Problem po sprzedazy auta

Mam skan ogłoszenia i jest napisane ze auto powypadkowe a w umowie mam tylko ze sie zapoznał ze stanem tevhnicznym

nie skan tylko poświadczony notarialnie zapis strony... tylko taki ma ważność w sądzie

- - - Updated - - -

"Decyzją rzeczoznawcy odpowiedzialność za powstałe uszkodzenia z tytułu rękojmi ponosi sprzedający ."

buhahaha decydować to sobie może rzeczoznawca ile kasy za opinie ma do niego trafić, prywatną :D

sąd sam wyznacza biegłego sądowego... ten musi wykazać związek przyczynowo-skutkowy, mało tego - musi napisać co najmniej że powstanie uszkodzenia w wyniku kolizji która miała miejsce x czasu temu
jest wysoce prawdopodobne :D jeżeli ma jakiekolwiek wątpliwości (a zdziwiłbym się gdyby nie miał) to sąd musi je tłumaczyć na korzyść pozwanego w tym przypadku

rozumiem że miejsce zakupu to miejscowość w której mieszkasz i że sprawy sądowe będą się odbywały na Twoim terenie :) fajnie, pojeździ sobie adwokat - o ile serio go wynajmie w co bardzo wątpię...

nie daj dupy - jesszcze raz powtórzę - zapis ogłoszenia u N O T A R I U S Z A - tego potrzebujesz... nie skanu/wydruku/printscreena home made...
 
taa i jeszcze co -zaświadczenie księdza proboszcza- ludzie nie znacie się a piszecie głupoty.
Podstawowa zasada prawna - na poparcie swoich twierdzeń każda ze stron wyprowadza swoje dowody- Maras nic nie musi robić - jakby co od portalu ogłoszeniowego sam sąd sobie zażąda i to będzie dowód, a tym co przyniesie strona będzie sobie można podetrzeć... Oj Notariusz maiłby ubaw- a skąd notariusz ma wiedzieć że to "oryginał".
A opinia biegłego zrobiona na jego rzecz to opinia prywatna czyli żaden dowód.
JESZCZE RAZ NAPISZE - NIE KONTAKTOWAĆ SIĘ NIE ODPISYWAĆ CZEKAĆ NA OFICJALNY POZEW Z SĄDU NIE OD JEGO ADWOKATA!!!
GOŚC MARASA ROZGRYWA AZ ZMIĘKNIE I ZAPŁACI!!!!!
 
o ile ogłoszenie będzie zarchiwizowane... notariusz nie ocenia "oryginalności" - dokonuje tylko zapisu stronu i poświadcza że owego dokonał
notariusze wykonują taką czynność i nie mają ubawu - jak nie masz o czymś pojęcia to nie pisz...
sąd oczywiście sprawdzi to co zabezpieczył notariusz, zapewniam że w oczach sądu zabezpieczenie treści przez notariusza na zlecenie pozwanego nie pogorszy sytuacji sprzedawcy w oczach sądu...

co do tego co napisałeś tłustym drukiem - dokładnie tak, pełna zgodność :)
 
nigdzie niczego takiego nie napisałem... oczywiście że nie jest umową sprzedaży
ogłoszenie (jego treść) zawiera zbiór informacji podanych przez sprzedającego, w tym przypadku m.in. o kolizyjnej przeszłości samochodu, wskazuje na pewien sposób
postępowania sprzedającego i jego uczciwego podejścia do tematu sprzedaży

napisałem wyraźnie że zabezpieczone przez notariusza będzie przesłanką do dalszych czynności sądu - choćby do weryfikacji zabezpieczonej treści u źródła (operatora portalu ogłoszeniowego)
gdyby zdarzyło się tak że za pół roku czy rok treść będzie niedostępna (np bo się zesra jakiś serwer) to sprzedający zostanie z niczym... a mając zabezpieczenie notarialne treści
strony internetowej będzie bardziej wiarygodny niż bez tej treści, sąd ufa notariuszowi że ten zabezpieczył to co wisiało na stronie o podanym adresie

bardzo proszę nie przypisywać mi czegoś czego nigdzie nie napisałem

oczywiście jakbyś sam znalazł się w podobnej sytuacji nie musisz korzystać z mojej rady i płacić 100 czy 150zł za czynności notariusza, każdy ma prawo wyboru
- zupełnie podobnie jak każdy ma prawo udzielać rad
 
Ostatnia edycja:
Nie napisałem, że twierdzisz iż ogłoszenie jest umową sprzedaży.

