silentosu
Użytkownik
Historia jakich wiele na tutejszym forum, ale z jakiegoś powodu szczególna i wyjątkowa, bo dotycząca samochodu, który zastąpił poprzedni i po raz kolejny skradł moje serce.
W pierwszej fazie poszukiwań natrafiłem na wiele ogłoszeń i obejrzałem kilkanaście egzemplarzy w kraju i za granicą, ale nic nie przypadło mi do gustu. Jedynym kryterium jakie przyjąłem był brak rdzy (szczególnie podłoga i progi) i lpg oraz „jako taka” praca silnika i skrzyni, z całą resztą mogłem sobie jakoś poradzić.
Pierwszymi sztukami, które miały mnie do siebie przekonać były dwie piękności w Nl. Jedna w automacie, druga w manualu, obydwie ok. 260 kkm. Rdza, wycieki, wgniotki, itd. Niby na tak, niby na nie. Jedna znalazła nowego właściciela zanim zdążyłem się zdecydować, druga nadal stoi. Nie żałuję.
Za drugim podejściem dostałem cynk (swoją drogą stanowczo za późno, bo gdyby nie trafiła do lakierni, to na pewno byłaby już u mnie. No, ale tak to już jest jak nie ma Cię w internetach), że „klasyka” przywiozła do kraju Rosso i zaczęły się prace nad doprowadzaniem jej do jak najlepszego stanu. Problemy z elektryką, zardzewiałe tłumiki, łuszczący się klar… Z dnia na dzień wpadały kolejne klamoty, a wisienką na torcie okazał się być nowy lakier, który mocno wywindował cenę.
Smaczku całej historii dodaje fakt, że Rosso nie miała na błotniku cyferek „166”, a ja posiadałem takowe jeszcze z czasów Twinsa. I chociaż to nie wyścig, to takie symboliczne „przejęcie pałeczki” było mi jak najbardziej na rękę
.
Cóż – pomyślałem – niech będzie! Mam już serdecznie dosyć ciągłych poszukiwań i późniejszej walki z kolejnymi przypadłościami! I tak naprawdę byłem już jedną nogą w ogródku i już witałem się z gąską, ale równolegle toczyła się słowna przepychanka o kilka tysiaków (tak żeby było na pierwsze waciki). No i także tym razem jakoś nie wyszło.
Do trzech razy sztuka…?
Finał tej opowieści zawdzięczam Adrianowi (@Garwanko), który podlinkował ogłoszenie od Patryka i wrzucił kilka fotek Belli. Hmm… Grigio Chiaro (jak w Twinsie), trzy litry, automat, BEZ RDZY… Kilka chwil i czułem, że będzie moja. Podobnie jak z Octavią II, którą jakiś czas temu kupiłem. „Kur…, samochód bez emocji, gnojowica (cokolwiek autor miał na myśli), paskuda”, itepe, itede… Przedlift, 1.9 tdi, 4x4. Dobra opona na zimę i każda góra na wsi była moja. 1,5 tony, większy prześwit plus combi i pakuję ze sobą nie tylko stabilność na drodze, ale wszystko co zechcę. 7 – 7,6 l w cyklu mieszanym w zimie i 6 – 6,7 l gdy nadeszła wiosna. I co, miałbym powozić jednolitrowe kartonowe pudełko, które spali dwa litry mniej? Przyznam, że szukając jakiegoś daily w ogóle nie brałem pod uwagę Skody, ale po nadesłanym przez Kuzyna ogłoszeniu wiedziałem, że to jest to! Cóż, wszystkim nie dogodzę
.
Wracając do tematu…
Patryk okazał się być człowiekiem, który jako jedyny zgodził się podesłać nie tylko potrzebne zdjęcia, ale i nagrać kilka filmów video. To rozumiem! Do tej pory z wielką łaską docierały do mnie pojedyncze fotki, na których i tak było mało co widać; jak gdyby Właścicielom w ogóle nie zależało na sprzedaży (czyżby mieli coś do ukrycia?). Po takiej korespondencji wiedziałem, że jadę jak po swoje.
