[159] alfa 159, 1.9 czy 2.4

Skrajność, bardzo fajnie obrazuje liczenie kosztów i ukazuje takie rozsądne porównanie rzędu 1.9 tańsze w eksploatacji, ale panda na gaz robi ta samą robotę i to o ile taniej:)
A czy te koszty 1.9 A 2.4 są tak wielkie różnice? Chyba jak się coś grubego zepsuje. A ile razy takie coś ma miejsce.
Każdy zakłada że na dzień dobry trzeba drugie tyle w naprawy włożyć co wartość auta
Skoro kogoś cieszy 1.9 i mu wystarcza to nic nikomu to tego, byle nie wykorzystywał potencjał auta A nie później jechał i patrzył na licznik zużycia paliwa aby norma nie poszła do góry.
A tak jak mówiłem przejechać się 1.9 i 2.4 i samemu ocenić które bardziej podchodzi. Bo ilu właścicieli tyle ekspertów i każdy swoje chwali
 
Pandy na gaz nikt nie bierze pod uwagę, bo pytano o 1,9 i 2,4.

Koszty napraw 2,4 są dużo większe, bo części są droższe.
Wystarczy, że raz się coś zepsuje (np. pęknie głowica albo zje klapkę), żebyś to poczuł w portfelu.
Lepiej zakładać, że ci coś zaraz padnie (zwłaszcza zaraz po zakupie) i być na to przygotowanym, niż zakładać, że nic się nie stanie, a potem zdziwko i kredyt na naprawę.

Ja nie chwalę 1,9, bo go mam. Chciałbym 2,4, a jeszcze bardziej JTSa. Po prostu mówię, że 1,9 jet ekonomicznie rozsądnym wyborem, który ma swoje wady i zalety.

Oczywiście, ze najlepiej się samemu przejechać tym i tym, to każdy wie, ale autor chyba nie po to zakładał temat, żeby mu powiedzieć oczywistość, tylko chciał usłyszeć co użytkownicy mają do powiedzenia.
 
A jak auto już się kupuje to chyba powinna być przyjemność z jazdy

Tak... kopciuch pod maską przyciężkiego sedana z napędem na przód daje taką przyjemność z jazdy, że ja pierdzielę... Przeczysz sam sobie. Skoro koszty eksploatacji są bez znaczenia, to po co kupować diesla (który w założeniu miał być oszczędniejszy i trwalszy), skoro są silniki benzynowe?! A teksty "jak się nie podoba to na rower" tak walą januszem, że nawet mi się tego komentować nie chce. Tym bardziej, ze praktyka dowodzi iż można jeździć czymś bardziej wygodnym niż rower bez sprawdzania codziennie rano przed wyjazdem, czy głowica już mi popękała czy jeszcze nie.

ale panda na gaz robi ta samą robotę i to o ile taniej

Mogę wyliczyć co najmniej kilkadziesiąt różnic pomiędzy Pandą, a samochodem segmentu D - i to wyobraź sobie na korzyść samochodu segmentu D.

Każdy zakłada że na dzień dobry trzeba drugie tyle w naprawy włożyć co wartość auta

Nie każdy. Podsumowałem już gdzieś, że przez pierwszy rok na konieczne naprawy (w tym serwis olejowy) wydałem lekko ponad 1 000 zł. To jest nawet mniej niż 1/40 ceny auta. Więc nie oceniaj wszystkich przez pryzmat swoich doświadczeń.

Skoro kogoś cieszy 1.9 i mu wystarcza to nic nikomu to tego, byle nie wykorzystywał potencjał auta A nie później jechał i patrzył na licznik zużycia paliwa aby norma nie poszła do góry.

No tak... bo takie 2.4 pod maską od razu kopie tyłek właścicielom BMW M, Mercedesów AMG i różnych Porsche w trakcie track day na Nurburgringu :D
 
No to mówię to co mam do powiedzenia. A jak się zakłada że coś się psuje na dzień dobry to chyba jednak rower. Kredytu nie trzeba.
Może warto poszukać nie zajezdzonej sztuki A nie zakładać że po kupnie od razu będę wymieniał cały samochód. Bo sama eksploatacja to dużo się nie to różni
 
Niezajezdzona sztuka to tylko w salonie, a i tak nie masz pewności że coś się zaraz nie popsuje. Zresztą życie pokazuje że wiele egzemplarzy jeszcze przed pierwszymi 30000km wraca z poważnymi i drogimi usterkami do salonu.
Pęknięcia głowicy, urwania klapek i paru innych usterek nie przewidzi nawet wróżba Maciej, bo nie dają one oznak że zaraz coś yebnie.
 
Może warto poszukać nie zajezdzonej sztuki A nie zakładać że po kupnie od razu będę wymieniał cały samochód.

Zasada jest prosta. Każdy silnik ma jakieś tam swoje bolączki technologiczne, które prędzej czy później dadzą znać o sobie. Wybierając jednostkę która ma tych bolączek mniej, zmniejsza się ryzyko wystąpienia kosztownych napraw.
Większość sprzedawanych 2.4 to egzemplarze oferowane przez komisy, sprowadzone nie wiadomo skąd, z niewiadomą przeszłością, a nawet przebiegiem. W takiej sytuacji założenie "eee mój na pewno jest w porządku" trąci lekką naiwnością.
 