Ogłoszenie nie jest ani żadnym dowodem, a to co w nim jest napisane nie jest dla żadnej ze stron wiążące. Ważne jest to, co znalazło się w umowie.

Zajrzyj do artykułu 71 kodeksu cywilnego.
 
Nie napisałem, że twierdzisz iż ogłoszenie jest umową sprzedaży.

Ogłoszenie nie jest ani żadnym dowodem, a to co w nim jest napisane nie jest dla żadnej ze stron wiążące. Ważne jest to, co znalazło się w umowie.

Zajrzyj do artykułu 71 kodeksu cywilnego.

Poświadczone ogłoszenie byłoby mocnym dowodem w sądzie, pokazującym jakimi intencjami kierował się sprzedający a jakimi kupujący. Szczególnie, że sprawa może tyczyć się wokół "rękojmi" czyli np. zatajenia wad auta przez sprzedającego.
 
Interesuję się tematem od dłuższego tematu i jeszcze nie słyszałem o takim orzecznictwie.

Wyprowadźcie mnie z błędu jeżeli się mylę.
 
I tak ta sprawa nie trafi do sądu. Jednak gdyby miała trafić to na jakiej podstawie?

W umowie jest zapis, że stan techniczny jest znany. Podstawą byłoby to, że sprzedający celowo zataił wady sprzedawanego pojazdu. Jeśli tak by było zapis ten stałby się nieważny.
Co miałby na swoją obronę wtedy sprzedający?

- choćby ogłoszenie w którym dokładnie opisał stan pojazdu
- treść samej umowy o ile wyszczególnia stan pojazdu
- dokumentację wykonywanych napraw - kiedy były zrobione i ile czasu od nich pojazd był eksploatowany. Tutaj kupujący próbuje wykazać związek przyczynowo skutkowy z wykonywaną naprawą i w ten sposób udowodnić, że usterkę zatajono. Cała filozofia. Jeśli przedstawi się dowody, że było inaczej to sprawa jest z automatu wygrana

- niechęć kupującego do sprawdzenia stanu technicznego auta przed zakupem
- sprzedający nie jest mechanikiem, ani handlarzem aut - jego wiedza nie pozwalała na wykrycie / przewidzenie wystąpienia usterki
- kupujący ingerował w pojazd przed wykonaniem ekspertyzy (o ile w ogóle taka istnieje)

- i jeszcze jedno, gdyby pompa była rozwalona w momencie sprzedaży to kupujący nie ujechałby 50 km. Sprzedający odpowiada tylko za wady, które istniały w momencie sprzedaży. Pompa jest częścią eksploatacyjną i ma prawo się zepsuć w dowolnym momencie. Jeśli była sprawna w chwili sprzedaży to kupujący nie ma punktu zaczepienia. Nie wiem jak można twierdzić, że była uszkodzona od 3/4 roku i auto jeździło.
 
Ostatnia edycja:
1 w ogłoszeniu poinformowano o przeszłosci kolizyjnej - jeżeli szkoda była likwidowana przez ubezpieczyciela - można prosić sąd o ściągnięcie od ubezpieczyciela dokumentacji szkody i zapytanie biegłego o możliwość związku szkody kolizyjnej z uszkodzeniem pompy z uwzględnieniem czasu
2 jeśli auto ktoś naprawiał i wyjechałeś od niego tym autem - możesz powołać taką osobę na świadka
3 jeżeli w czasie zazębiającym się z datą sprzedaży (zakładam że spójnym z czasem emisji ogłoszenia) odebrałeś jakiekolwiek telefony od innych potencjalnych zainteresowanych którzy widzieli cenę w ogłoszeniu - poinformuj o tym sąd, jakby się uprzeć można na podstawie rejestru połączeń przychodzących ustalić kto dzwonił i zapytać taką osobę o cenę z oferty jak i o inne szczegóły