Były i bolączki, bo Alfa trzy ostatnie lata stała „pod kasztanem”: rozrząd i cały osprzęt do roboty (rolki dzwonią jak w saniach u św. Mikołaja), pasek wielorowkowy w oleju, wywalony (ponoć) sworzeń prawego górnego wahacza, płyny, oleje i filtry, ząbkujące opony (drgania na kierownicy powyżej 60 km/h), brak pierwszego biegu wentylatora, temperatura na postoju nawet 120 stopni, podświetlenie biegów, pęknięty klosz ksenonu, postojówki… Chłopak robił ją już dla siebie, stąd wyciągnięty tunel, schowek pasażera, dekory i plastiki. Wyprana podłoga, wyczyszczone skóry, a lada dzień miała pojechać lawetą do Qby. No, ale namówili Go na poczciwego manuala, bo skoro samochód „na weekend”, to nie może być inaczej
.
Cały czas myślałem o transporcie, ale paliwo podskoczyło na 8 zł za litr, a z Krakowa za Wrocław jest kawałek. Do tego wynajęcie lawety i koszty rosły. Postanowiłem zaryzykować i wrócić na kołach, omijając autostrady. Umówiona wizyta, graty zamówione na tamtejszy paczkomat i w drogę.
Właściciel odebrał mnie z przystanku (mimo małych dzieci na głowie), a przed domem przywitały mnie trzy piękności, bo okazało się, że wskoczył jeszcze jeden diesel w polifcie. Smacznie, obiecująco…
!
Podziwiałem włości tutejszego Gospodarza, a czas mijał nam na uśmiechach i rozmowie. Zaraz, chwila, przecież mam coś do zrobienia, a przede mną jeszcze podróż do domu…
Samochód na kobyłki, olej w silniku wymieniony (filtr został stary, dostęp
), rezystor wentylatora nowy (pierwszy bieg wrócił, ale temperatura rosła nadal), nowy filtr powietrza, ładunek smaru na przeguby (popękane gumy), wymieniony wahacz (chociaż diagnosta się pomylił, bo sworzeń był w porządku). Jeszcze klocki miały być słabe, ale po dokładnym obejrzeniu zdecydowałem, że wrócę na tym co jest (tym samym odsyłając to, co przyjechało do paczkomatu).

W przerwie wpadła pizza i kolejne uśmiechy z Właścicielem oraz jego Rodziną! Było naprawdę bardzo miło! Patryk – DZIĘKUJĘ!
Prace zakończone ok. 21:30 i trzeba było pędzić na stację, bo za pół godziny zamykali, a do najbliższej na trasie paliwa nie wystarczy. Zdążyłem jeszcze zamienić koła z przodu na tył (jedno lekko ścięte) z nadzieją, że coś się poprawi. Pod domem skrzynia zaczęła szarpać, ale dałem sobie „na luz” (wcześniej ściągnąłem klemę na kilka godzin) i zrzuciłem to na jej adaptację. W drodze na stację było już lepiej, a pod domem problem szarpania ustąpił. Właściciel zaproponował powrót na jego zimówkach (i odesłanie ich kurierem), ale zamiana starych kół z przodu na tył pomogła (przynajmniej jak dla mnie, bo drgania na kierownicy ustąpiły).
Jeszcze odpowietrzanie układu chłodniczego (nowy płyn rzecz jasna, w zbiorniczku jeden wielki syf), ale przy tak skaczącej temperaturze było to mega trudne. Obstawiam zapchaną chłodnicę i stary termostat, ale to później. Ach, byłbym zapomniał: dmuchawa spalona; wymiana bezpiecznika też nic nie dała.
No i co, autografy na umowach i w drogę! Właściciel nałożył mi jeszcze na szyby preparat chroniący przed parowaniem (i powiem Wam, że pomimo zamkniętych szyb, braku nawiewu i niskiej temperatury na zewnątrz dały radę), wrzucił wodę do picia i chciał włożyć koc, ale z racji mojej „gruboskórności” podziękowałem za tak dużą troskę
.
