Tak, już ponad 2 tyg jeżdżę. Alfa dostała nowe serce i jest dobrze. Oby jeździła jak najdłużej. Jakbyś coś wiedział o swoim to podziel sie na forum lub Priv. Moje tłoki poszły do analizy zobaczymy czy cos sie dowiemy oprócz tego luzu na sworzniach i zaniedbań serwisowych.
Jeszcze poczekamy na dignoze co u
CubeLite
Życzę Ci bezawaryjnej jazdy, kłopoty kiedyś się kończą, wiem z własnego doświadczenia. Przeszło 6 lat temu też bardzo źle zacząłem przygodę z wymarzoną 159. Kupiłem 4 rocznego 1.9 JTDm z dobrym wyposażeniem - jedna z wielu służbówek jaką dostają bossowie w FAP I pokrewnych w Bielsku (moja akurat z Powertrain), choc kupiłem ją od pracownika salonu FAP (gość regularnie łapie okazje (szczególnie że pracownicy dostają 10% upust I pewnie jeszce sobie coś tam przynegocjują) i po pół roku wypycha). Pełna i bardzo dokładna historia w serwisie. Przebieg 50tys km, był rzeczywisty żeby ktoś tu zaraz nie zarzucał że padak po 250tys (poza idelanym stanem auta/mechanizmów, to że auto mało jeździło I na krótkie odcinki choćby potwierdzała wymiana DPFa przy 27tys km, gdzie ja nigdy nie miałem z tym problem mimo że sporadycznie robiłem traskę).
Tak więc kupiłem sobie to autko, przejechałem ze 200km po mieście I miałem jechać do Wrocławia na weekend. Przed wyjazdem otworzyłem maskę żeby uzupełnić płyn spryskiwacza, a tu patrzę płyn chłodniczy na minimum. Nie byłem pewien jak wcześniej było, dolałem I pojechałem. Jeszcze po drodze za 0.5h luknąłem, było OK. Za 2h stałem 30km przed wrockiem na poboczu, pokazała się za duża temperatura (pomyślałem, aha, elektronika szwankuje bo to alfa), miałem zjechać ale auto przestało momentalnie ciągnąć, zatrzymałem się na poboczu i już nie odpaliłem. Okazało się że pompa wody się rozleciała, pasek zerwało. Laweta najpierw do Wrocka (wtedy jeszcze nie wiedziałem co się stało), potem do Bielska, koszty naprawy + lawety ponad 4tys. Po miesiącu, nagle zaś komunikaty wysokiej temperatury, załamka. Zatrzymałem się ale silnik był w normalnej temperaturze, płyn OK itp. Komunikat zniknął i pokazywało ładnie 90st. Dojechałem 300m do domu, auto postawiłem. potem próbowałem I nawet na zimnym silniku pokazało mi 130st, I auto nie odpaliło. Laweta do elektryka, u niego wszystko dobrze. Po długich poszukiwaniach znów problem im wystąpił (na szczęście) I okazało się że presostat klimatyzacji robił zwarcia na lini zasilania, i czujniki temperatury i chyba DPFa wariowały (bo zasilane z tej samej sekcji komputera zapewne). Koszty może nie największe (z 500zł łącznie), ale auta nie miałem przez pare dni. Po miesiącu, znowu wyjazd do Wrocka na sylwestra, za Gliwicami nagle huk, auto szarpie i ledwo jedzie. Okazało się że rura gumowa od turbo spadła - jakoś z pomocą życzliwych ludzi którzy dali mi metalową opaskę, to ogarnąłem, ale 2h nie moje, upaprany, poparzony, poraniony i zmarźnięty. Miałem już troche dość Alfy ale to nie koniec. W aucie od początku torchę ciężko wchodziły biegi na postoju i 3 czasem lekko zgrzytnęła przy szybkiej zmianie. Mechanik stawiał na tarczę sprzęgła - tak tez było - poprzypalana. Przy okazji dwumas też poprzypalany a na wysprzęgliku łożysko idealnie sie nie krecilo. Kolejne 4 tys. Do tego doszły jeszcze problemy ze skrzypiącym jak stara kanapa zawieszeniem, wymieniłem wahacz na TRW, po 2 miesiącach zaś to samo - tu na szczęście okazało się że sworzeń miał wade I zostało to zrobione na gwarancji. Byly jeszcze drobny wyciek z pompy CR I pare innych drobiazgów.
Był to czas kiedy wręcz ręce mi opadały, a autem jeździłem z duszą na ramieniu. Do tego doszła sprawa że przy wymianie pierdołki mocowania sprężyny pedału sprzęgła (klikanie) wywaliło mi błąd VDC/HH itp- pogrzebałem I znalazłem że wiązka przy pedale po ruszeniu jej przez mechanika przestała łączyć czujnik pedału sprzęgła z innymi węzłami (jest rozdzielany gdzieś na 2 połączenia - musiałem zrobić bypass). Załamka, jak to jest zrobione. Do tego doszedł halogeny w których oblazły odbłyśniki i już czułem że alfa to szmelc. Przez pierwsze 2 lata na alfe wydalem bodajze 16tys.
Ale, w sumie od tego czasu auto zaczęło jeździć normalnie I bezawaryjnie (kolejne 4 lata). Jedyne sprawy poza typowa eksploatacja to ogarnięcie kolektora (klapy) a potem łożyska skrzyni (ale to z pomoca Pampika tanio się udało ogarnąć). Generalnie po początkowym trudnym okresie, wszystko zaczęło dobrze wyglądać. Teraz od pół roku jeździ nią mój brat i nic nie dokłada. Od 3 lat auto jest po chipie u Cinka (190KM/380Nm).
Tak więc miej nadzieję że to już koniec problemów I teraz będziesz się już tylko cieszył piękną TI. Tylko na przyszlosc jak cos nie domaga, szczegolnie w waznych ukladach (jak u Ciebie 9mcy przed awaria byly problem z cisnieniem oleju), to rob z tym porzadek od razu - moze Ci to zaoszczedzic kupe nerwow i kasy.