czas na najważniejsze - jeżeli w ogłoszeniu podano cenę o ileś tysięcy zł niższą niż cena jaką wpisaliście do umowy - sądowi trudno będzie dać wiarę temu iż kupujący przyjechał i zapłacił więcej niż oczekiwana przez sprzedającego cena,
logika wskazuje iż cena transakcyjna zwykle jest niższa przy tego typu transakcjach (to nie licytacja dzieła sztuki ani unikatu motoryzacji)

dalej - nie wiem czy wiesz ale zostałeś nakłoniony do poświadczenia nieprawdy

ciekaw jestem czy kupujący czyta ten temat, jeśli tak i ma odrobinę oleju w głowie to nie spodziewaj się wezwania do sądu :)

- - - Updated - - -

Nie napisałem, że twierdzisz iż ogłoszenie jest umową sprzedaży.

Ogłoszenie nie jest ani żadnym dowodem, a to co w nim jest napisane nie jest dla żadnej ze stron wiążące. Ważne jest to, co znalazło się w umowie.

Zajrzyj do artykułu 71 kodeksu cywilnego.

ogłoszenie (także po weryfikacji autentyczności jego treści na wniosek sądu) jak najbardziej może być dowodem w sprawie - choćby w kwestii oczekiwanej przez sprzedającego kwoty :)
jestem ciekaw odpowiedzi nabywcy na pytanie : co skłoniło pana do zapłacenia za samochód ceny znacznie wyższej niż oczekiwana przez sprzedającego i ujawniona w treści ogłoszenia? :D :D :D
- to taka moja podpowiedź dla strony pozwanej :)
może kupujący zakochał się na miejscu i chciał docenić wartość przedmiotu jednocześnie wynagradzając sprzedającego dodatkową kwotą? :D

ciekawa sprawa, będę śledził z uwagą :)

- - - Updated - - -

auto zepsuło się po drodze? jeśli tak i jeśli kupujący miał przy sobie komórkę (może tą z której dzwonił) to operator gsm ma zapis logowań w stacjach bazowych :)
na jego podstawie można zweryfikować czy auto rzeczywiście miało postój (oczekiwanie na lawetę, załadunek) i mniej więcej gdzie - przy założeniu że kupujący jechał w tym aucie :)
oj polegnie ten ktoś :D
...a gdyby się okazało że awarii na trasie i podróży na lawecie nie było to mamy już próbę oszustwa ...do lat 8 :D

życie cwaniaka może być miłe - o ile nie trafi na mądrzejszych od siebie :)
 
Ostatnia edycja:
Najważniejsze to czy wpisał w umowę że rozjazd był uszkodzony - jeżeli tak- po tym fakcie sąd go spuści już na drzewo. Ogłoszenie jest rodzajem zaproszenia do rokowań i tyle w temacie
 
W umowie wcale nie musi być napisane, że pojazd był wcześniej uszkodzony. Było ogłoszenie o sprzedaży, było napisane że auto ma taką przeszłość. Sprzedający niczego nie zataił. Zapewne w umowie zawarty został paragraf mówiący, że stan auta jest znany kupującemu. Jeśli uszkodzenie pompy oleju nie jest następstwem kolizji to temat i tak jest zamknięty. W takim wypadku to nie wada ukryta.
 
Dostalem opinie rzeczoznawcy ktory stwierdza ze pekniecie pompy bylo wynikiem kolizji zaraz wrzuce te zdj opini tylko teraz tak pompa nie byla robiona po tek kolizji to raz po 2 nie mam faktur na naprawe po kolizji po 3 koles proponuje zwrot czesci naprawy podzielic na pół calosc tp okolo 4tys czyli wychodzi 2tys do zaplaty i pytanie isc na ugode czy walczyc w sadzie mimo tego ze jestem przekonany ze sprawe wygram ale jak to z naszymi sądami bywa roznie moze byc do tego dochodza koszty sadowe adwokat wiec troche to bd mnie kosztowalo i nie wiem co tu teraz zrobic nie chcem wyjsc na frajera i stracić 2tys ale decyzja sądu moze być różna i moge stracić o wiele więcej...
 
