Pozwolę sobie odgrzać temat.
Minęło trochę czasu, trafił się wolny weekend temperatura otoczenia znośna- pomyślałem dziś wymienię czujnik temperatury.
Najgorsza rzecz jaką robiłem przy samochodzie to ta wymiana czujnika. Musiałem zdemontować osłonę silnika, akumulator, odkręcić wspornik, rozebrać całą plusową klemę od aku oraz taką cieńką rurkę która wpada w ten plastikowy dolot. Miejsca w ogóle nie było, pomimo demontażu wymienionych elementów. Najlepiej było by ściągnąć jeszcze klawiaturę silnika, bynajmniej u mnie w 2.4 20v tak jest albo mam takie grube łapska

Wyciągnięcie kostki od czujnika było po prostu masakryczne, nie mówiąc o wykręcaniu czujnika. Troszkę płynu ubyło, ale niewiele, może ze 100 ml. Czujnik na szczęście wymieniony ale niestety chyba brak rezultatu bo jest teraz kreska pomiędzy 70 a 90, mniej więcej na 80- 82 C, a wcześniej była na równo, lekko nad 70 C także nie wiem czy można to nazwać poprawą. Muszę podłączyć kompa i zobaczyć co pokaże komp a co wskaźnik w środku.
Zauważyłem również że moja kostka też ma tylko 3 kable, jeden jest jakby zaślepiony bodajże zielonego koloru.
Generalnie podsumowując to zabawa dla cierpliwych, ja przy tym wypaliłem chyba z 7 papierosów. Jak już podłączę kompa to napiszę co i jak.