Pierwszy kontakt z Busso i pierwsze wrażenia, których nie da się tak po prostu opisać. No bo czym mógłbym zaskoczyć forumowych wyjadaczy, obcujących z tym silnikiem na co dzień…
Ja nie miałem tej przyjemności i trudno ubrać w słowa to, co chciałbym powiedzieć (albo napisać). To tak, jakby dopiero teraz zacząć oglądać „Grę o tron” i czekać nie tylko na kolejne odcinki, ale i sezony. Wiem o czym mówię, bo sam zabrałem się za to dopiero kilka miesięcy temu :niesmialaedzia:.
Czekałem, czekałem i nareszcie JEST! Moje serduszko Busso, w automacie, zamknięte w kobiecych kształtach Belli. Drżenie rąk, gdy wziąłem do ręki kluczyk i szybsze bicie serca, gdy jego przekręcenie wprawiło w ruch tę włoską maszynę (na nowym oleju od razu ciszej!). Niewypowiedziany zachwyt i utulające ciepło na duszy, jak gdyby Babcia (którą tak kochałeś, a której już nie ma) przytulała Cię do serca i szeptała, że „od tej pory wszystko będzie już dobrze”. Wszechogarniający spokój, który wlewa się do twoich wnętrzności i wypełnia je niczym napływająca w mgnieniu oka krew. Mróz ścinający szybę i przypominający Ci prawdziwą zimę, której już nigdy nie będzie. Radość dziecka, które z powodu trudnych czasów nie spodziewało się znaleźć pod choinką żadnego prezentu. Upojenie tanim winem, gdy przy ognisku grałeś i śpiewałeś utwory „Iry” (albo towarzyszyłeś bardziej uzdolnionemu koledze, ale robiłeś to najlepiej jak umiałeś, bez udowadniania czegokolwiek i komukolwiek, bez presji bycia najlepszym), a w oku siedzącej obok dziewczyny (gdy zbiegły się wasze spojrzenia) dostrzegłeś błysk i „to coś” czego KUR… już nigdy nie ujrzysz i nie doświadczysz, bo współczesny świat odbiera Ci to, co najważniejsze i zabija to, w co tak bardzo wierzyłeś…!
Opis na wyrost? Kto miał zrozumieć, ten zrozumiał; nic więcej.
Owszem, zaledwie muskałem pedał przyspieszenia, ale ten samochód płynął… On nie jechał, ale „dryfował” po powierzchni drogi (chociaż tak naprawdę to asfalt zdawał się dryfować pod nim), sunął do przodu niczym strzała na emblemacie Skody i był jednocześnie gotowy do lamparciego skoku (na co za każdym razem wskazywała zataczająca półokręgi wskazówka obrotomierza). Jazda nocą była moim sprzymierzeńcem, ale nie mogłem sobie pozwolić na jakiekolwiek szarpnięcia, bo pasek (mimo 38 tyś. km) ma już prawie osiem lat. Toczyłem się dalej, przyglądając się małomiasteczkowym okolicom.
Po czterdziestu kilometrach sytuacja zrobiła się trudna, bo ktoś postanowił zamknąć drogę, po której chciałem jechać. O dziwo, nawigacja w ogóle o tym nie wspomniała, a znaki nie wskazywały na jakikolwiek objazd. Zrobiłem dwa kółka, ale za każdym razem wracałem do punktu wyjścia (cudowna sprawa, gdy krążąc po okolicy nie wiesz gdzie jesteś, a każda nowa trasa okazuje się być w ostateczności prowadzącą do informacji: „zawróć jeśli to możliwe”. No cóż, postanowiłem zaryzykować jeszcze bardziej (bo temperatura póki co „książkowa”) i wskoczyłem na A8. Nie muszę chyba wspominać, że jakakolwiek awaria to ściągnięcie lawetą i koszty, których chciałem uniknąć. Na dodatek trasa dłuższa o 40 km, ale w towarzystwie tak pięknej Kobiety ...
