Jazda bez alternatora

H_A_L_T_I

Nowy
Rejestracja
Sie 9, 2009
Postów
160
Wiek
44
Lokalizacja
Lubliniec
Auto
CITROËN C5 Kombi EXCLUSIVE 2.2 HDi ; SIERRA RS500
Ostatniego czasu wybrałem się do Niemiec (Ingelheim Am Rehn) to jest 970 km od mojego domu.....
Na miejsce dojechałem bez żadnych problemów na jednym baku....
Po przyjeździe zauważyłem że z okolic silnika dobywają się jakieś dziwne dźwięki..... myślę sobie że to pasek mikro - w końcu miałem założonego gatesa Pozostawiłem autko poszedłem do rodziny Na drugi dzień normalna jazda tam po mieście - odgłosy jakby się nasilały
Na trzeci dzień godzina 14 wyjazd do polski Ja z żoną alfa zapakowana wyjeżdżamy po pożegnaniu z rodziną po jakichś 300 metrach jazdy krrrrrrrrwrrrrrrrr etc z okolic silnika Gasze silnik staje otwieram maskę a tu się okazuje że.....rozleciało się sprzęgiełko jednokierunkowe alternatora i dupa koniec jazdy Wkur....wiłem się masakrycznie na alfę - tydzień wcześniej na trasie padł czujnik położenia wału......
Wszyscy do mają 2.4 wiedzą jaki jest dostęp do alternatora - jednym słowem NIE MA DO NIEGO DOSTĘPU
Ale dalej ... wyciągnąłem nóż ze schowka obciąłem pasek i z powrotem pod dom w niemczech..... oczywiście bez wspomagania (ledwo co da się ukręcić kierownicą) Podjechałem do mechanika innym autem i pytam o sprzęgiełko gość mówi keine problem z bananem na twarzy No to zawiozłem mu autko i zostawiłem do rana. Rano zajeżdżam około 10 a gość mówi że lightmaschine kaput.... (to wiedziałem od razu) Potem mówi że nowy alternator 500 ojro + robocizna i auto 3 dni na podnośniku..... No to jadę do ASO Fiata - tam alternator 360 ojro po regeneracji (jak dla mnie za drogo) Objechałem jeszcze ze 3 auto złomy i w każdym mi mówią że to za nowe auto (2002) Mówię że biorę auto (temu mechanikowi) on mi mówi że najdalej to z 50 km tak ujadę........
Oddał mi kluczyk i obudowę z pod silnika - którą odkręcił (musiałem ją sam przykręcać na ulicy bo on nie był łaskaw)
Wziąłem żonę podjechaliśmy do REAL-a kupiłem dodatkowy akumulator 74 Ah włożyłem go do bagażnika (mocowanie starego odkręciłem i przygotowałem się do szybkiej wymiany na autostradzie) Padła decyzja jedziemy (godzina 14) Wyjeżdżamy na autostradę i zapitalamy (bez wspomagania i ładowania) auto jedzie normalnie. Po 200 km zaczął padać deszcz więc następne 150 w deszczu. Po 380 km pojawił się komunikat VDC Failiture :) (aku już zesłabł) po kolejnych 10 oświeciła się poduszka a po kolejnych 5 jak włączyłem wycieraczki auto zgasło. Pas awaryjny szybka wymiana akumulatora i dalej jazda...... Na drugim akumulatorze tym z REAL-a (Giga Vat 74 Ah 580 A za 99 eutro) przejechałem równe 500 km (dojechałem do Opola - obwodnica zamknięta bo powódź jechałem przez centrum cały czas bez świateł)
Zaczęło się robić ciemno więc włączyłem światła (po 490 km jazdy na akumulatorze bez ładowania) Po następnych 10 km aku się rozładował. W tym momencie miałem 57 km do domu (z końca Opola do Lublińca właśnie tyle jest) Była godzina 21 zadzwoniłem po brata podjechał z innym akumulatorem (starym tym co był jak kupiłem Alfę) zapiąłem go odpaliłem zaświeciłem światła i dojechałem pod dom.
910 km jechałem bez świateł i bez wspomagania.....kolejna awaria alfy w trasie Tym bardziej jestem zażenowany iż w alfie wszystko jest robione we wskazanym czasie (rozrząd i pasek mikro miał dopiero 3 tyś km - jak była wymiana nic nie wskazywało na uszkodzenie żadnych rolek etc...)
W tej chwili auto jest rozebrane - wyjęcie alternatora zajęło mi 30 minut ( z kanału bez odkręcania półosi) Sprzęgiełko rozleciało się na 2 części
Przy okazji wyjęcia alternatora założyłem nowe łożyska zakręciłem nowe sprzęgiełko teraz czekam na nowy szczotkotrzymacz bo stare szczotki mają już około 1,5 cm więc przy okazji i je wymienię.......
Jakoś zajechałem.... kolejny raz pomógł brat z niezawodnym golfem mk3 tdi.......