Dostalem opinie rzeczoznawcy ktory stwierdza ze pekniecie pompy bylo wynikiem kolizji zaraz wrzuce te zdj opini tylko teraz tak pompa nie byla robiona po tek kolizji to raz po 2 nie mam faktur na naprawe po kolizji po 3 koles proponuje zwrot czesci naprawy podzielic na pół calosc tp okolo 4tys czyli wychodzi 2tys do zaplaty i pytanie isc na ugode czy walczyc w sadzie mimo tego ze jestem przekonany ze sprawe wygram ale jak to z naszymi sądami bywa roznie moze byc do tego dochodza koszty sadowe adwokat wiec troche to bd mnie kosztowalo i nie wiem co tu teraz zrobic nie chcem wyjsc na frajera i stracić 2tys ale decyzja sądu moze być różna i moge stracić o wiele więcej...



Piszę to już po raz 3 chyba.
Wrzuć skan umowy jaką podpisałeś.
Wymaż tylko dane osobowe.

Jeśli w umowie nie masz zapisu, że ewentualne spory sądowe mają się toczyć w miejscu właściwym dla zamieszkania kupującego to będzie miał chłop wesoło jeździć do Ciebie po 700 km :)

Niech Ci prześle tak samo, faktury za to niby holowanie.


Masz jakieś zdjęcia po kolizji?
Jakikolwiek dowód kiedy miała miejsce? Protokół szkody? Oświadczenie sprawcy etc... ?
 
Ostatnia edycja:
Spokojnie. Wrzuć tą opinię, wszyscy jesteśmy ciekawi.
 
Fajnie że jest tam numer VIN i td. Ciekawe jakiego auta dotyczy ta opinia. Może mojego? :)

a nie, sory, moja to nie sportwagon :)

Data też się jakoś nie znalazła. Dokumentacja zdjęciowa tym bardziej. A zawsze jest dołączana do takiej ekspertyzy.


Poszukaj tego rzeczoznawcy na liście uprawnionych na 2016 rok:

http://mib.bip.gov.pl/rejestry/lista-rzeczoznawcow-samochodowych.html
 
Ostatnia edycja:
Dostalem opinie rzeczoznawcy ktory stwierdza ze pekniecie pompy bylo wynikiem kolizji zaraz wrzuce te zdj opini tylko teraz tak pompa nie byla robiona po tek kolizji to raz po 2 nie mam faktur na naprawe po kolizji po 3 koles proponuje zwrot czesci naprawy podzielic na pół calosc tp okolo 4tys czyli wychodzi 2tys do zaplaty i pytanie isc na ugode czy walczyc w sadzie mimo tego ze jestem przekonany ze sprawe wygram ale jak to z naszymi sądami bywa roznie moze byc do tego dochodza koszty sadowe adwokat wiec troche to bd mnie kosztowalo i nie wiem co tu teraz zrobic nie chcem wyjsc na frajera i stracić 2tys ale decyzja sądu moze być różna i moge stracić o wiele więcej...

kolizja była likwidowana z OC? jesli tak to daj panu nabywcy numer sprawy i skoro pompa padła po kolizji niech to wyłumaczy ubezpieczycielowi :D ma na to 3 lata od dnia kolizji o ile nie podpisałes ugody

sprawdziłeś czy dane rzeczoznawcy są autentyczne, czy posiada uprawnienia? jeśli tak to zapytałbym go też czy oby na pewno wystawił taką opinię
 
Ostatnia edycja:
nie wyslalem calosci tylko obcialem żeby danych nie było tego kolesia data i auto się zgadza
 
Dostałeś zdjęcia do ekspertyzy, fakturę za holowanie?

Zeskanuj swoją umowę i zaczernij dane osobowe i kwotę jeśli chcesz.
 
Amortyzatory
Powrót
Góra