O dziwo trasa przebiegła bardzo spokojnie. Owszem, trochę to trwało, bo na tempomacie 90-100 km/h, ale wolałem dmuchać na zimne. Skrzynia zmieniała biegi bardzo kulturalnie i delikatnie. Temperatura na trasie spadła do sześćdziesięciu stopni i wzrastała tylko przy wolniejszej jeździe. Dojechałem po piątej nad ranem (do Krakowa, bo stąd za jakiś czas kolejne 70 km na wioskę), mróz był niesamowity, ale radość ogrzewała mnie od wewnątrz
). Jeszcze tylko znaleźć miejsce na parkingu, ale przy wskazówce pod czerwoną kreską udało się w końcu to zrobić). Prysznic, do łóżka, już Niedziela.

Serdeczne podziękowania dla Adriana (@Garwanko), Tomka (@tomaz) i Marka (@marek230482) za liczne i męczące wiadomości z pytaniami. Panowie – UDAŁO SIĘ!
Jakie plany na przyszłość?
Do wakacji Alfa będzie stała na wsi, bo nie znajdę na Nią czasu. Tak, niestety; nawet sesji nie było kiedy zrobić
.
Wydaje mi się, że wykorzystam wiedzę Tomka, a że celuję w podobne efekty dźwiękowe, to przyrost mocy będzie wyłącznie dodatkiem
. Liczę na cudne mruczenie, 240 KM i ok. 280 Nm (pamiętając o ograniczeniach automatu).
Zacznę od wyjęcia silnika i skrzyni, bo robota z motorem na palecie będzie zupełnie inna. Rozrząd i cały osprzęt, paski, rolki i napinacze, wyjmę wałki i wymienię uszczelnienia (popychacze póki co odpuszczę), potem uszczelki pokryw i odświeżenie góry (nie wiem czy jest sens zabierać się za dół silnika; przemyślę to). Świece, płyny, oleje (co do skrzyni: rozpołowię ją i wymienię filtr albo zrobię cztery wymiany statyczne), nowy układ chłodniczy, hamulcowy, elektryka, zawieszenie, felgi. Piaskowanie podłogi i aplikacja Cobry, drewniana kierownica i mahoniowe dekory, niebieskie skóry, lampy i cała reszta). Tłumik z nierdzewki, a na koniec nowy lakier i przednia szyba.

Alfa przyjechała ze Szwajcarii, potwierdzony przebieg 191 kkm (na błotnikach są jeszcze naklejki serwisu istniejącego do dzisiaj). Może nie taka „bieda-wersja”, bo jest antenka na dachu i navi
, a na dowodzie lipiec 2002 r., ale eper wskazuje na „progression” z 30.11.2001 roku, bez asr i vdc, z cienką kierownicą i bicepsikami. Oprócz wymienionych usterek maska i klapa po delikatnym gradobiciu (o dziwo dach ocalał), wgniotka na prawym przednim błotniku i tylnych drzwiach, drzwi kierowcy nieco wyżej od tych pasażera, trzeba będzie wyregulować (podobnie jak klapę bagażnika). Kilka drobniejszych plasticzków do ogarnięcia, pęknięcia i ubytki w niektórych miejscach, mniejsze lub większe zapocenia, jak to w dwudziestoletnim samochodzie. No, ale jak to zwykł mawiać Adrian: będzie większa radość w dopieszczaniu :happy:!
