No witam.
A więc perypeti ciąg dalszy.
Zajeżdzam bladym świtem koło 8 rano na diagnostykę. Wita mnie faktycznie trzech smutnych panów (ęlektryk, ęlektronik, ęformatyk) zapraszają autko na kanał a mnie na kawe.
Po jakichś 3 godzniach wychyla się gość z warsztatu i zaprasza. I tak:
1. Nie zawsze łączy zasilanie na czujniki temperatury cieczy i powietrza oraz przepływu powietrza (to co wymacali wczoraj) - NAPRAWIONE.
2. Czaem ginie odczyt z sondy lambda, poprawiona kostka i połączenia - ma nie ginąć.
2.1 " Trochę mały zakres pracy lambdy (od 0,2 do 0,6 mV), ideał to było by 0,01 do 0,95mV. Ale to napewno nie jest powodem tak dużego spalania, zresztą zara pojedziemy na kontrolę spalin".
3. Jazda próbna w wykonaniu mechankia - komentarz:
-Panie, ciągnie jak głupia, nie ma mowy że silnik zarżnięty czy nie pali na któryś gar czy co".
4. Analiza spalin - przez 20 min na różnych obrotach i wrym szybkie i wrum powolne i co oni tam z nim robili....
Wyniki z komputera - wzorcowe.
wyniki z kontroli spalania - wzorcowe.
Wnioski:
1. Żle robię testy spalania. Mam:
-Nalać pod korek.
-Przejechać z 100-200km.
-Ta sama stacja ten sam dystrybutor - nalać pod korek. (powtórzyć2x) i przeliczyć jeszcze raz spalanie.
2. wymienić sonde lambda na orginał (jakieś 250zł).
3. wgrać nowe oprogramowanie do kompa (muszę jechać na serwis ASO. koszt ??).
4. Wogóle jechać do serwisu ASO niech kopią oni (koszty ???).
5. Dać Rydzykowi na msze. Nie zaszkodzi.

.
Dziękujemy za wizytę, 120zł się należy (za wczoraj i dziś, to myślę że cena niezła, nie?)
I co o tym myślicie?