Po głębszej analizie odkryłem rzecz dramatyczną, progi w moim samochodzie są całkowicie wykonane ze szpachli, włókna szklanego i blachy z puszek po piwie... Niestety tak to jest jak się kupuje samochód od alfaholika. Na zewnątrz była piękna, wyczyszczona, wypachniona, nowe emblematy, na forum były ochy i achy jaka piękna sztuka, a konstrukcja nośna łatana szpachlą. Po tym jak mi zaraz po kupnie chłodnice wypadły na asfalt, przypięte trytytkami bo wspornika z dołu oczywiście nie było, zjadła rdza. Po tym jak przewód hamulcowy pękł bo był popękany i sklejony taśmą, to myślałem, że mnie już nic w tym trupie nie zaskoczy, a jednak.
Teraz pytanie zasadnicze do osób które wymieniały progi w 166. Czy szukaliście dawcy i robiliście przeszczep kompletnych progów razem z grzybami do podnośnika? Czy blacharz sobie poradził sam i dorobił części? Jutro jadę na wyceną i omówienie sposobu naprawy.