• Jeśli chcesz dodać swojej Alfie charakteru i jednocześnie zaznaczyć przynależność do naszej społeczności – to dobry moment, żeby je zamówić.

    Ramki Alfaholicy

    Szczegóły, zdjęcia oraz informacje o zamówieniu znajdziesz tutaj.

    Nie czekaj, bo jak zwykle schodzą szybko.

[166] Muminowa 166 ver.2

Status
Ten wątek został zamknięty.
NIe ma wiecznych i niezniszczalnych silników/aut. Każde się w końcu podda. To są pełnoletnie auta/silniki. A wy ciągle marudzicie (z przewodnikiem Andrzejem) jakby to były nowe auta z salonu. Te które po wyjeździe z salonu były trefne już dawno są konserwami. Do dzisiaj dotrwały same te dobre egzemplarze. Kwestia tego czy są u schyłku życia co jest naturalną koleją rzeczy czy są dbane i mają szansę jeszcze lata pojeździć.
Nawet ręcznie składane silniki vw ostatnio wyczytałem że się sypią i są miną. A przecież przez lata uchodziły za niezwykle dopracowane. A po 20 latach są zakupem podwyższonego ryzyka. Pancerność busso nie jest wyssana z palca. Tak jak panewki TS`a... ale wszystko ma swoje granice. Wszystko poza Andrzejem :) który pewnie za 25 lat będzie pisał jakie V6 busso to shit bo żaden nie dotrwał :lol: Andrzej to taki smerf maruda. Wiecznie marudzi i wszyscy go za to lubią. Ot rozrywkowa postać :)
A dla odmiany saab przez kilkadziesiąt lat pchał do swoich aut przekręcające panewki silniki benzynowe a w dieslach opadały tuleje cylindrowe. Robili to do 2010 roku i jakoś z tym żyli. A w 9-5 nie było innych silników. To znaczy jakiego nie kupisz to jest mina :) Mam wrażenie, że nawet TS alfy jest lepszy....
 
Ostatnia edycja:
Ja tam będę twierdził uparcie, że V6 busso to pancerny silnik. W sezonie kiedy zlot Busso był w Bieszczadach mój silnik przeżył taki maraton, że niejeden nowy by się poddał. Pełnia lata, pełny wycisk na pętli bieszczadzkiej, kilka tys. km, długie jazdy z V > 200 etc.
 
Ja tam będę twierdził uparcie, że V6 busso to pancerny silnik. W sezonie kiedy zlot Busso był w Bieszczadach mój silnik przeżył taki maraton, że niejeden nowy by się poddał. Pełnia lata, pełny wycisk na pętli bieszczadzkiej, kilka tys. km, długie jazdy z V > 200 etc.

Nie zgodze się. Troszke przedstawiasz "syndrom sztokcholmski" z tym uwielbieniem do v6
Niebawem minie 3 rocznica od remontu kapitalnego Twojego busso , które miało problemy i to grube problemy. Coś tam z tłokami sie porobiło i wyszło to przy agresywnej jeździe. Więc jeżeli móiwsz o tej pancernosci od momentu kapitalki silnika to ok nie czepiam sie:)

Trzeba być uczciwym w przedstawianiu "prawdy" bo potem ktos to bedzie czytal i pomysli ze naprawde to pancerniaki a historii na forum jest sporo. Oczywiscie o jtd czy TS również, ale nie można przeinaczać faktów w pewnym sensie.

i ja broń Boże nie chce sie do Ciebie czepiać czy żebyś jakoś personalnie odebrął mój wpis. Poprostu duzo sie tu hejtuje Twin Sparki ze panewki itp a trzeba tez przedstawiac szerzej prawde o tych autach i wszystkich silnikach a nie że TS to badziew bo panewki bo to a v6 jest naj naj naj jak to co poniektorzy tu uskutecznić próbują...
 
Ostatnia edycja:
A tak, po remontach to znoszą ( jakiś czas :) dopisek dla Marka ;) ) . Jak masz dzięki remontowi ciśnienie oleju jak należy, zwłaszcza u góry, jak nie miesza się płyn chłodzący z olejem, jak się nie przegrzewa i nie przytyka bez sensu umiejscowionymi katalizatorami, jak osiowane, wyważane, jak...
Jak to Alfa Romeo, czy nowa (vide jaja z Giuliami non stop w ASO'ach na poprawkach) czy stara, to auto gdzie trzeba poprawiać tych pozerów Włochów. No ale nie wszystko się da poprawić, czy też czasem 'poprawki' bywają nie trafione, bo generalnie to zgadywanki itd...
 
