnice (odcięte przody i dospawane), zawiasy maski, a i poprostowana i pospwana osłona pod silnikiem. Nie tak mało, ale naszczęście na używanych w kolorze częściach wiec tragedii nie było może finansowej, ale wałków rozrządu nie będzie

nie będę ładował w wóz jak mam go być może znów roz... rozbić.
W sumie możliwe że można było tak naprawić
https://www.youtube.com/watch?v=8GQCu_0h5e8
No ale nie znałem tego sposobu
Więc zrobiona już chwilę temu, ale dopiero przedwczoraj mogłem ją gdzieś zabrać do bardziej właściwego jej środowiska:
Trackday na torze - byłym lotnisku na Ułężu, bo tam będzie pierwsza edycja Classicauto Cup gdzie się wybieram. Wypróbować jak jeździ po naprawie i również wypróbować opony na ten tor przewidziane na warunki deszczowe, tanie - bo tam szybko schodzą. Bo mokro było. Za poleceniem (kolejnym trafnym jak zwykle

) kolegi [MENTION=38353]Grzesiek[/MENTION]k - Extreme'y VR 1 WET . Powiem szczerze, że po założeniu ich i objeżdżaniu okolicy po suchym, miałem mieszane odczucia. Guma jest mięciutka pod palcem, bieżnik b gruby,
ścianki dość miękkie (tzn może bardziej pasuje określenie - nie sztywne). Podczas takiej jazdy j.w. czuć opóźnienie na ruchy kierownicą, a przy hamowaniu ostrzejszym nie trzyma idealnie kierunku. Ale obawy prysły na torze. Tam już wszystko bardzo ok

(no poza może zużyciem ale to specyfika tego asfaltu, strasznie chropawy).
Aha, i ani raz nie miałem tendencji do uciekania tyłu czego wcześniej nieraz doświadczałem. Może się bardziej pilnowałem, nie jechałem tak na 100% pamiętając że mam mieć wóz sprawny na koniec dnia itd, ale mam nieodparte wrażenie, że to auto potrzebuje na tył bardzo miękkiej gumy i kropka.
No to po tym przydługim wstępie coś o samej imprezie - organizowana przez Trackdays.org.pl , czasem nazywana "treningiem z Kają" gdyż wspomniana Kaja zajmuje się organizacją, zabawia rozmową przed startem i w ogóle umila atmosferę

A atmosfera jest dość swobodna - jeden podpis na liście, rozpakowanie wozu gdziekolwiek, mini odprawa na asfalcie ( z miłym akcentem - losowaniem 6 litrów oleju od sponsora (nie, nie wylosowałem :-/ hmm ) ) i 2 okrążenia zapoznawcze i na start się ustawiamy. Żadnej mapki trasy (na stronie niby jest, ale miejscami się różniła). Dzień wczesniej dostaje się mail'a z zasadami. Nie ma długiej obowiązkowej odprawy jak np. na Jastrzębiu, generalnie wygląda na to że wszyscy wszystko wiedzą i są tam setny raz przynajmniej

, spóźnić się można bez konsekwencji, nie ma wykładu o flagach itd. Jest zakaz driftowania. A, w tym mail'u jedna niefajna rzecz - w razie jak masz wyciek oleju - uciekaj na trawę szybciutko bo możesz być obciążony kosztami utylizacji i przerwa w jazdach jest długa .Lepiej nie mieć wycieków
No, wracając do organizacji - wpuszczają od 9 godziny, rozpakowanie auta, 2 okr. zapoznawcze od 10tej, później jazdy - ile się chce, na zasadzie takiej, że wjeżdżamy do kolejki, sędzia puszcza gdy widzi, że poprzednik daleko, w zasadzie bez możliowości spotkania się na trasie bycia dogonionym, czy wyprzedzania kogoś (jest zresztązakaz wyprzedzania). Nie trzeba na innych uważać i na lusterka patrzeć zamiast na trasę. A skupić się trzba na niej przynajmniej na początku, bo trasa między słupkami i oponami. Nie lubię takich. Minus taki tego systemu że po ostrej jeździe na okrążeniu wjeżdżamy do kolejki gdzie kilka, czy kilkanaście minut stoimy rozgrzanym wozem . W celu schłodzenia można pojechać za bramę na drogę, wrócić i do
kolejki. To samo zimnym rankiem przed startem bo olej gęsty i zimne wszystko.
Specyfika atmosfery też taka, że wszystko w szczerym polu . Jeden toi-toi i to wszystko z "infrastruktury". Niektórym ten toitoi coś nie pasuje jednak, bo leją przy autach na trawę. Słabe to mówiąc współczesnym językiem, a normalnym - żenujące. Tym bardziej że było kilka pań w otoczeniu, a nawet jakby nie było jaki problem w lasek nieopodal pójść. Cóż.
Wozy różne, ale ogólnie duża część nie do użytku drogowego. M. in. Fiesta Proto, Porsche 944 z jakiejś ichniej serii pucharowej. Nie znam się ale niesamowicie jeździło, widać że lekutkie i jak turbo zadziałało przysiadło i odchodziło jak rakieta, ale nie nerwowo, stabilnie i płynnie. Może ktoś zna ten wóz - biało granatowy z reklamami "Rothmans'.
Jazdy trwały do 15tej (coś krócej bo chyba do 16tej tak normalnie jest). Ale na koniec już ułamek uczestników jeździł tylko. Ja zrobiłem coś >90km na samym torze (no z kilkoma chłodzeniami za bramą)( ale to wg licznika, a że kółka mniejsze mam to pewnie 70-80 jakoś) . Mniej niż zwykle ale zgodnie z
planem - bez strat, bez żyłowania, zapoznawczo-testowo.
Za dodatkowe 200zł można wykupić godzinę nonstop z instruktorem - pomija się wówczas kolejkę. Ja z tego nie skorzystałem, poprosiłem instruktora na sam koniec w ramach podstawowej opłaty - na prawy , popatrzył co robię, później sam siadł za kierownicę i pokazał swoje sugestie.
Dla zdrowia kręgosłupa i wszystkich kości tym razem znów na lawecie wypożyczonej Pucharówkę wiozłem. To kawał drogi (>200km w 1 stronę) Raz jechałem nią na kołach na Ułęż ledwo żywy wróciłem (w dodatku z wyrwanymi po części zębami w skrzyni wtedy) , droga Rzeszów - Lublin plus sam Lublin, to niemal jedna wielka koleina, łaty i dziury brrr... w drugim filmiku (później zrobię) widać te wstrząsy bez stabilizacji obrazu jak poniżej.
Okrążenie :
W kolejce :
A no i najważniejsze ! - tym razem bez awarii, bez uszkodzeń, bez poprawek! (choć może nie tak an 100% bo jednak parę dziur zaliczyłem, zawieszenie pewnie warto będzie obejrzeć..)