Zgadzam się, że to nie ze względu na zarobki tylko postkomunistyczny obraz ich statusu społecznego.
Niekoniecznie postkomunistycznego.
Odkąd na świecie pojawili się lekarze i prawnicy, to w każdym czasie zyskiwali duży prestiż społeczny ze względu na rodzaj sprawowanej władzy w społeczeństwie i nad społeczeństwem.
Np. lekarz jest panem życia i śmierci człowieka chorego i na tym z ogromną łatwością i w każdym czasie i w każdych warunkach (nawet tych najbiedniejszych) buduje swój prestiż i pozycję ekonomiczną.
W Polsce dawniej (na Zachodzie dawniej i dziś) dotyczyło to również zawodowych intelektualistów, tzn. nauczycieli i profesorów.
Ale komunizm, a jeszcze bardziej postkomunizm, spauperyzował tę grupę społeczną, która do dziś nie ma wielkiego znaczenia (nie jest klasą średnią) dla gospodarki i dla handlarzy marzeń, w tym nowych fajnych aut.
Co do informatyków, programistów, czy architektów IT - mają swój społeczny prestiż, ale lekarze i prawnicy pracowali na to przez wieki, a informatyka jest młodą dziedziną.
Niemniej, to informatycy rządzą dzisiejszym światem. I do nich należy przyszłość.
Gdybym dziś był w okolicy matury i zastanawiał się nad przyszłością, to zdecydowanie wybrałbym informatykę.