Z pewnymi obawami zabrałem wczoraj o poranku (06.01.2016) Czerwoną na zimowy trening na torze w Miedzianej Górze :
Organizator : Pancin (internetowa tożsamość, ech, ale wiem że Marcin i zdaje się Super OSy on organizuje i macza palce w organizacji Classicauto Cup) , informacje podaje na forum evo.org.pl (to jakby ktoś na przyszłość szukał i na forum Subaru tylko nie wiem którym). Niby już nowy rok, ale symbolicznie tak jako zamknięcie sezonu postanowiłem potraktować po ostatnim powrocie z Jastrzębia na lawecie (z powodu uszkodzenia sprzęgła). Auto naprawione to pomyślałem że czemu by nie, że trzeba się ruszyć bo się wynudziłem przedsylwestrowym wyjazdem w bezśnieżne góry

. I że tym razem nic na pewno nie zepsuję, bo będzie bezpiecznie - bo na pewno powoli i ledwo ledwo prędkości, że toru to chyba nie solą więc jej nietkniętych tym złem blach nie skalam ... no tu i tu się pomyliłem
Ty razem zdecydowałem się wypożyczyć lawetę - na wszelki wypadek, dla wygodny i dla sprawdzenia co i jak z takim samodzielnym lawetowaniem. Co się przydało niestety. Od końca : laweta - sprawdziła się, bo kręgosłup, głowa i uszy nie bolą, ciepło , latem klima, radyjko itd., od razu auto na kołach na jakich planuje się jeździć można załadować, także tych niedopuszczonych na ulicę, nie obawiać się o kontrole dociekliwych policjantów co do wydechu itp. Minusy : ciut wolniej, koszt - no koszt wypożyczenia (w Rzeszowie ponoć jedne z najdroższych nie wiedzieć czemu), spalania koszt w sumie podobny/mniejszy (laweta na LPG). Generalnie wniosek mam taki że na duższe trasy to koniecznie, na Jastrząb i Kielce - jak dzień będzie długi latem i ciepło bez deszczu to mogę Czerwoną jechać bezpośrednio, mając Assistance.
Wracając do dnia wczorajszego: po zajechaniu na miejsce śnieżek na torze, opadów brak,
choć szaroburo i pochmurnie, -3st C, tu zdj już po jakimś czasie jazd już tuż przed posoleniem przez czający się na dole ciągnik :
Aha, opony zimowe Continental TS830 kilkuletnie (4-5 lat) 205/55/16 z felgami standardowymi ciężkimi 16" Alfy, bo takie miałem w zanadrzu z zimówek, okazało się że wszyscy z tego co zauważyłem po prostu na zimówkach. Przód 2,3bara, tył 2,1bara i nic nie kombinowałem więcej bo w sumie nie wiedziałbym i tak w którą stronę.
Aut ok 15, większość Subara wrx, Mitsubishi evo (numerków nie rozróżniam

) , Audi 90 quattro pokombinowane i Toyota Celica - niesamowicie strasznie zbudowana (połacie laminatu czykarbonu, silnik nie wiem, ale hamulce tarcze jak moje całe koło prawie) - chyba to na bazie Celici GT4 ? , Fiat CC i ze 3 hondy cvic (2 typeR). Na chwilę wjeżdżało JEDYNE (czyżby warunki?

) RWD - driftujące płynnie i ładnie BMW.
Najeździć się można było po uszy nawet zaliczając przedwczesne zakończenie (poniżej), koszt treningu 300zł , tor - dolna część, bez lasu, na początku każdy dostaje mapkę i po krótkiej odprawie - do wozów.
Pierwszą część był ten czysty stopniowo coraz bardziej wyślizgany śnieg
, późnej ogłoszono przerwę , posypali trasę przejazdu spooorą ilością soli i trochę piachu,
zadziałało to momentalnie (!) i zrobiła się mokra nawierzchnia po chwili rozjeżdżania tego. Plus taki że trasa wytyczona lepiej niż przez oponki i słupki

