[166] Alfa 166 3.0 V6 CF3 - krzyzie

Udało Ci się kupić "nie tnącą?" Ja przerobiłem wszystkie i tną jak głupie nawet na nierównym asfalcie (o dziurach nie wspominając). Mam pecha bo w innych makaronach i nawet żabach miałem fabryczne i nic nie przycinały. A w 166 dramat....
 
Udało Ci się kupić "nie tnącą?"

marek230482 nie strasz - na razie przejechałem po montażu odcinek do sklepu po piwko - na razie nic nie przycinało.
Ale przynajmniej wiem, że instalacja jest sprawna, wcześniej jak podłączałem loudlinka, to nie chciał wogóle zagadać.

Ogólnie muszę zacząć wymieniać pokupowane graty bo miejsca w garażu brakuje.
marek230482 - robisz jeszcze lampy, bo kupiłem jeden zestaw i chciałem go regenerować?
 
Moja zmieniarka oryginalnych płyt nie przycina. Nagrane - próbowałem kilku i z każdą problem... Mam stały repertuar oryginalnych CD w Alfie różnych gatunkowo i w sumie wystarczy :P
 
marek230482 nie strasz - na razie przejechałem po montażu odcinek do sklepu po piwko - na razie nic nie przycinało.
Ale przynajmniej wiem, że instalacja jest sprawna, wcześniej jak podłączałem loudlinka, to nie chciał wogóle zagadać.

Ogólnie muszę zacząć wymieniać pokupowane graty bo miejsca w garażu brakuje.
marek230482 - robisz jeszcze lampy, bo kupiłem jeden zestaw i chciałem go regenerować?

Jeśli jesteś zainteresowany to mam komplet przednich, oryginalnych, fabrycznie nowych lamp z aso.
Kupiłem dwa komplety, jeden już siedzi w mojej alfie.
Zwykłe, nie ksenon.
 
O! Czy nowy właściciel rokuje, czy opchnąłeś pierwszemu z brzegu?
 
A czemu sprzedałeś? Znudziła się?
 
No i niestety Alfa pojechała do nowego właściciela :(

Szkoda bo była fajna. Ale nie zaprzeczysz, że te dwa lata były "ciekawym" doświadczeniem życiowym.
Ciekawy jestem czy można w tych czasach sprzedać ciekawą 166 w sensownych pieniądzach. Jakby nie patrzeć to trochę zdrowia i kasy nas ona kosztowała.


ps. Pochwal się co jest/będzie zamiast niej.
 
O! Czy nowy właściciel rokuje, czy opchnąłeś pierwszemu z brzegu?

Też gustuje w Alfach więc mam nadzieję, że Alfa nie skończy źle.

A czemu sprzedałeś? Znudziła się?

Niestety życie zweryfikowało trochę moje plany - jak zacząłem wydawać graty które uzbierałem to bagażnika zabrakło, więc raz że coraz mniej czasu miałem a dwa sprawy rodzinne.



Szkoda bo była fajna. Ale nie zaprzeczysz, że te dwa lata były "ciekawym" doświadczeniem życiowym.
Ciekawy jestem czy można w tych czasach sprzedać ciekawą 166 w sensownych pieniądzach. Jakby nie patrzeć to trochę zdrowia i kasy nas ona kosztowała.


ps. Pochwal się co jest/będzie zamiast niej.

Może i można, natomiast rynek jest okrutny i nikt nie patrzy na koszty które się władowało w auto. Ogólnie przez dwa lata wpakowałem w nią i to tylko sprawy mechaniczne jakieś 15tys. więc nawet połowa mi się nie zwróciła.
Ogólnie lepiej do sprzedaży robić wizerunek zewnętrzny - nikomu z kupujących nie zależało na mechanice tylko każdy że lakier do poprawek itp.

Zamiast niej na razie mam służbowe, a żona kupuje jakąś popierdółkę do przemieszczania się.
 
Ogólnie lepiej do sprzedaży robić wizerunek zewnętrzny - nikomu z kupujących nie zależało na mechanice tylko każdy że lakier do poprawek itp.

Czyli jest dla mnie nadzieja, bo każdy kto jej nie zobaczył to podkreślał jak moja to zajebiście nie wygląda (teraz) :D

- - - Updated - - -

Może i można, natomiast rynek jest okrutny i nikt nie patrzy na koszty które się władowało w auto. Ogólnie przez dwa lata wpakowałem w nią i to tylko sprawy mechaniczne jakieś 15tys. więc nawet połowa mi się nie zwróciła.

Dokładnie. Ale tak to już jest ze starymi autami.

Choć gdybym miał do wyboru kupić tak ogarnięte auto mechanicznie i zrobić lakier (czyt. położyć nowy), to zdecydowanie wolałbym tę opcję, niż na odwrót. No ale Ty miałeś niezłe przeboje i uporałeś się z nimi.
 