Dane z książki serwisowej:
12.07.2002 – wyjeżdża z salonu,
14.04.2004 – 19.000,
20.04.2005 – 31.484,
23.11.2005 – 41.940,
21.06.2006 – 50.961,
20.04.2007 – 62.430,
17.10.2007 – 70.605,
29.04.2008 – 74.417,
06.08.2008 – 80.561,
08.05.2009 – 90.572,
27.11.2009 – 102.054,
24.10.2011 – 123.066,
04.12. 2012 – 136.966,
15.05.2014 – 152.379,
14.02.2015 – 155.200,
19.03.2022 – 190.790,
01.04.2022 – 191.210,
…
Rozrząd:
23.11. 2005 – 41.940,
06.08.2008 – 80.561,
08.07.2014 – 153.008,
…

Tak, w obliczu sytuacji jaka panuje na świecie trudno się czymkolwiek cieszyć; zwłaszcza, że uchodźców z Ukrainy widuję niemal codziennie. Nie muszę chyba opisywać tego widoku, bo każdy ma oczy. Parafrazując słowa utworu „The Sound of Silence” (Simon & Garfunkel), może być i tak, że „patrzymy i nie widzimy, słuchamy, ale nie słyszymy”… Oby taka postawa była tylko fikcją literacką, czego Wam i sobie życzę!
W pierwszej fazie poszukiwań natrafiłem na wiele ogłoszeń i obejrzałem kilkanaście egzemplarzy w kraju i za granicą, ale nic nie przypadło mi do gustu. Jedynym kryterium jakie przyjąłem był brak rdzy (szczególnie podłoga i progi) i lpg oraz „jako taka” praca silnika i skrzyni, z całą resztą mogłem sobie jakoś poradzić.
Pierwszymi sztukami, które miały mnie do siebie przekonać były dwie piękności w Nl. Jedna w automacie, druga w manualu, obydwie ok. 260 kkm. Rdza, wycieki, wgniotki, itd. Niby na tak, niby na nie. Jedna znalazła nowego właściciela zanim zdążyłem się zdecydować, druga nadal stoi. Nie żałuję.
Za drugim podejściem dostałem cynk (swoją drogą stanowczo za późno, bo gdyby nie trafiła do lakierni, to na pewno byłaby już u mnie. No, ale tak to już jest jak nie ma Cię w internetach), że „klasyka” przywiozła do kraju Rosso i zaczęły się prace nad doprowadzaniem jej do jak najlepszego stanu. Problemy z elektryką, zardzewiałe tłumiki, łuszczący się klar… Z dnia na dzień wpadały kolejne klamoty, a wisienką na torcie okazał się być nowy lakier, który mocno wywindował cenę.
Smaczku całej historii dodaje fakt, że Rosso nie miała na błotniku cyferek „166”, a ja posiadałem takowe jeszcze z czasów Twinsa. I chociaż to nie wyścig, to takie symboliczne „przejęcie pałeczki” było mi jak najbardziej na rękę
Cóż – pomyślałem – niech będzie! Mam już serdecznie dosyć ciągłych poszukiwań i późniejszej walki z kolejnymi przypadłościami! I tak naprawdę byłem już jedną nogą w ogródku i już witałem się z gąską, ale równolegle toczyła się słowna przepychanka o kilka tysiaków (tak żeby było na pierwsze waciki). No i także tym razem jakoś nie wyszło.
Do trzech razy sztuka…?
Finał tej opowieści zawdzięczam Adrianowi (@Garwanko), który podlinkował ogłoszenie od Patryka i wrzucił kilka fotek Belli. Hmm… Grigio Chiaro (jak w Twinsie), trzy litry, automat, BEZ RDZY… Kilka chwil i czułem, że będzie moja. Podobnie jak z Octavią II, którą jakiś czas temu kupiłem. „Kur…, samochód bez emocji, gnojowica (cokolwiek autor miał na myśli), paskuda”, itepe, itede… Przedlift, 1.9 tdi, 4x4. Dobra opona na zimę i każda góra na wsi była moja. 1,5 tony, większy prześwit plus combi i pakuję ze sobą nie tylko stabilność na drodze, ale wszystko co zechcę. 7 – 7,6 l w cyklu mieszanym w zimie i 6 – 6,7 l gdy nadeszła wiosna. I co, miałbym powozić jednolitrowe kartonowe pudełko, które spali dwa litry mniej? Przyznam, że szukając jakiegoś daily w ogóle nie brałem pod uwagę Skody, ale po nadesłanym przez Kuzyna ogłoszeniu wiedziałem, że to jest to! Cóż, wszystkim nie dogodzę
Wracając do tematu…
Patryk okazał się być człowiekiem, który jako jedyny zgodził się podesłać nie tylko potrzebne zdjęcia, ale i nagrać kilka filmów video. To rozumiem! Do tej pory z wielką łaską docierały do mnie pojedyncze fotki, na których i tak było mało co widać; jak gdyby Właścicielom w ogóle nie zależało na sprzedaży (czyżby mieli coś do ukrycia?). Po takiej korespondencji wiedziałem, że jadę jak po swoje.