no i oczywiście przyczepność pozwalająca na znaaaacznie więcej. Minus taki, że brzegi sliskie jak wcześniej. Dwa razy mnie wyniosło spooro w trawę - niestety się akurat nie nagrało (raz za późne hamowanie po prostej wzdłuż "trybuny" a przed ostrym zakrętem w lewo, drugi raz na długim prawym łuku od strony drogi krajowej - tył wyprzedził przód. Chyba ( _chyba_ ) odjąłem gazu i zacieśniałem zakręt a tam szybko stosunkowo auto szło
już i mogły te skręcone przednie koła bez napędu za oś obrotu zrobić. Ale głowy nie dam że to ta przyczyna. Oba te kołowrotki bez skutków negatywnych, tym razem od razu sprzęgło i nie zgasła nawet , zaraz wracając na tor, choć na tak śliskim pewnie bym skrzyni nie uszkodził jak na przyczepnym Ułężu zrobiłem.
No i było już szybciej w tej I części. W sumie spoooro jazdy (zrobiłem 97km na torze dokładnie,
robiąc sobie co 10-15-20min jazdy przerwy krótkie poza jedną lekkoobiadową ). Kilometraż podobny jak na np. Jastrzębiu, ale czas na torze większy znacznie - przez tempo w I części przed solą. Oczywiście tego co za kierownicą , uciekania wozu , braku reakcji na skręt i szukania przyczepności na filmach nie widać , ale to caaaały czas była o to walka. Mocno pomagały tarki i naniesiona ziemia przez wariujące bokami i mielące co się da wkoło wszystkimi kołami Mitsubishi i całe towarzystwo AWD.
Auto na przegrzanie raczej nie narażone. Tym razem bez kaprysów ze strony silnika, przeniesienia napędu czy elektryki - tip top w końcu. Ciśnienie oleju po jazdach w I części po mega śliskim najmniej coś 2 bary czyli olej nie rozgrzał się jak powinien nawet (10W60 wciąż) ale i silnik nie dostawał w kość raczej, super delikatnie głaskany gazem.
W II części po posoleniu z piaskowaniem - już normalnie na jałowym po sesji ciśnienie oleju około 1,5 czy ciut mniej więc ok.
Około 15tej ogłoszono przejazdy pomiarowe - na czas. To chyba ten najlepszy mój:
https://www.youtube.com/watch?v=JF9WCszR0rw
(nie można więcej niż jedno video wkleić?)
W dwóch pierwszych pomiarowych te wyżej opisane poślizgi zaliczyłem (gdy podczas całego dnia wcześniej - NULL , jak coś to wyczuwałem i kontrowałem czy odpuszczeniem gazu nos naprowadzałem), trzy za to poszły całkiem ok patrząc na wyniki:
https://drive.google.com/file/d/0B9fdR_SA1M1UaG1CWnl3VkNmblE/view
(bo w czasie jazdy zdawało mi się że można jeszcze lepiej), no a ostatni skutkował
tym:
https://www.youtube.com/watch?v=uAtn1ajoZ9M
Na górze normalnie przejechana meta z najlepszego mojego okrążenia, na dole - feralna.
Myślę że było to tak : obciążonymi kołami kończąc zakręt w prawo, ale jeszcze w łuku lekkim więc odśrodkowa
była na lewo, wjechałem na śliską cześć toru - ze śniegiem i ciapą (w dodatku to co
czarne już zaczęło z przejazdu na przejazd być bardziej śliskie) no i ani się nie
obejrzałem i tył zaczął mnie wyprzedzać, przód łubudu w bandę i to od jej strony
ze słupkami. Co ciekawe sam praktycznie tego nie poczułem, raz że to jednak niewielka
prędkość, dwa zgniecione elementy pochłonęły energię, trzy poszła ta energia na
półobrót auta, cztery to chyba jednak pasy szelkowe (a naprawdę mooooocno napinałem) robią
robotę.
Wóz zatrzymał się pól metra od komórki pomiaru czasu - zastanawiam się ile takie
urządzenie jest warte i gdybym ją uszkodził kto pokrywa jej koszt ?
Swoją drogą ta meta - jej ustawienie średnio mądre było chyba delikatnie mówiąc?
przecież to meta lotna, na pełnym gazie. No a ja jakoś bez sensu nonszalancko potraktowałem ten odcinek jak
prostą, a to jednak lekki ale łuk w prawo i to z jakąś tam jak na te warunki szybkością . Jakby tej bandy nie było
to by nic się nie stało, no ale cóż.
Taki jest efekt brzydki:
Wstępnie dziś po oględzinach - chłodnica, silnik itd nieruszone. Zgięta belka zderzaka
przedniego, podłużnice obie, no błotniki, maska , zderzak i obie lampy. A i osłona pod
silnikiem pogięta i miejscowo pęknięta (alu ryflowana)
Jeśłi jakoś skoszone auto nie będzie (dopiero mają pomierzyć) to nie tak tragicznie chyba . Zaleta starego popularnego auta - kupa części za grosze. A jak będzie skoszne to nie wiem ,ale może nie. Więc plany laminatów itp pierdółek odpuszczam raczej, jak tak ma być to wolę maski za 100zł rozwalać i jeździć niż mieć maskę za 800zł nie wspominając o drzwiach i drżeć o nie i nie jeździć (prawie trzy dni lawety ta maska

) czy płakać nad połamanym laminatem. A jak się nauczę jeździć to będę laminaty dawał. Może. W sumie taki był cel i zaleta tego auta - _stosunkowo_ tanie w naprawach (elementy karoserii po 50-100zł, silnik 1500, skrzynia 100zł, a frajdy że hoho!

)
No. To teraz prawdziwa przerwa zimowa. Choć kto wie