Niebawem minie 3 rocznica od remontu kapitalnego Twojego busso , które miało problemy i to grube problemy. Coś tam z tłokami sie porobiło i wyszło to przy agresywnej jeździe.

OK, masz rację, były grube problemy. Ale doszedłem do tego co się stało. Jak to się mówi "nasi tu byli". Jeden mostek na wale był niedociągnięty, ciśnienie oleju tamtędy zwiewało, przez co natrysk na denko tłoka nie istniał na tym cylindrze. Tłok, pewnie od temperatury, się ukruszył no i poszło... Biorąc pod uwagę moją agresywną jazdę to że ten silnik wytrzymał i dopiero później zastrajkował raczej potwierdza opinię o jego wytrzymałości ;)

Oczywiście jak ktoś nie dba, to i busso zajedzie - to jasne. Ja jestem Busso Freak, więc luz, pewnie przejawiam zbytni entuzjazm do tego silnika :P
Ale trzeba oddać, że jest za...sty :D
 
To jest takie głupie sformułowanie. Owszem V6 busso to fajna jednostka, ale.. Nie zapominajmy również ile silników było wystawionych jak i aut po panewie tak samo jak w T.S.

Tak jak ja nie twierdzę, że Jtd to najlepszy silnik pod słońcem..
[MENTION=788]tomaz[/MENTION] nie chce tutaj wychodzić przed szereg i również prawic personalnych wycieczek.. Ale..
Moje jtd na prawdę bardzo często śmiga na S5, na Wrocław.
Możesz wierzyć lub nie, ale kilkadziesiąt kilometrów jedt trzymane na Vmaxie :)

Minusem tego jest słaba termika 2.4 20v długiego r5 w serii, a co dopiero po "zrobieniu" w efekcie czego raz w roku tak z marszu muszę być przygotowany na zmianę kolektora wydechowego.

Wysłane z mojego MI 8 UD przy użyciu Tapatalka
 
OK, masz rację, były grube problemy. Ale doszedłem do tego co się stało. Jak to się mówi "nasi tu byli". Jeden mostek na wale był niedociągnięty, ciśnienie oleju tamtędy zwiewało, przez co natrysk na denko tłoka nie istniał na tym cylindrze. Tłok, pewnie od temperatury, się ukruszył no i poszło... Biorąc pod uwagę moją agresywną jazdę to że ten silnik wytrzymał i dopiero później zastrajkował raczej potwierdza opinię o jego wytrzymałości ;)

Oczywiście jak ktoś nie dba, to i busso zajedzie - to jasne. Ja jestem Busso Freak, więc luz, pewnie przejawiam zbytni entuzjazm do tego silnika [emoji14]
Ale trzeba oddać, że jest za...sty :D
O i w tym kontekście popieram.
Dokładniej chodzi mi o tok myślenia kogoś kto składał sobie silnik, wie dlaczego i z czym się to jadło niż osoba, która stała z obok i przyglądała się temu z boku...

Wysłane z mojego MI 8 UD przy użyciu Tapatalka
 
Statystyki i ocena rynkowa jest przejrzysta. TS to mina, reszta jest bardzo dobra. TS jest zakupem podwyższonego ryzyka. Prawdopodobieństwo ukręcenia panewki jest kolokwialnie pisząc równe z prawdopodobieństwem padnięcia sprzęgła..... czyli prędzej czy później nastąpi. A uniknięcie tego jest dane na prawdę niewielu szczęśliwcom. Nieco ryzykowna, też jest jednostka TB ale jest tego zdecydowanie mniejszy odsetek więc trudno to ocenić.
Pozostałe silniki są bardzo dobre. Zarówno jak na włochów jak i na całej arenie motoryzacyjnej. Wpadki typu panewka, przedmuch/przeciek, czy jakieś inne poważniejsze usterki to znikomy odsetek. Na dodatek wychodzący po kilkunastu latach. To szmat czasu. Wszystko to jednostki o nieznanej historii.
Tak więc czy jtd czy V6 to bardzo dobry wybór i nawet wśród aut innych marek to trudno o lepsze silniki. V6 siłą rzeczy będzie droższe w eksploatacji - to oczywiste.
 
A ja tą miną śmigam już ósmy rok jako daily i twierdzę, że to bardzo fajny silniczek (jak się o niego dba).
 