Tak... kopciuch pod maską przyciężkiego sedana z napędem na przód daje taką przyjemność z jazdy, że ja pierdzielę... Przeczysz sam sobie. Skoro koszty eksploatacji są bez znaczenia, to po co kupować diesla (który w założeniu miał być oszczędniejszy i trwalszy), skoro są silniki benzynowe?! A teksty "jak się nie podoba to na rower" tak walą januszem, że nawet mi się tego komentować nie chce. Tym bardziej, ze praktyka dowodzi iż można jeździć czymś bardziej wygodnym niż rower bez sprawdzania codziennie rano przed wyjazdem, czy głowica już mi popękała czy jeszcze nie.



Mogę wyliczyć co najmniej kilkadziesiąt różnic pomiędzy Pandą, a samochodem segmentu D - i to wyobraź sobie na korzyść samochodu segmentu D.



Nie każdy. Podsumowałem już gdzieś, że przez pierwszy rok na konieczne naprawy (w tym serwis olejowy) wydałem lekko ponad 1 000 zł. To jest nawet mniej niż 1/40 ceny auta. Więc nie oceniaj wszystkich przez pryzmat swoich doświadczeń.



No tak... bo takie 2.4 pod maską od razu kopie tyłek właścicielom BMW M, Mercedesów AMG i różnych Porsche w trakcie track day na Nurburgringu :D

No wiesz ja lubie jedzic dieslem. Mam 2.4 ale powiedz mi czy ja coś porównuje do osiągów porsche? Po prostu przyjemnie mi się jeździ i mam frajdę z jazdy. A skąd ty wiesz jakie ja mam doświadczenia z autami. Jeszcze nie musiałem nic grubego naprawiać (odpukac) A mam 2 alfy i parę innych aut miałem i nie za grube pieniądze A że budżet przeciętnego Kowalskiego
Ja nie zakładam że na dzień dobry musze mieć wartość auta x2 bo nigdy bym nic nie kupił. Trzeba dobrze obejrzeć auto przed kupnem i tyle, pewno że coś może się zepsuć ale skoro ja wchodzę w skrajność i mówię że rower albo panda po koszty to koledzy tutej też po pisza, że od razu glowica i skrzynia będzie do roboty, bo sprawny wóz to tylko Nowy.
 
A skąd ty wiesz jakie ja mam doświadczenia z autami.

Przecież sam napisałeś:

Każdy zakłada że na dzień dobry trzeba drugie tyle w naprawy włożyć co wartość auta

No to się zastanawiam skąd takie stwierdzenie. Założyłem, że pewnie masz jakieś doświadczenia, bo na zdrowy rozum każdego znać nie możesz.
Podejrzewam, że doszło do nieporozumienia, ale o nieporozumienie nietrudno przy tak użytej gramatyce. Wygląda to jak stwierdzenie, że koszty 2.4 nie są wcale wysokie bo i tak każdy zakłada, że na auto wyda drugie tyle co cena zakupu, a że cena zakupu podobna, to lepiej te same pieniądze włożyć w fajniejsze 2.4.
 
Przecież sam napisałeś:

Każdy zakłada że na dzień dobry trzeba drugie tyle w naprawy włożyć co wartość auta

No to się zastanawiam skąd takie stwierdzenie. Założyłem, że pewnie masz jakieś doświadczenia, bo na zdrowy rozum każdego znać nie możesz.
Podejrzewam, że doszło do nieporozumienia, ale o nieporozumienie nietrudno przy tak użytej gramatyce. Wygląda to jak stwierdzenie, że koszty 2.4 nie są wcale wysokie bo i tak każdy zakłada, że na auto wyda drugie tyle co cena zakupu, a że cena zakupu podobna, to lepiej te same pieniądze włożyć w fajniejsze 2.4.

No nie zrozumieliśmy się
Chodziło mi o to , że co czytam jakieś wontki o zakupach auta , może nie każdy ale większości tu pisza,że trzeba bymieć jeszcze raz tyle na koszty reanimacji zakupu.
Ja tak nie uważam. Bo takie założenia to są takie skrajne jak moje porównanie po co robić koszty paliwa ubezpieczenia napraw. Skoro rowerem nie ma.
A z drugiej strony ktoś kupuje furę z wypasem, silnikiem że się ledwo mieści do samochodu A potem żal nacisnąć na pedał gazu aby płynnie ruszyć czy wjechać na autostradę.
A licząc koszty eksploatacji 1.9 A 2.4 (Nie zakładając remontu silnika) to nie ma dużych różnic w skali roku

A mam Jeszce 147 1.9 150km i porównując te ta silniki to ubezpieczenie dużo droższe nie jest w 2.4
Może więcej pali 159 z 2.4. Ale ja mam 1.9 w 147 więc dużo mniejsza masa niż 159
 
Ostatnia edycja:
Bo takie założenia to są takie skrajne jak moje porównanie po co robić koszty paliwa ubezpieczenia napraw.

