Napiszę z pozycji użytkownika drugiej 156 i obserwatora 159-ojca.
Pierwsza 156 2.5 v6-auto kupione sercem, młody byłem. Po czasie zajrzałem pod dywan kierowcy-dziura 30cmx10cm. Pierwsza myśl-sprzedaż auta. Tak zrobiłem.
Kupiłem 147, coś mi w niej nie pasowało-sprzedałem.
Teraz mam 156 fl 2004r. Auto krajowe-bezwypadkowe, w domu 8lat. Przebieg 146tys km. Co z tego? Auto w środku zadbane-żadnej ryski, pachnące, lakier perfekt ale.... progi, ranty nadkoli kwitną. Dosłownie wyszło wszystko w ciągu 1,5roku. Blacharz powiedział 2-2,5tys za wstawki i lakierowanie. Podłoga się trzyma i tu dylemat. Naprawdę dobrze mi się jeździ 156 (o wiele lepiej niż krową 159). Miałem ją trzymać dłużej, ale wkurza fakt rdzewiejącego nadwozia. Można wymieniać części eksploatacyjne, utrzymywać w należytym stanie auto. Ale co jak za rok czy dwa zgniją podłużnice? Czy 156 można kupić na dłuższy okres użytkowania? Moja odpowiedź-NIE. Chyba że na auto weekendowe, zimowane w suchym garażu.
Następcy 156 nie widzę, niestety. 159 nie leży mi kompletnie, czuć masę auta. W 156 można sobie pozwolić na więcej-czuję to auto w zakrętach.
Jeśli 156 to tylko v6 z kraju, gdzie nie widziało zimy i soli.