Oczywiście, nie jest powiedziane że musi każdemu i w tej samej chwili. Silniki B2x5 w saabach też mają identyczny syndrom. Tam nikt nie pyta "czy" tylko "kiedy" ukręci panewkę :) ale ludzie mają i jeżdżą. Sam mam takiego (choć po remoncie) i jestem zadowolony. Na razie :sarcastic: Ba, tam nawet nie ma wyboru :sarcastic: tylko takie silniki były do wyboru. Choć nadrabiały mocą.
Dlatego zakup i eksploatacja może być podyktowana wieloma czynnikami. W niektórych "kombinacjach" tych czynników jest to optymalny wybór. Ale nie można być ślepym na fakty.
Pamiętam jak szukałem pierwszej 166 lata temu. Oczywiście nie szło znaleźć takiej jak chciałem (a pierwszej szukałem wypasionej). Po długich poszukiwaniach pojawiła się na pełnym wypasie właśnie z TS`em. Do tego była bardzo tania (a nic tak nie przekonuje jak cena). Już się nawet z gościem umawiałem (miałem kawałek do niego) na jazdę i może nawet kupno. Ale dziwnym zbiegiem okoliczności zanim się do niego wybrałem to bliżej trafiła się V6TB. Co też pod paroma względami był to ryzykowny zakup.
 
Dzięki Wam wszystkim za komentarze, dzięki nim coś się dzieje w temacie :)

Dziś mija rok od zakupu Alfy, co jest dobrą okazją do małych podsumowań. Miałem chytry plan wymiany silnika, niestety okazało się, że potencjalny dawca również zmaga się z pijaństwem i nic z tego nie będzie ;)

Co udało mi się zrobić przez rok, z ważniejszych rzeczy które pamiętam:

- wymienić kompletny rozrząd,
- dolać z 15 litrów oleju ;),
- ogarnąć wentylator,
- wymienić zbiorniczek wyrównawczy,
- wymienić aku,
- poprawić przedni zawias (oba wahacze po lewej stronie),
- przeszczepiłem Brembo i pomalowałem, ale mechanik tak odpowietrzył, że płyn sobie spłynął po lewym zacisku i cała farba zeszła; ale uśmiechnęło się do mnie szczęście i wygrałem regenerację w konkursie,
- zdupić resztki tego, co zostało z audio - wyjąłem pseudo-głośniki z drzwi kierowcy i leżą sobie,
- kompletną kosmetykę nadwozia i podstawową wnętrza,
- wypolerować przednią i tylną szybę,
- pomalować obudowy i podstawy lusterek oraz ramiona wycieraczek.

I pewnie dziesiątki innych rzeczy. Na wszystko wydałem jakieś 5-6k, po 3-cim tysiącu przestałem liczyć :D

Plany na najbliższą przyszłość, o ile panewa nie yebnie czy coś innego nie urwie:
- pozbyć się wrukwiającego szarpania przy odpuszczaniu gazu i może przy okazji zrobić coś z wypadającym pierwszym biegiem przy toczeniu się w korkach,
- wymienić olej w skrzyni,
- zobaczyć co faktycznie się dzieje pod uszczelkami drzwi......,
- poprawić porysowany przez mechaników prawy bok auta,
- wybebeszyć środek i poszukać przyczyny wlewającej się wody przez dach (?) - ostatnio z tyłu zaczęło się lać, chyba podsufitka była zdejmowana i coś jest zdupcone,
- podreperować skaczący na dziurach szyberdach (dlaczego znowu kupiłem 166 z szyberdachem???!?!?!),
- pomalować 18" speedline'y i w końcu założyć na auto (dziś docieram szpachlę i wrzucam w podkład, może do weekendu się uda),
- wysłać zaciski do regeneracji (tej wygranej),
- jak zrobi się luźniej to zrzucę gumy z zimowych 18'tek i też je pomaluję,
- jeśli wpadnie jakaś nadprogramowa gotówa, to może faktycznie zabiorę się za poszukiwanie silnika "na zapas".

Chyba powoli dojrzewam do wniosku, że pakowanie się w kolejną 166 to tylko szukanie dodatkowych kłopotów. Tej dam co mogę, a jeśli nie zechce współpracować, to nadejdzie czas poszukiwania czegoś nowego w motoryzacji :)
 
