radosuaf - Giulietta 1.4 MA i 75 2.0 TS Czytaj więcej: http://www.forum.alfaholicy.
W poniedziałek stałem się właścicielem swojej upragnionej siedemdziesiątkipiątki

.
Kilka fotek samochodu jest tutaj:
https://picasaweb.google.com/116003...&authkey=Gv1sRgCOD_r-Sw45fkXw&feat=directlink
Skoro jedno zdjęcie to tysiąc słów, to macie ładne parę tysięcy słów opisu

. Samochód kupiłem w Czechach dzięki pomocy kolegów Alfistów z forum
www.alfisti.cz. Znalazłem ogłoszenie na stronie
www.annonce.cz, kompletnie bez zdjęć, tylko z informacją, że jest Alfa 75 TS na sprzedaż. Gość nie chciał mi przesłać żadnych zdjęć. Zarejestrowałem się na rzeczonym forum i grzecznie poprosiłem o pomoc. Efekt - zdjęcia, które wrzuciłem na Picasę. Kolega Czech był początkowo oporny na sprzedaż za granicę, ale chyba nie znalazł się żaden chętny krajan, więc zdecydował się sprzedać mnie. Upewniłem się tylko, że auto jeździ i decyzja zapadła.
Kiedy przyjechałem po auto, trochę mi mina zrzedła, bo rzeczywistość nieco odbiegała od zdjęć. Ale odpaliliśmy samochód, Alfa Control pomachała do nas prawie wszystkimi kontrolkami, okazało się, że wskaźnik poziomu paliwa, ciśnienia oleju i temperatury cieczy chłodzącej nie działają, ale biegi wchodzą bez problemu, a auto jedzie, chociaż sprzęgło się ślizga, a układ kierowniczy ma spore luzy. Wszystkie światła działają, przegląd techniczny jest ważny, więc załatwiliśmy formalności i w drogę.
Przez pierwsze 150km było pięknie, samochód jedzie, całkiem przyspiesza (chociaż powiedziałem sobie, że 4 tys. obrotów nie przekraczam), wyraźnie krztusi się nawet ciut poniżej 2 tys. obrotów, ale ogólnie jest git. Po wjeździe na autostradę w Niemczech zapala się kontrolka temperatury cieczy (wskaźnik pokazuje sobie co chce, ale kontrolka najwyraźniej działa). Odpalam ręcznie wentylator chłodnicy (żółty guziczek po lewej - widać na zdjęciach), zwalniam do 80 km/h i po chwili kontrolka znika. Sunę 110 - 120 km/h i jest fajnie. Zatrzymujemy się na kawę pod Berlinem, wracamy do auta, jadę kawałek i przy 120 km/h silnik się po prostu wyłącza. W całej swojej mądrości jakieś 150m przed parkingiem (które w Niemczech są rozsiane co 40 - 50 km, albo i rzadziej), więc siłą rozpędu zjeżdżam i otwieram maskę. Jest GORĄCO. Samochód ni cholery nie chce odpalić. Mój kompletny brak wiedzy technicznej mówi mi tylko, że samochód być może się zagrzał... Odpalamy wentylatorek i czekamy... Po chwili auto odpala, ale zaraz zdycha. No ale jest postęp, więc czekamy dłużej. Auto odpala, ale przy mocniejszym przygazowaniu wydobywa się z niego przeraźliwy dźwięk. Mam wrażenie, że gdzieś spod mojego fotela. Na szczęście przy delikatnym traktowaniu gazu dźwięku nie ma. No to BARDZO powoli ruszamy i jadę te 70-80 km/h (wentylatorek włączony przyciskiem na stałe). Moja biedna siostra w swoim BMW również

. Zjeżdżamy z autostrady i turlamy się bocznymi drogami. Po chwili kontrolka cieczy znowu się zapala. Zjeżdżamy na stację, dolewam wody do zbiorniczka prawie pod korek (może płynu za mało?), czekamy chwilę i jedziemy dalej. Silnik pracuje ładnie, ale po 2 km kontrolka znowu się zapala. Zatrzymuję auto, macam chłodnicę, macam pokrywę silnika (chłodne), macam silnik (o kur! ale jest chłodniejszy, niż był), macam w końcu zbiorniczek swój i w BMW siostry. Mój jest znacznie chłodniejszy. Olewam więc kontrolki i tą 70 turlamy się do granicy. Jak już jesteśmy w Polsce, jestem przeszczęśliwy. Nie mąci mojej radości nawet zapalenie się dodatkowo kontrolki oleju. Przyspieszam do 90 km/h i po 17 godzinach w podróży o 23 docieram do domu. Alfa dała radę

.