Wypowiem się może w temacie, bo jestem akurat po drugiej stronie barykady. Niestety powoli kończy mi się cierpliwość, ale po kolei:
1. 90% ludzi, którzy dzwonią, przyjeżdżają itp. jest niepoważnych
2. większość interesuje bardziej stan lakieru niż stan techniczny auta
3. groteskowe propozycje są na porządku dziennym
4. PRZEBIEG - mistyczne słowo, które może położyć całą dyskusję, dla wielu - jedyny wyznacznik stanu technicznego auta ("panie, ten przebieg to bankowo kręcony" - takie stwierdzenia potrafią padać już przez telefon)
5. ludzie się umawiają i nie przyjeżdżają
6. ludzie wysyłają SMSy "za 16 tys. pan sprzeda?" i często nawet nie odpisują
7. wyznawcy wszelkiego rodzaju mierników - dla nich fabryczny lakier na całym poszyciu to podstawa (chyba jeszcze się nie zorientowali, że sprytny handlarz wstawi część pod kolor i ma "bezwypadkową igłę")
8. konkurencja cenowa - handlarze wystawiają auta do opłat, na starych styranych kapciach itp. - jak z tym ma konkurować ktoś, kto chce sprzedać auto za normalne pieniądze?
9. mój ulubiony typ kupującego - szuka 10-letniego auta w stanie salonowym, jeśli coś przykuje jego uwagę, nie wiem - powiedzmy: wgniotka na progu - będzie domagał się zwrotu kosztów za taką naprawę, oczywiście po stawkach najlepiej z ASO
więc jeśli ludzie się kierują takimi kryteriami przy zakupie, kupują oczami, to dziwicie się, że handlarze kręcą liczniki, malują kierownice, więcej hajsu wkładają w polerkę niż w remonty techniczne itp.? Oni to robią, bo na to jest popyt, a to, że ujedziesz takim autem tysiąc km i będziesz miał remont silnika - cóż, wiele osób zdaje się tego nie zauważać.