Morał z tego taki że na jednym (nowym) w pełni naładowanym akumulatorze da się przejechać przy wyłączonych wszystkich odbiornikach 500 km
Pierwszy akumulator to BOSCH Silver S5 74 Ah 680 A
Drugi akumulator to Giga Vat 74 Ah 580 A
Trzeci na 50 km to jakiś no name......
 
Przypuszczam, że silnik benzynowy potrzebowałby nieco więcej prądu bo tam dochodzi jeszcze zasilanie cewek na iskrę do świec no i ma mniejszy akumulator. Ale tak ze 200 km to myślę, że by się spokojnie dało pojechać.
 
Benzynowym byś nie przejechał 100km no chyba że na autostradzie nie używając hamulców, świateł, kierunków no i radia.
 
Mialem niemalze identyczna podroz. Z tym ze w moim JTD rozlecialo sie lozysko kompresora klimy. Takie same objawy - i tez przyjemna okolica 1700km od domu pod dubrownikiem... Zeby nie bylo za latwo zapalil sie (1m plomien) pasek wielorowkowy. Tez juz mialem ogarniete gdzie kupic 3 aku i zasuwac jak Ty ale znalazl sie magik co mi to poskladal za ponad 1000zl. Ale dojechalem do niego w taki sam sposob jak Ty - wieszajac sie na kierownicy na kretych drogach Chorwacji. I wtedy stwierdzilem ze sprzedaje ten samochod pierwszemu ktory ja zechce ;) Wiec znam ten bol...
 
Znajomy jechał Ziłem 131 z Poznania w okolice Lonsynu, gdzieś po drodze w Niemczech padł mu aternator i żaden serwis nie potrafił dobrać nowego, więc kumpel jechał za dnia, a w nocy w hotelu ładował akumulator. :P
Na szczęście to było latem, więc dzień długi. :)
 
Ja swoim jakiś tydzień jeździłem po mieście w deszczu na światłach bez ładowania około 100-150 kilometrów. Twój wynik pokonanego dystansu bez ładowania imponujący.

Pozdro
Dugi
 
Muszę Cię dodać do listy osób, od których nie warto kupować samochodu oraz części. Z tej historii informującej o ilości kilometrów jakie można przejechać z padniętym alternatorem, wyciągam niestety dramatyczne wnioski.
Może nie tyle, że nie stać Cię na eksploatację samochodu... Ty po prostu nie tolerujesz pewnych realiów. Kup sobie niezawodnego golfa3 i nie płacz. I pamiętaj - to nic osobistego - nie atakuj, bo nie będzie odpowiedzi ;)
 
Muszę Cię dodać do listy osób, od których nie warto kupować samochodu oraz części. Z tej historii informującej o ilości kilometrów jakie można przejechać z padniętym alternatorem, wyciągam niestety dramatyczne wnioski.
Może nie tyle, że nie stać Cię na eksploatację samochodu... Ty po prostu nie tolerujesz pewnych realiów. Kup sobie niezawodnego golfa3 i nie płacz. I pamiętaj - to nic osobistego - nie atakuj, bo nie będzie odpowiedzi ;)
Kolego ja mam auto do jeżdżenia nie do pieszczenia i podziwiania. Wszystko jest serwisowane na bieżąco. I nie pisz głupot tak jak to robisz. Nie sądzę byś Ty kupił do swojej belli alternator za 3 000 zł z wymianą - taka opinia to farsa. Zal mi takich jak Ty którzy jeżdżą wokół komina.
 