Ostatnia edycja:
Jakiekolwiek operacje na samochodach (nie licząc sprzedaży) są nieuzasadnione ekonomicznie :sarcastic: za każdym razem kiedy zmieniam auto to ma być już koniec i zawsze sobie tłumaczę, że to okazja :sarcastic: prawda jest taka, że albo kupisz coś mocno doinwestowanego "świeżego" (nie dotyczy 166) co sporo będzie kosztować, albo coś okazyjnego co potem będzie kosztować. Bywają wyjątki ale to raczej kwestia tolerancji wad/defektów niż realna okazja.
Ja 166 zmieniłem na drugą/inną tylko dlatego, że postanowiłem sobie już ją zostawić i musiała to być idealna baza bo by mi to nigdy spokoju nie dało. Ale jak by to miało być tylko kilka lat, albo jedyne auto to na pewno zmieniając zmieniłbym już na inne auto. Ale zakup mojej rosso był początkiem misternego planu który realizuję ciągle i mam zamiar jak najdłużej. A do odreagowania, praktyczności itd mam inne auta. Wtedy nie muszę przy innych się pałować, starać, dopieszczać, tracić czasu. Oczywiście w pewnym stopniu to robię, ale zawsze pozostaje uspokajająca świadomość, że mam to swoje wypieszczone autko. Takie które nie marnieje, nie niszczę na co dzień, nie muszę się martwić, że teraz czegoś nie zrobię, że się zmarnuje albo komuś będę musiał to za bezcen oddać. Jak wywoskuję to nie zniszczy tego pierwsze błoto albo traktor wyjeżdżający z pola, nie wycieram zadbanej skóry, nie muszę ciągle zmieniać wahaczy albo obszywać kierownicy co rok. Jakby to był mój jedyny samochód to bym już zwariował. A tak obrałem w/w taktykę i mam spokój ducha.
 
Jakiekolwiek operacje na samochodach (nie licząc sprzedaży) są nieuzasadnione ekonomicznie :sarcastic: za każdym razem kiedy zmieniam auto to ma być już koniec i zawsze sobie tłumaczę, że to okazja :sarcastic: prawda jest taka, że albo kupisz coś mocno doinwestowanego "świeżego" (nie dotyczy 166) co sporo będzie kosztować, albo coś okazyjnego co potem będzie kosztować. Bywają wyjątki ale to raczej kwestia tolerancji wad/defektów niż realna okazja.
Ja 166 zmieniłem na drugą/inną tylko dlatego, że postanowiłem sobie już ją zostawić i musiała to być idealna baza bo by mi to nigdy spokoju nie dało. Ale jak by to miało być tylko kilka lat, albo jedyne auto to na pewno zmieniając zmieniłbym już na inne auto. Ale zakup mojej rosso był początkiem misternego planu który realizuję ciągle i mam zamiar jak najdłużej. A do odreagowania, praktyczności itd mam inne auta. Wtedy nie muszę przy innych się pałować, starać, dopieszczać, tracić czasu. Oczywiście w pewnym stopniu to robię, ale zawsze pozostaje uspokajająca świadomość, że mam to swoje wypieszczone autko. Takie które nie marnieje, nie niszczę na co dzień, nie muszę się martwić, że teraz czegoś nie zrobię, że się zmarnuje albo komuś będę musiał to za bezcen oddać. Jak wywoskuję to nie zniszczy tego pierwsze błoto albo traktor wyjeżdżający z pola, nie wycieram zadbanej skóry, nie muszę ciągle zmieniać wahaczy albo obszywać kierownicy co rok. Jakby to był mój jedyny samochód to bym już zwariował. A tak obrałem w/w taktykę i mam spokój ducha.

Cóż, jesteśmy póki co na innym poziomie ekonomicznym, ja jeszcze nie mogę pozwolić sobie na posiadanie dwóch samochodów. Tzn. mógłbym i oba byłyby struclami. Także mimo tego jak kuriozalnie to zabrzmi, na chwilę obecną pozostawienie tej sztuki jest najbardziej uzasadnione :)

Niemniej gratuluję sytuacji, w której się usytuowałeś i również będę do takiej dążył.
 
......przez rok...
- dolać z 15 litrów oleju ;), …

...Plany na najbliższą przyszłość, ...

Przy tym punkcie (jeśli to nie przerysowanie tylko faktycznie takiego rzędu zużycie ? :) ) to całą tą listę planów przerobiłbym na jeden punkt - remont silnika . No jeszcze przy okazji wyjmowania go to i zajęcie się skrzynią jak bieg wypada.

Malowanie felg i inne bzdety przy czymś takim ?
Będziesz miał przynajmniej pewny na jakiś czas napęd. Po kiego zaciski i felgi (18 ? to opony na nie ze 2-3 tys kosztują przecież , a tu jeszcze 2 komplety 18 ! :) (to ja sknera jestem, 3.2 na 16" zimowych jeździ :) ) , tarcze i klocki pod brembo też droższe niż do zwykłych zacisków itd. itp. - spokojnie się na remont silnika uzbiera licząc dodatkowo oszczędność na oleju :) )
No poważnie , coś od tyłu zaczynasz te plany.

