Zawsze robiliśmy w ten sposób, że z dostępnych ustawień wybieraliśmy te najbardziej odpowiadające klientowi i jednocześnie nie powodujące dymienia (przypominam, że zajmowałem się tym w czasach bez DPF-ów i boxów do diesli), a potem dopiero proponowaliśmy hamownię (miałem taką umowę z jedną firmą). Często było tak, że klient oceniał, że "auto zap....dala i nie jest mu potrzebna dokładna informacja, ile to ma KM czy Nm. Po prostu osiągi były "wystarczające" i "zgodne z oczekiwaniami", do tego zwiększanie mocy i momentu nie miało na celu licytowanie się na forach ile kto ma koni tylko wykorzystywaniu na drodze. Nikt wtedy na forach nie podniecał się zyskiem 1-1,5 s. do 100 czy wyprzedzeniu innych spod świateł. A z hamowaniem pojazdu jest jak z boxami czy programami: jak robi to osoba bez wiedzy to i silniki padają. Znam taką jedną hamownię, w której co któreś badanie kończy się pokazaniem kopyta przez silnik. Ale chętni są.
Dla mnie wyznacznikiem mocy jest to, czy ogarniam auto czy nie, w połączeniu z doświadczeniami z moich przejazdów - czy miałem kłopot z wyprzedzeniem kogoś (jak chciałem) czy nie. Jak na razie, jeżdżąc od marca Giulią brakuje mi jakieś 50 KM tak to oceniam.