Pękające sprężyny, a w zasadzie talerzyki amortyzatorów je podtrzymujące to reguła w 147/156/GT. Chyba ze były zmienione (a amory w tych autach akurat potrafią je przeżyć jak nie oberwały), niektórzy wiercą dziurki w tych talerzykach, ale na dłużej guzik to da bo i tak się zapcha. Nic po lifcie nie poprawili, moje obie FL oberwały talerzyki. Konserwowana trochę później.
Co do napinania pośladów żeby utrzymywać / spłacać auto to oczywista głupota, żeby dosadniej nie nazwać, chyba nie ma tu w ogóle pola do dyskusji. To jest oczywistość, że wydatki na samochód powinny być jakimśtam , nie wpływającym na ogólny budżet procentem, chyba że to auto zarabia na siebie.
Wspominany leasing przy kliencie nie płacącym VAT czy aucie w cenie poniżej 150tys jest swoją drogą b wątpliwy ekonomicznie versus kredyt, dodając masę ograniczeń - tego nie wolno, o to pytać, itd., auto nie jest nasze itd. Tu w ogóle nie o tym mowa.
Chodzi o to, że stare auto jest stare. I to banalne stwierdzenie ma swoje niebanalne konsekwencje w codzienności z nim.
Widzisz wokół jeżdżące bo je widać, popsute stoją dniami/tygodniami/miesiącami w warsztatach i ich nie widać.
Auto nawet stare jak 156 to złożona cholera i ilość elementów, które z wiekiem padają jest naprawdę spora, zrobisz jedno, padnie drugie, na niektóre sprawy machniesz ręką itd.
Nie wiem, od pękającej izolacji kabelków poczynając - szukaj później zwarcia, powodzenia. Poza wiekiem i jego wpływem, składa się to też ilość dotychczasowych pobytów w warsztatach - każda naprawa wymagająca demontażu czegokolwiek przez nieznanych majstrów, także w ASO z przeszłości, to potencjalne źródło skopania czegoś przy ponownym montażu, czy uprzednie naprawy blacharskie (nieuniknione w tym wieku) i składanie po nich tapicerek, wymiany szyby, czy choćby słynne rozłażenie się zgrzewów progów od podnoszenia w niewłaściwych miejscach (wg różnych teorii przyczyniające się do gnicia wnętrz progów - a tego nie widać z zewn) .
Przy nowym wozie nawet najniższego segmentu masz wszystko to i znacznie więcej w d. i po prostu wsiadasz jeździsz i tyle, nie istnieje świat kontrolki airbag, opadającego daszka p-słonecznego czy rozlecianego dyfra itd. Nie szukasz rozwiązań po forach, nie szukasz mechaników, nie zastanawiasz się czy to i to ma być tak jak jest czy nie, nie szukasz po katalogach i po świecie części itp. Lejesz paliwo i płyn do spryskiwaczy i _tyle_.
Tylko wszystko przy założeniu braku spinania rzeczonych pośladów. Bo gdy trzeba je spinać, to wtedy to traci kompletnie sens.
Sensem motoryzacji jest poszerzenie swoich możliwości, granic wolności (choć w dobie stania w korkach czy "jazdy" autostradami to dość wątpliwe) .
Gdy te są ograniczane np. przez _konieczność_ napraw, czy _konieczność_ pracy dłużej żeby spłacić wóz - mija się to z celem i rower i autobus czy taxi są lepszym rozwiązaniem. Trzeba tylko patrzeć na to nie przez pryzmat durnego i małostkowego postrzegania klasy wozu czy przysłowiowego, ale mam nadzieję tylko marginalnie w życiu realnym istniejącego "zastaw się a postaw się", ale przez pryzmat swobody dysponowania swoim życiem i czasem.
Co innego gdy jest czyimś hobby mechanika - już wielokrotnie powiedziałem - Alfy się świetnie do tego nadają. Nie tylko z powodu tego, że zawsze jest coś do zrobienia, ale dlatego, że dają nagrody w postaci tego jak gdy są sprawne reagują na kierowcę i jego działania i jak pozytywne emocje wywołują nawet stojąc. Sam sobie sprawiłem torową stricte 156 i co mogę grzebie w niej sam, co nie po odpowiednich serwisach.
Ale to nie znaczy, że jak ja mam to zaraz polecam . Wręcz skoro pytasz - to tym bardziej odradzam, bo później każda wątpliwość Ci się będzie odbijać z niesmakiem i pretensjami do siebie. Nie powinieneś mieć wątpliwości.
Naprawdę -pogrzeb w tematach o 156 takich podsumowujących czy zbierających sprawy do sprawdzenia przy zakupie, masa takich na forach , jakimś sposobem znajdź tą swoją i się dowiesz czy będzie Ci z nią dobrze czy nie. Inaczej się nie dowiesz ani ode mnie, ani od fanatyków zamiatających minusy pod dywan.
Aha, co do starych aut przypomniało mi się - gdy szukałem dla siebie Vki, szukałem czegokolwiek byle z V6 Busso. M.in. napaliłem się na 155 V6 z przyzwoitą historią. To było coś 9-10 lat temu, w cenie wówczas coś 10 czy kilkanaście tys (156 V6 wówczas > 30 tys) . Mechanik starej (siedzący w makaronach od PRLu ) daty popatrzył spode łba na mnie i niemal krzyknął : "a niech cie ręka boska broni! pojeździsz z rok, dwa, wszystko, ale to wszystko będzie lecieć i będzie ona u mnie więcej stać niż u ciebie".
Wówczas 155 jeszcze bywały na ulicach jako codzienne auta, podobnie 145, 146. I wydawało się - o co chodzi, przecież jeżdżą ?
Rozejrzyj się dziś - ile ich jest na chodzie teraz wokół jako wóz codzienny i jedyny, główny. W ogóle ile na ulicach.
Ze 156 się zaczyna na naszych oczach to samo. A mówisz o perspektywie 6cio letniej.
Jak już musi być Alfa i na dłużej , to nie wiem, może wspomniana 159. Nie znam cen 159 ale jak się łapałaby w budżet to znacznie lepszy wybór - raz że wyżej w rankingach niezawodności wyżej niż 156 i ma to odbicie w życiu, dwa po prostu młodsza, trzy znacznie bezpieczniejsza buda, wręcz chyba jedna z lepszych pod tym wzgl, okupione to masą, ale nie szukasz sportowego auta. No nie ma tego czegoś co 156, ale ma swoje przyjemne smaczki także przecież. A zawsze to młodsza konstrukcja (156 przecież z lat 90tych się wywodzi) i młodsze egzemplarze.
Choć zdarzają się ciekawe oferty, oczywiście - niedawno poszła coś koło 20tys zł czy z haczykiem 166 z 2,5V6 z 37 tys km przebiegu, jednego właściciela. Czas swoje bankowo zrobił, ale zużycie, tłum poprzedników i mechaników psuji - nie.
Nawet garaż nie powinien był zaszkodzić bo mało musiała mieć cykli - wyjazd - zaśnieżenie z solą - garaż z topnieniem tego i działaniem chemicznym w cieple.