Ja to doskonale rozumiem, żeby nie było - że robimy to , z czym sobie dajemy sami radę najpierw (malowania dupereli, detailingi, uszczelki, lampki itd. ) ale to się mści później takie podejście, od grubych rzeczy trzeba niestety zaczynać, kłopot, wiem, bo kogoś godnego zaufania do silnika znaleźć niełatwo. Ale inaczej efektem będzie tylko tzw " kupa dobrze zrobionej, nikomu niepotrzebnej roboty".
 
Przy tym punkcie (jeśli to nie przerysowanie tylko faktycznie takiego rzędu zużycie ? :) ) to całą tą listę planów przerobiłbym na jeden punkt - remont silnika . No jeszcze przy okazji wyjmowania go to i zajęcie się skrzynią jak bieg wypada.

Malowanie felg i inne bzdety przy czymś takim ?
Będziesz miał przynajmniej pewny na jakiś czas napęd. Po kiego zaciski i felgi (18 ? to opony na nie ze 2-3 tys kosztują przecież , a tu jeszcze 2 komplety 18 ! :) (to ja sknera jestem, 3.2 na 16" zimowych jeździ :) ) , tarcze i klocki pod brembo też droższe niż do zwykłych zacisków itd. itp. - spokojnie się na remont silnika uzbiera licząc dodatkowo oszczędność na oleju :) )
No poważnie , coś od tyłu zaczynasz te plany.

Ja to doskonale rozumiem, żeby nie było - że robimy to , z czym sobie dajemy sami radę najpierw (malowania dupereli, detailingi, uszczelki, lampki itd. ) ale to się mści później takie podejście, od grubych rzeczy trzeba niestety zaczynać, kłopot, wiem, bo kogoś godnego zaufania do silnika znaleźć niełatwo. Ale inaczej efektem będzie tylko tzw " kupa dobrze zrobionej, nikomu niepotrzebnej roboty".

W pewnym sensie zgadzam się z Tobą, bo to jest poprawny tok rozumowania. Ale skoro mowa o konkretach, to proszę bardzo:

- auto kupiłem na zimowych 18tkach w niezłym stanie, jeszcze pojeżdżą,
- drugi komplet kół miałem z poprzedniej Alfy, jedynie dwie nowe opony dokupiłem, a i tak budżetowe po 200zł/szt. - dla mnie stykają,
- felgi maluję sobie sam, materiały kosztowały mnie 150zł,

I tak mogę wyliczać. Jedynie hamulce mnie pociągnęły po kieszeni. Ale skąd mam wziąć z 7-8k na remont silnika i rewizję skrzyni? No nie mam kurde, i mieć nie będę w najbliższym czasie.
 
Kiedyś te opony trzeba będzie kupić. Później pojawiają się pytania typu "może lingjang nie takie złe wcale ? " .
Praca "swoja" nie jest też za darmo, czas kosztuje, co innego jaj to hobby - jasna sprawa, sam kupę rzeczy kompletnie nieekonomicznie robię, ale to kosztuje.
Chodzi o to, ze wszystko na nic jak się rozleci gdzieś w drodze silnik. Szkoda tyyyle roboty. A tak to byś miał z powrotem te dość rzadkie jednak 170 koni z TSa , zapewniony napęd a reszta to już sam przyjemność będzie . Jaka to przyjemność wkładać swoją pracę w wóz który pewnie roku kolejnego ze wzgl na silnik nie wytrzyma? Zastanawiam się po prostu, czy nie szkoda Ci tyle roboty i to z góry skazanej na zniweczenie ? no bo jak się rozleci ten silnik, to wtedy te pieniądze na remont znajdą się ?
 
Praca "swoja" nie jest też za darmo, czas kosztuje
To pojęcie jest prawdziwe pod warunkiem że pracować możesz cały czas (24h). W sensie masz całodobową sposobność do zarabiania pieniędzy (z założenia większych niż usługa). Jeżeli jednak pracujesz dajmy na to 8h a potem siedzisz przed telewizorem to prawda jest taka, że ta praca właśnie nic Cię nie kosztuje. Totalnie nic.
Mało to. Gdy zarabiasz np średnią krajową a masz dryg do lakierowania i jakiś garaż to nawet opłaca się wziąć urlop bezpłatny do polakierowania auta bo wyjdzie to w bilansie domowym taniej niż pracowanie.
Wiesz, Andrzej, nie każdy zarabia w pracy tyle kasiory na godzinę żeby zrzekać się każdej roboty na rzecz usług :) tak więc nie przesadzaj wszędzie z tym kosztem czasu.
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Amortyzatory
Powrót
Góra