Były i bolączki, bo Alfa trzy ostatnie lata stała „pod kasztanem”: rozrząd i cały osprzęt do roboty (rolki dzwonią jak w saniach u św. Mikołaja), pasek wielorowkowy w oleju, wywalony (ponoć) sworzeń prawego górnego wahacza, płyny, oleje i filtry, ząbkujące opony (drgania na kierownicy powyżej 60 km/h), brak pierwszego biegu wentylatora, temperatura na postoju nawet 120 stopni, podświetlenie biegów, pęknięty klosz ksenonu, postojówki… Chłopak robił ją już dla siebie, stąd wyciągnięty tunel, schowek pasażera, dekory i plastiki. Wyprana podłoga, wyczyszczone skóry, a lada dzień miała pojechać lawetą do Qby. No, ale namówili Go na poczciwego manuala, bo skoro samochód „na weekend”, to nie może być inaczej
Cały czas myślałem o transporcie, ale paliwo podskoczyło na 8 zł za litr, a z Krakowa za Wrocław jest kawałek. Do tego wynajęcie lawety i koszty rosły. Postanowiłem zaryzykować i wrócić na kołach, omijając autostrady. Umówiona wizyta, graty zamówione na tamtejszy paczkomat i w drogę.
Właściciel odebrał mnie z przystanku (mimo małych dzieci na głowie), a przed domem przywitały mnie trzy piękności, bo okazało się, że wskoczył jeszcze jeden diesel w polifcie. Smacznie, obiecująco…
Podziwiałem włości tutejszego Gospodarza, a czas mijał nam na uśmiechach i rozmowie. Zaraz, chwila, przecież mam coś do zrobienia, a przede mną jeszcze podróż do domu…
Samochód na kobyłki, olej w silniku wymieniony (filtr został stary, dostęp

W przerwie wpadła pizza i kolejne uśmiechy z Właścicielem oraz jego Rodziną! Było naprawdę bardzo miło! Patryk – DZIĘKUJĘ!
Prace zakończone ok. 21:30 i trzeba było pędzić na stację, bo za pół godziny zamykali, a do najbliższej na trasie paliwa nie wystarczy. Zdążyłem jeszcze zamienić koła z przodu na tył (jedno lekko ścięte) z nadzieją, że coś się poprawi. Pod domem skrzynia zaczęła szarpać, ale dałem sobie „na luz” (wcześniej ściągnąłem klemę na kilka godzin) i zrzuciłem to na jej adaptację. W drodze na stację było już lepiej, a pod domem problem szarpania ustąpił. Właściciel zaproponował powrót na jego zimówkach (i odesłanie ich kurierem), ale zamiana starych kół z przodu na tył pomogła (przynajmniej jak dla mnie, bo drgania na kierownicy ustąpiły).
Jeszcze odpowietrzanie układu chłodniczego (nowy płyn rzecz jasna, w zbiorniczku jeden wielki syf), ale przy tak skaczącej temperaturze było to mega trudne. Obstawiam zapchaną chłodnicę i stary termostat, ale to później. Ach, byłbym zapomniał: dmuchawa spalona; wymiana bezpiecznika też nic nie dała.