To prawda. Z drugiej strony nie ma się co dziwić. Nowy lakier (nie wspominając o kosztach poprawek blacharskich) to koszt nie jednokrotnie dorównujący wartości auta i przewyższający nawet remont skrzyni czy silnika. Dlatego nie ma się co dziwić, że dla większości kupujących to jest kluczowe. Raz że gruzem z wyglądu jeździć nie będzie (przecież usterek mechanicznych nie widać) a dwa, że poprawki i akcje blacharskie potrafią puścić z torbami.
Dlatego samochód mający jakieś wgniotki, rysy na paru elementach i jeszcze nie daj boże początki korozji gdziekolwiek jest już skarbonką wymagającą wielu tysięcy złotych.

A w temacie to jestem zdumiony jak ludzie mogą pakować tak grube pieniądze w auto i..... sprzedać. Przecież to jest nie poważne. Po co kupowałeś to wszystko skoro wiedziałeś że auto pogonisz w najbliższych latach?
No chyba że te 15k to było "ratowanie" żeby się auto nie rozpadło. Ale dopieszczanie po prostu nie ma sensu w krótkiej perspektywie. No chyba że się śpi na kasie i wydaje ją dla zabawy i lepszego samopoczucia.
 
W przypadku 166 te 15 tyś na serwis to potrafi zniknąć zanim się zauważy. Ja nie kalkuluję, czy będę auto sprzedawał czy nie. Psuje się to naprawiam, nie będę przecież jeździł popsutym autem, zwłaszcza że lubię przycisnąć.

Wiadomo, że kasy włożonej w serwis się nie odzyska ale łatwiej sprzedać egzemplarz zadbany niż totalnie rozdupczony.

No chyba, że kupujesz auto za 10 tyś, nic nie robisz, jeździsz 2 lata trupem i ledwo sprzedajesz za 3 tyś. Jesteś w plecy 7 tyś.

Albo kupujesz za 15 tyś, wsadzasz 10 i sprzedajesz za powiedzmy 12. Jesteś w plecy 13 tyś ale jeździsz zadbanym autem. Finansowo wychodzisz gorzej ale wspomnienia masz lepsze.

Możesz też z podobnego rocznika kupić bmw/ mercedesa za 30 koła, wsadzić 15 i sprzedać za 20. Jesteś jeszcze bardziej w plecy ale za to nurzasz się w prestiżu i patrzysz z pogardą na plebs z "lepszego fiata".

Wysłane z mojego moto g(6) przy użyciu Tapatalka
 
Zgadzam się ale mowa tu była o bagażniku pełnym rzeczy :) dlatego się zasugerowałem, że znacząca część tej kwoty to "dodatki", "bajery", zapasowe części czy tzw fanty. Sam mam tego sporo, zbieram, poluję, kupuję. Wymieniam często niepotrzebnie - po prostu żeby cieszyło oko, żeby było na lata. Ale w życiu bym tego nie robił z myślą że za rok, dwa sprzedam auto.....
A że gruz może wciągnąć te 15k na samo przywrócenie sprawności to wierzę :) tym bardziej jak się to zleca. Ceny robocizny zabijają

- - - Updated - - -

Szczerze to jakbym miał "serwisować" swoją alfę w jakimś warsztacie to w życiu by mnie nie było stać na utrzymanie tego auta. Najzwyczajniej nie miałoby to sensu bo koszty pewnie przekroczyłyby to co niektórzy tu piszą. A to by oznaczało, że taniej jest wziąć w leasing średniej klasy nowe auto. Albo wyższej kilkuletnie.
Jednak robiąc samemu prawie wszystko (poza kowalskimi robotami) nadal nie opłaca mi się (nawet za wszystkie auta) wziąć pandy w leasingu :D
 
A w temacie to jestem zdumiony jak ludzie mogą pakować tak grube pieniądze w auto i..... sprzedać. Przecież to jest nie poważne. Po co kupowałeś to wszystko skoro wiedziałeś że auto pogonisz w najbliższych latach?
No chyba że te 15k to było "ratowanie" żeby się auto nie rozpadło. Ale dopieszczanie po prostu nie ma sensu w krótkiej perspektywie. No chyba że się śpi na kasie i wydaje ją dla zabawy i lepszego samopoczucia.

Auto miało zostać u mnie dożywotnio i robiłem je pod siebie - w połowie lutego jeszcze bym się śmiał z opcji sprzedaży, no ale życie mnie troszkę sprowadziło na ziemię.
 
Zgadzam się ale mowa tu była o bagażniku pełnym rzeczy dlatego się zasugerowałem, że znacząca część tej kwoty to "dodatki", "bajery", zapasowe części czy tzw fanty

I dokładnie tak było, miałem kupione np.: tylne mocowania górne sprężyn na zapas :(
Komplet lamp do regeneracji, kierownicę multifunkcyjną - wszystko poszło do nowego właściciela.

Finansowo wychodzisz gorzej ale wspomnienia masz lepsze.
Tylko wspomnienia bo reszta jest wkurzająca.
 
I dokładnie tak było, miałem kupione np.: tylne mocowania górne sprężyn na zapas

Hmm... szkoda, odkupiłbym od ciebie...
Ogólnie przykro się słucha jak ktoś musi sprzedać auto robione pod siebie :(
Życie czasem potrafi do...ć.

Szerokości i nie rezygnuj z marzeń!
 
Amortyzatory
Powrót
Góra