Kolejny update życiowy. Porzuciłem Alfełe na 4 miesiące

mam nadzieję że się nie obrazi jak wrócę na koniec września. W domu opiekuje się nią mój brat, który jest właśnie w trakcie robienia prawka.
Przed wyjazdem zdążyłem pojechać na wymianę filtra kabinowego do Kuby z Motorzyacyjnej Pasji. Powiem tyle że nieco ponad 2 lata jak na filtr to trochę za długo xD wyszło tak, dlatego że mój mechanik do którego jeździłem, z rok temu zamówił filtr do poliftowej 156 zamiast do przedfl. Miałem do niego podjechać "przy okazji" albo jak będę miał czas, a jak wiadomo nigdy nie jest po drodze nawet jak jest blisko i tak przejeździłem trochę...
Dodatkowo wymieniłem żarówki w zegarach na LED-owe. Matkoboskoczęstochowsko, nawet teraz (miesiąc minął od roboty) ciśnienie mi skacze jak myślę ile ja się wtedy nakląłem. Generalnie chodzi o to że żarówki T4 halogenowe a LEDowe różnią się rozmiarem (LEDy są ciut grubsze i dłuższe), więc miałem problem ze wstawieniem ich w cokoliki a potem standardowe dziury w płytce od zegarów. Palce bolały mnie przez 2 dni. Po włożeniu ich wszystkich podłączyłem wtyczki najpierw do prędkosciomierza i okazało się że górne pół nie działa... Znowu rozłączanie bawienie się i p,,,,,e (wtyczki siedzą bardzo mocno, więc śrubokręt szedł w parze z nożem). Okazało się że przez to że LEDy są większe, cokolik nie do końca kontaktuje ze stykami na płytce... Potem jeszcze mi wpadła żarówka do środka zegara i poziom w,,,u sięgnął sufitu, ale na szczęście okazało się że da się to wszystko w miarę łatwo rozmontować. Potem ta sama sytuacja z obrotomierzem tylko że nie zadziałało dolne pół. Znowu walka z wtyczkami (solidne dziabanie z każdej strony przez 15 minut) i poprawianie.
Potem wziąłem się za konsolę środkową, już przy świetle halogenu na stojaku, bo mnie noc zastała. Zgubiłem ze 2 śruby, które wpadły gdzieś pod deskę i nie mogłem ich wyciągnąć. Na szczęście wpadły w gąbkę i jest cisza, bo jak by mi zaczęły brzęczeć gdzieś to bym chyba się zaszczelił. Zdjąłem tę kasetkę z 3 wskaźnikami, wyciągnąłem stare żarówki i próbuję włożyć leda. Okazało się że jest na tyle długi że opiera się o taką mini soczewkę, która rozprasza światło na cały wskaźnik. Część mnie w tym momencie umarła. Ale trzeba być miętkim nie twardym, więc poszedłem na strych, zeszlifowałem kawałek plastiku z góry, na tyle żeby nie uszkodzić "projektora" czy luj wie czego co tam świeci. Wróciłem, wsadzam- nadal za długie. ARGHHHHHH. Było już po 22, siedziałem nad tym w sumie 2.5h jak do tej pory. Następnego dnia z rana potrzebowałem Alfy, więc wziąłem Citroena i pojechałem na moją lokalną stację, która zawsze ma wszystko o każdej porze i kupiłem 6 małych halogenowych s,,,w. Wsadziłem i działa... Poskręcałem wszystko, męcząc się z popielniczką, która nie chciała wejść i skończyłem o 23... Gdybym wiedział jak bardzo ta robota mnie będzie boleć i ile nerwów na tym stracę to w życiu bym nie kupił tych ledów. Tyle dobrze że chociaż to wszystko ładnie wygląda. No prawie BO K,,,A DOLNE PÓL OBROTOMIERZA RAZ DZIAŁA RAZ NIE, więc szykuje mi się znowu zabawa....
Niestety trochę widać różnicę pomiędzy zwykłymi żarówkami a ledami, ale przynajmniej świeci.
A tak wyglądała ma piękna w Gdyni i pod Wawką