No i co, autografy na umowach i w drogę! Właściciel nałożył mi jeszcze na szyby preparat chroniący przed parowaniem (i powiem Wam, że pomimo zamkniętych szyb, braku nawiewu i niskiej temperatury na zewnątrz dały radę), wrzucił wodę do picia i chciał włożyć koc, ale z racji mojej „gruboskórności” podziękowałem za tak dużą troskę
Pierwszy kontakt z Busso i pierwsze wrażenia, których nie da się tak po prostu opisać. No bo czym mógłbym zaskoczyć forumowych wyjadaczy, obcujących z tym silnikiem na co dzień…
Ja nie miałem tej przyjemności i trudno ubrać w słowa to, co chciałbym powiedzieć (albo napisać). To tak, jakby dopiero teraz zacząć oglądać „Grę o tron” i czekać nie tylko na kolejne odcinki, ale i sezony. Wiem o czym mówię, bo sam zabrałem się za to dopiero kilka miesięcy temu :niesmialaedzia:.
Czekałem, czekałem i nareszcie JEST! Moje serduszko Busso, w automacie, zamknięte w kobiecych kształtach Belli. Drżenie rąk, gdy wziąłem do ręki kluczyk i szybsze bicie serca, gdy jego przekręcenie wprawiło w ruch tę włoską maszynę (na nowym oleju od razu ciszej!). Niewypowiedziany zachwyt i utulające ciepło na duszy, jak gdyby Babcia (którą tak kochałeś, a której już nie ma) przytulała Cię do serca i szeptała, że „od tej pory wszystko będzie już dobrze”. Wszechogarniający spokój, który wlewa się do twoich wnętrzności i wypełnia je niczym napływająca w mgnieniu oka krew. Mróz ścinający szybę i przypominający Ci prawdziwą zimę, której już nigdy nie będzie. Radość dziecka, które z powodu trudnych czasów nie spodziewało się znaleźć pod choinką żadnego prezentu. Upojenie tanim winem, gdy przy ognisku grałeś i śpiewałeś utwory „Iry” (albo towarzyszyłeś bardziej uzdolnionemu koledze, ale robiłeś to najlepiej jak umiałeś, bez udowadniania czegokolwiek i komukolwiek, bez presji bycia najlepszym), a w oku siedzącej obok dziewczyny (gdy zbiegły się wasze spojrzenia) dostrzegłeś błysk i „to coś” czego KUR… już nigdy nie ujrzysz i nie doświadczysz, bo współczesny świat odbiera Ci to, co najważniejsze i zabija to, w co tak bardzo wierzyłeś…!
Opis na wyrost? Kto miał zrozumieć, ten zrozumiał; nic więcej.
Owszem, zaledwie muskałem pedał przyspieszenia, ale ten samochód płynął… On nie jechał, ale „dryfował” po powierzchni drogi (chociaż tak naprawdę to asfalt zdawał się dryfować pod nim), sunął do przodu niczym strzała na emblemacie Skody i był jednocześnie gotowy do lamparciego skoku (na co za każdym razem wskazywała zataczająca półokręgi wskazówka obrotomierza). Jazda nocą była moim sprzymierzeńcem, ale nie mogłem sobie pozwolić na jakiekolwiek szarpnięcia, bo pasek (mimo 38 tyś. km) ma już prawie osiem lat. Toczyłem się dalej, przyglądając się małomiasteczkowym okolicom.
Po czterdziestu kilometrach sytuacja zrobiła się trudna, bo ktoś postanowił zamknąć drogę, po której chciałem jechać. O dziwo, nawigacja w ogóle o tym nie wspomniała, a znaki nie wskazywały na jakikolwiek objazd. Zrobiłem dwa kółka, ale za każdym razem wracałem do punktu wyjścia (cudowna sprawa, gdy krążąc po okolicy nie wiesz gdzie jesteś, a każda nowa trasa okazuje się być w ostateczności prowadzącą do informacji: „zawróć jeśli to możliwe”. No cóż, postanowiłem zaryzykować jeszcze bardziej (bo temperatura póki co „książkowa”) i wskoczyłem na A8. Nie muszę chyba wspominać, że jakakolwiek awaria to ściągnięcie lawetą i koszty, których chciałem uniknąć. Na dodatek trasa dłuższa o 40 km, ale w towarzystwie tak pięknej Kobiety ...
