Sorry, Grisza, ale Maniek ma dużo racji. przejrzyj ogłoszenia do 20.000zł. Pokaż mi 5, albo 3, chociaż jedno ogłoszenie, gdzie sprzedający pisze uczciwie co jest do zrobienia w aucie. wszystkie "bez wkładu własnego". pewnie tych bez wkładu jest rzeczywiście 20-30%, ale siłą rzeczy po obejrzeniu kilku strupów kupujący patrzy na wszystkie ogłoszenie przez pryzmat tych poprzednich i wszystkich sprzedających traktuje jako potencjalnych oszustów. Nie chodzi tylko o alfę, wszystkie auta w komisach są super hiper ameryka. Naprawdę można się zirytować, kiedy po raz n-ty jedziesz oglądać auto które ma być sprawne, a jest skarbonką, bo przecież "oczywistą oczywistością", że do auta trzeba dołożyć 10.000. to sprzedający komis jest specjalistą i ma poinformować kupującego o stanie towaru, który sprzedaje. Natomiast w Polsce przyjęło się, ze to kupujący ma rozwiązać zagadkę pt. "co handlarz ukrył, podpicował, itd". W Niemczech auta z przytartym na parkingu błotnikiem sprzedawane są w wielu przypadkach jako powypadkowe (Bo Niemiec boi się, że ktoś mu zarzuci oszustwo). takie auto u nas jest bezwypadkowe, po przecież to tylko stłuczka parkingowa. u nas auto powypadkowe to takie które się na drzewie zawinęło. kto w ogłoszeniu napisze, ze kończy się sprzęgło, albo trzeba wymienić rozrząd? że są pierwsze objawy padającej skrzyni M32? U nas nikt. za odrą i owszem. Jak napisze, że jechałem 700km po auto na podstawie 1 (słownie jednego) zdjęcia i rozmowy telefonicznej z właścicielem, to kupujący auto w Polsce będą się w czoło pukali - u nas trzeba 1. obejrzeć auto na zdjęciach z każdej strony 2. zweryfikować przebieg 3. sprawdzić historię wypadkową. 4. wziąć auto do ASO na przegląd 5. podliczyć ile trzeba dołożyć do auta. 6. wrócić do punktu pierwszego.