[33] Hukneło, trzasneło.
Cóż, tak to już jest, że coś za coś :-] Opisze po krótce. Z tydzień temu zaczęło sie niedobrze dziać. A konkretnie. Autko na wolnych obrotach, nie paliło na jeden garek. Przynajmniej miałem takie wrażenie, bo strasznie było słabe i dziwnie "zrywało". Zatem w niedziele postanowiłem się za to zabrać i wyczyściłem świece, końcówki kabli wysokiego napięcia od strony świeć jak i od strony aparatu zapłonowego, sprawdziłem jeszcze raz płyny oleje, paski i całą resztę osprzętu. Poprawiło się, ale nie na długo. Powiedziałem, że zabiore ją do mechanika lada dzień. Niestety tak to już jest że zawsze jest potrzeba jechać gdzieś. Podczas wyprzedzania, pan z Bryki Młodego Wieśniaka tak podniósł mi ciśnienie, że musiałem przypiłować bellę na 3 biegu gdzieś do 6900-7000 bo ten arystokrata nie chciał odpuścić. Ale widocznie czegoś nie przewidziałem, bo trzasnęło huknęło zgasła i musiałem zjechać. Przerażony całą sytuacją zadzwoniłem po kumpla i zholowałem piękną pod garaż. Na zajutrz spróbowałem odpalić i ............. odpaliła, ale słysze metaliczny pogłos i stuki. Zgasiłem więc i nie wiem na co się szykować. Czy czasem nie pękły pierścionki, skutkiem czego kompresji brak i mam zabawe ze szlifami cylindrów, czy spodziewać się czegoś innego. Dajcie znać co mogło się zdarzyć, bo wtedy będę wiedział gdzie szukać i od czego zacząć.