Koledzy mam pewna teorię w temacie zużycia oleju.
Silnik spalinowy ze względu na swoją konstrukcję i „fizjologie pracy” olej zużywać musi.
Kwestia tylko ile.
Podawane przez ASO zużycie graniczne rzędu 0.5l/1000km jest oczywiście mocno przesadzone, żeby uniknąć kosztownych napraw gwarancyjnych.
Generalnie historię z cyklu „nie dolewam nic od wymiany do wymiany” można sobie włożyć między bajki.
Dotyczy do oczywiście samochodów wszystkich marek.
Jeżeli któryś ze moich znajomych zaczyna mi takie bajadery opowiadać to ja się pytam:
„A skąd wiesz ile w nim masz oleju a ile innych produktów?”
Na przykład paliwa, sadzy, wszelkiego syfu etc.
Po czym przystępujemy do oględzin oleju na bagnecie.
No i co mi się ukazuję zazwyczaj na bagnecie mojego oponenta, ano smolista bryja.
Oczywiście mowa o silnikach benzynowych, diesel z zasady będzie miał smołę.
W moim silniku o przebiegu 220tyś. km olej do 10tyś od wymiany jest nadal koloru słomkowego, później zaczyna gwałtownie ciemnieć.
I wtedy go wymieniam.
Teraz klika faktów:
Olej którego używam: Motul 6100 półsyntetyk 10W40 lub latem 4100 15W50
Olej wymieniam po przebiegu około 10tyś. km tak jak wspomniałem.
Nie zdarzyło mi się żeby silnik pochłonął więcej olej od wymiany do wymiany niż 1l.
Przebieg, który robię to generalnie, jak oceniam, 80% miasto i 20% tras.
Czyli konkretnie od wymiany do wymiany 2-3 dłuższe trasy.
Teraz uwaga!
Przechodzę do sedna:
W jeździe po mieście stwierdzam, że oleju w ogóle nie ubywa.
Za to zauważyłem, że po dłuższym „muleniu” samochodu jazdą w mieście, trasa rzędu 400km kończy się dolewką powiedzmy 0,3l.
Po czym w mieście znów nie ubywa.
Powiem więcej, trasa 400km dolewka 0,3l, a bezpośrednio później następuje trasa nawet 1000km, a dolewka minimalna?
Wnioski nasuwają się same.
Jeżeli ktoś zauważył coś podobnego to proszę o podzielenie się spostrzeżeniami.
Pomijam tutaj celowo kwestie marki (jakości) oleju, bo na przykład zdarzyło mi się po 3tyś. km szybciutko wymieniać olej, bo jego stan wskazywał na skrajne zużycie.
Chodzi tutaj o wiodącą markę na rynku.
Teraz kwestia diagnozy zużycia silnika wnioskując po zużyciu oleju, to jest też czysta abstrakcja.
Kupiłem kiedyś Suzuki Swift 1991r. za grosze dla mojej żony, totalnie zjeżdżone.
Zero dymu z rury wydechowej.
Nie brało oleju, nic się nie działo, ale stawał się co raz słabsze, (proceder trwał 20tyś.km) aż po prostu któregoś dnia najzwyczajniej stanęło.
I nie chciał odpalić.
Diagnoza? Zmierzyliśmy ciśnienie sprężania.
Oscylowało między 4 a 5 atmosfer.
Ten silnik nie miał prawa działać!
Po naprawie góry silnika jeździ w rodzinie do dzisiaj.
Pozdrawiam