nie mówię tu o brawurze przy 100 i więcej km/h tylko o rozsądnych prędkościach dostosowanych do panujących warunków.
No właśnie. Tylko czasami jest nam bardzo trudno określić te "rozsądne prędkości dostosowane do panujących warunków". Jadąc latem na suchym asfalcie, na granicy przyczepności, kiedy już VDC pracuje, na nic nam się zdadzą te wszystkie systemy bezpieczeństwa, jeżeli na kolejnym zakręcie będzie np. wysypany piasek.
W październiku, przy przepięknej słonecznej pogodzie na suchutkim asfalcie niewiele brakowało a rozbiłbym swoją wychuchaną Alfę z wypasionymi systemami. Bawiłem się na górskich krętych drogach, piękna pogoda, termometr pokazywał 6 stopni na plusie. Wkurzyłem się kiedy przede mną wlekło się jakieś auto, a ja na tych zakrętach nie miałem go jak wyprzedzić. Mój nerw sięgał zenitu jak to auto przede mną zaczęło jechać z prędkością 10 km/h. Wkurzałem się do momentu, gdy zauważyłem, że ześlizguję się na pobocze. Od razu zerknąłem na zegary. VDC wariował. I dopiero przyjrzałem się bardziej jezdni - był lód. W sumie może na 50-100 metrach długości drogi, ale gdyby nie to auto przede mną, to na bank z tego zakrętu bym wyleciał - skoro przy prędkości 10 km/h były problemy z utrzymaniem toru jazdy, to przy 50 km/h nie miałbym żadnych szans.
O tej porze roku jesteśmy w o tyle dobrej sytuacji, że możemy się spodziewać, że może być ślisko. Choć na lodzie to ani zimówki za specjalnie nie pomogą, ani nawet elektronika.
Nie chciałbym nikogo umoralniać, ale czasami chyba warto się zastanowić, że nie wszystko jesteśmy w stanie przewidzieć.