W tym całym wątku, żeby nie popadać w jakieś nieuzasadnione kompleksy(że nas, Polaków ciągle ktoś robi w jajo), trzeba by trzeba by wziąc pod uwagę najważniejszą kwestię, czyli to ile producent zarabia na danym rynku.
Np. w kraju A sprzedają się przede wszystkim tańsze wersje, czyli przeciętny klient daje Ci tylko minimalne pieniądze za podstawowe wersje. Dopiero kraj B daje Ci szansę zarobienia dodatkowych pieniędzy na droższych "wypasach", szczególnie że w ogóle sprzedaż w kraju B jest o wiele większa niż w A, do tego to samo auto w kraju A musi mieć niższą cenę by się sprzedawało(opieram się na wypowiedziach z tego wątku). Który rynek jest dla Ciebie ważniejszy? Ten na którym zarobisz większą kasę! I dalej, w produkcji wiadomo że są lepsze i gorsze sztuki. Oczywiste jest, że te których nie odrzuciła kontrola jakości wypuszczasz na rynek B. Z tymi odrzuconymi się kombinuje "na szybko" - naprawia, uzupełnia braki i wysyła na rynek A, oby tylko mieć sztukę. Wcale nie znaczy to, że wszystkie te "kombinowane" obligatoryjnie muszą się gorzej sprawować, chodzi tylko o to by do B wysłać to co jest w 100% pewne.
Analogicznie jest z serwisem/częściami. W kraju A właściciele aut odwiedzają ASO tylko w okresie gwarancji, by robić podstawowe rzeczy. W kraju B większość aut innych warsztatów niż ASO nie widziała i na pewno sprzedaje się więcej części "od producenta". Nie wnikam już jakie są proporcje, kto na czym i ile najwięcej zarabia ale fakt jest taki, że szanuje się bardziej klientów z których ma się więcej pieniędzy.
Druga sprawa to prawo obowiązujące w danym kraju, czy w ogóle kultura zawierania transakcji. Chyba nie ma wątpliwości, że w takich Niemczech wciskanie bubla po prostu nie przejdzie - nie wiem czy skończy się jakimiś odszkodowaniami, czy innymi wyrokami, ale na pewno skończy się częściową utratą zaufania klientów a utrata np. 10% rynku w Niemczech boli bardziej niż 10% w Polsce. No i jak widać wszystko sprowadza się do $$$
