Czas podsumować moje użytkowanie Perełki..
Przez ostatnie 2 lata było różnie, ale nie musiałem zbyt dużo do niej dokładać - po prostu "lałem i jeździłem". Czasem musiałem kupić sworzeń, czasem inną część, czasem oddać do mechanika żeby pozaglądał i posprawdzał czy można nią było w miarę bezpiecznie robić dłuższe trasy.. bo powiem szczerze, jeździło mi się nią super. Każda minuta spędzona w tym aucie była inna, była przyjemna.. Bywały momenty, że była kapryśna(ojciec zostawił ją na zapalonych światłach przy -25 i później jej nie odpalił - pomógł mu wtedy inny Alfista

), ale za to po lekkim naładowaniu akumulatora odpaliła przy -33 !! (to nie żart) była jednym z 5 samochodów stojących pod moją uczelnią

- tak duże mrozy były na początku bieżącego roku ). jeździła świetnie, dźwięk boxer'a i ta moc.. tylko 105 km ale dawała radę

Aż pewnego dnia musiałem jechać z nią do dermatologa i okazało się, że blacha się niestety posypała i niestety na przełomie lipca i sierpnia musiałem ją oddać na przerobienie na tzw. żyletki.. było mi bardzo szkoda, ale cóż zrobić. taki los był jej pisany, posypała się w końcu nie tylko blacha, ale i "hamulce" i układ kierowniczy.. Koszty kilkukrotnie przewyższały cenę samochodu...
Uważam, ze AR 33 ma nie tylko serce ale i duszę.. jak kiedyś będę miał okazję i możliwość to chętnie kupie sobie taką do niedzielnej jazdy
P.S. Pozostała mi po niej moja sportowa kierownica i felgi aluminiowe 13" Ronal z oponkami..
Obecnie jeżdżę 156'ką z 2002 roku i również jestem zadowolony ale to materiał na inny temat