To jest założenie zabezpieczające (zresztą grubo przesadzone), o którym mówi chyba każdy doradzający w temacie zakupu auta, bez względu na markę. Jeśli masz budżet 30 000 zł, a za 29 000 zł kupisz samochód, to może okazać się, że pierwsza lepsza grubsza naprawa unieruchomi go na kilka tygodni/miesięcy. Ja uważam, że w przypadku zakupu 159 trzeba mieć co najmniej 5, a jeszcze lepiej 10 tyś luźnej gotówki na naprawę ewentualnych wpadek.
 
Jestem mile zaskoczony duza aktywnoscia na tym forum! super sprawa :)
odrazu napisalem ze zdecydowalem sie na 1.9, no ale mozna dalej dyskutowac ale bez spiny !

podoba mi sie to: ze 1.9 120 mozna zchipowac i jest taki jak 150tka. 1.9 150 mozna zchipowac i idzie jak 2.4 . 2.4 chip i idzie jak 3.2 hehe :D :D


zeby nie robic innego tematu, powiedzcie mi jak wyglada sprawa przy wymianie znaczka jak jest wyblakniety? kupujemy ten na alledrogo 74mm? i sa jakies problemy z demontazem/montazem? i jest cos warty taki za 15zl? czy tylko orginaly ? jak tak to gdzie mozna taki kupic.


a co do kosztow, to ja tez jak kupuje auto np za 15tys to wole miec odlozone na auto 20. wiadomo ze na start rejestracja+ubezpieczenie to na bide 1000zl, bak = 300zl. olej i rozrzad tez do tysiaca noi kupujac auto zawsze trzeba sie spodziewac ze moze byc jakas ukryta usterka LUB poprostu pech cos sie zepsuje. tak wiec lepiej spodziewac sie zlego niz zakladac ze kupimy i nic nie beedzie sie dzialo :D ALE kazdy mysli innaczej :)

powiedzcie mi, czy kupic teraz 159 z 06r za 16tys ? czy dozbierac i szukac tej poliftowej (sa OD 18tys) na skorze/ wyposazeniu mi nie zalezy, najbardziej stan i rocznik.
 
Chyba lepiej polift 2,0 z dużym potencjałem chipowym tylko od razu wymienić uszczelki pompy olejowej (smoka)
No i skrzynia biegów pewniejsza
 
powiedzcie mi, czy kupic teraz 159 z 06r za 16tys ? czy dozbierac i szukac tej poliftowej (sa OD 18tys) na skorze/ wyposazeniu mi nie zalezy, najbardziej stan i rocznik.
Wszystko zależy od indywidualnego przypadku ! Ja, zanim kupiłem swoją ( 2,4) obejrzałem pięć innych. I już prawie byłem zdecydowany na auto za 15 tys. ( na belgijskich blachach ) , ale jak zacząłem liczyć - zrezygnowałem, bo do zrobienia były : oczywiście rozrząd, hamulce i wydech ( stała 2 lata ), klimatyzacja ( nie wiadomo czy do nabicia, czy robota sprężarka, skraplacz ...), świece żarowe . A nie wiadomo co wyszłoby w trakcie. A w pamięci : do zapłacenia akcyza 2-3 tys.
Skończyło się na tym, że kupiłem zarejestrowane w kraju auto, w którym działało wszystko , ale już za 23,5 tys...
Z rzeczy , które mnie cieszą z wyposażenia - mam Bose i Q4 . Nawigacja to zbędny i niedziałający gadżet, zamiast skóry wolałbym zamsz , albo wręcz płótno.
 
Wybacz. To chyba nie do mnie tylko do kolegi który przymierza się do zakupu
 
Widzę,że w wątku dalej iskrzy:):) kolega spytał, który wybrać: 1.9 czy 2.4?, a teraz każdy chce pokazać, że jego wersja silnikowa jest the best:):)
 
Chyba lepiej polift 2,0 z dużym potencjałem chipowym tylko od razu wymienić uszczelki pompy olejowej (smoka)
No i skrzynia biegów pewniejsza

No chyba niekoniecznie. Swojego czasu wspólnym mianownikiem użytkowników którzy mieli problemy z pękaniem tłoków był właśnie chip. Co do skrzyni, to tylko wersje z 2009 roku, w których były montowane F40. W późniejszych wersjach montowane było C635, które jest raczej pomyłką w aucie tej wielkości i o tych osiągach. Co więcej C635 nie naprawi się za tysiak z hakiem jak M32 (o ile w ogóle się naprawi, bo lokalni spece nie chcą się podjąć, a w ASO koszt astronomiczny).
 
Wymiana znaczka to żaden problem. Nowy jest przyklejany na taśmę dwustronną. Wydłubujemy stary, czyścimy i wklejamy nowy. Te za kilkanaście złotych różnią się kolorem Odcień niebieskiego jest inny.
 
Amortyzatory
Powrót
Góra