O dziwo trasa przebiegła bardzo spokojnie. Owszem, trochę to trwało, bo na tempomacie 90-100 km/h, ale wolałem dmuchać na zimne. Skrzynia zmieniała biegi bardzo kulturalnie i delikatnie. Temperatura na trasie spadła do sześćdziesięciu stopni i wzrastała tylko przy wolniejszej jeździe. Dojechałem po piątej nad ranem (do Krakowa, bo stąd za jakiś czas kolejne 70 km na wioskę), mróz był niesamowity, ale radość ogrzewała mnie od wewnątrz

Serdeczne podziękowania dla Adriana (@Garwanko), Tomka (@tomaz) i Marka (@marek230482) za liczne i męczące wiadomości z pytaniami. Panowie – UDAŁO SIĘ!
Jakie plany na przyszłość?
Do wakacji Alfa będzie stała na wsi, bo nie znajdę na Nią czasu. Tak, niestety; nawet sesji nie było kiedy zrobić
Wydaje mi się, że wykorzystam wiedzę Tomka, a że celuję w podobne efekty dźwiękowe, to przyrost mocy będzie wyłącznie dodatkiem
Zacznę od wyjęcia silnika i skrzyni, bo robota z motorem na palecie będzie zupełnie inna. Rozrząd i cały osprzęt, paski, rolki i napinacze, wyjmę wałki i wymienię uszczelnienia (popychacze póki co odpuszczę), potem uszczelki pokryw i odświeżenie góry (nie wiem czy jest sens zabierać się za dół silnika; przemyślę to). Świece, płyny, oleje (co do skrzyni: rozpołowię ją i wymienię filtr albo zrobię cztery wymiany statyczne), nowy układ chłodniczy, hamulcowy, elektryka, zawieszenie, felgi. Piaskowanie podłogi i aplikacja Cobry, drewniana kierownica i mahoniowe dekory, niebieskie skóry, lampy i cała reszta). Tłumik z nierdzewki, a na koniec nowy lakier i przednia szyba.

Alfa przyjechała ze Szwajcarii, potwierdzony przebieg 191 kkm (na błotnikach są jeszcze naklejki serwisu istniejącego do dzisiaj). Może nie taka „bieda-wersja”, bo jest antenka na dachu i navi
Dane z książki serwisowej:
12.07.2002 – wyjeżdża z salonu,
14.04.2004 – 19.000,
20.04.2005 – 31.484,
23.11.2005 – 41.940,
21.06.2006 – 50.961,
20.04.2007 – 62.430,
17.10.2007 – 70.605,
29.04.2008 – 74.417,
06.08.2008 – 80.561,
08.05.2009 – 90.572,
27.11.2009 – 102.054,
24.10.2011 – 123.066,
04.12. 2012 – 136.966,
15.05.2014 – 152.379,
14.02.2015 – 155.200,
19.03.2022 – 190.790,
01.04.2022 – 191.210,
…
Rozrząd:
23.11. 2005 – 41.940,
06.08.2008 – 80.561,
08.07.2014 – 153.008,
…

Tak, w obliczu sytuacji jaka panuje na świecie trudno się czymkolwiek cieszyć; zwłaszcza, że uchodźców z Ukrainy widuję niemal codziennie. Nie muszę chyba opisywać tego widoku, bo każdy ma oczy. Parafrazując słowa utworu „The Sound of Silence” (Simon & Garfunkel), może być i tak, że „patrzymy i nie widzimy, słuchamy, ale nie słyszymy”… Oby taka postawa była tylko fikcją literacką, czego Wam i sobie życzę!
Ostatnia edycja:






