Znajomy jechał Ziłem 131 z Poznania w okolice Lonsynu, gdzieś po drodze w Niemczech padł mu aternator

morał z tego taki : nie kupować alf i ziłów ;)

a wracając do wątku , znam ten ból jazdy bez wspomagania , alfa ma fajny bezpośredni układ ale jak nie mamy wspomagania to tragedia
 
Kolego HALTI, nie wiem jak zinterpretowałeś sobie mojego posta. Może po przejażdżce wokół komina miałeś jeszcze podwyższony poziom adrenaliny ;)

Ja po przeczytaniu "Twojej historii" uważam, że ta cała "akcja" z akumulatorami, bratem i tupaniem nogą, "że za drogo" mogła mieć gorsze skutki. Pomyśl sobie, że mogłeś dostać mandat za jazdę bez świateł, albo doprowadzić do wypadku... Tym razem udało się dojechać. Mogła to być pozorna oszczędność. Pozdrawiam
 
Kolego HALTI, nie wiem jak zinterpretowałeś sobie mojego posta. Może po przejażdżce wokół komina miałeś jeszcze podwyższony poziom adrenaliny ;)

Ja po przeczytaniu "Twojej historii" uważam, że ta cała "akcja" z akumulatorami, bratem i tupaniem nogą, "że za drogo" mogła mieć gorsze skutki. Pomyśl sobie, że mogłeś dostać mandat za jazdę bez świateł, albo doprowadzić do wypadku... Tym razem udało się dojechać. Mogła to być pozorna oszczędność. Pozdrawiam
Tu zgadzam się z Tobą w 100% mogło się skończyć tragedią......nie chce nawet myśleć o skutkach..... Nożna było zamówić agregat w Polsce i poczekać aż przyjdzie wymienić i po kłopocie - też to rozważałem jednak wtedy musiał bym zostać za granicą troszkę dłużej a ze względu na swoją i żony pracę nie mogliśmy sobie na to pozwolić...
Tak na marginesie to nikomu nie życzę takiej awarii....
 
Dokładnie też nikomu nie życzę. Ja jeździłem bez ładowania w niewiedzy bo kontrolka ładowanie nie świeciła się. Tak więc różnie to bywa. Najważniejsze że dojechałeś i wszystko dobrze się skończyło.

Pozdro
Dugi
 
Także byłem zmuszony do przejechania 350km bez ładowania. Niestety na serwis za 1100f mnie nie było stać. Miałem to szczęście że jechałem za dnia. Spocony jak świnia ale dojechałem, łatwo napisać, głupota blablabla itd, ale wybór to rzecz ludzka. Ilu z nas zapłaciła by tyle za serwis?. Nie zawsze też jest tak że ktoś nie dba o samochód, ja chuchałem, dmuchałem a tego nie przewidziałem.

Przypomniały mi się czasy Stara i braku wspomagania, nikomu nie życzę.
 
Przy jakim przebiegu mieliście te problemy z alternatorem? Jaka jest żywotność tych elementów, które prowadzą do awarii?
 
zalecenia serwisu mówią wymiana sprzęgiełka co drugą wymianę paska. Pewnie tego profilaktycznie nie wymieniłeś?
 
Cóż...
Byłem jedną i drugą swoją alfą w Chorwacji pod Dubrovnikiem (a nawet trochę dalej) i wróciłem bez awarii. Inna sprawa, że co miało sie zepsuć zepsuło sie w Polsce - bo jestem szczęściarzem. Ale:
1. W Chorwacji to właściciele golfów w dieslu szukali podwózki albo do warsztatu albo banku po pieniądze żeby zapłacić za wymianę pompowtryskiwaczy (bo gównianą ropę tam mają),
2. Od dawna wiadomo, że Alfa to NIE JEST samochód do jeżdżenia (od tego są golfy bumy i ałdi) - tylko do głaskania i kochania. Jak ktoś chce jeździć to auta z nawiasu.
3. Jakbyśmy my Polacy zarabiali tyle co Niemcy, to ja w Niemczech zapłaciłbym 500 ojro za rozrusznik albo wykupiłbym sobie ubezpieczenie Adaca i miałbym to gdzieś. Ale nie zarabiamy i każdy radzi sobie jak może.
 
Oryginalny alternator (nie wiem czy wcześniej było coś z nim wymieniane) padł mi po przebiegu 250.000 km, urwało się właśnie koło alternatora,objaw był taki,że na zimnym silniku zaczęło "chrubotać" 3 dni wcześniej, po nagrzaniu problem znikał. Jeżeli ktoś nie jest pewny alternatora a przebieg jest ponad 220.000 to zalecam jego regeneracje (max 400 zł) + wyciągnięcie, ale z 147 1.9 JTD 115 km wychodzi bez problemu górą po 40 minutach zabawy.
 
Po przyjeździe zauważyłem że z okolic silnika dobywają się jakieś dziwne dźwięki..... myślę sobie że to pasek mikro - w końcu miałem założonego gatesa Pozostawiłem autko poszedłem do rodziny Na drugi dzień normalna jazda tam po mieście - odgłosy jakby się nasilały
Na trzeci dzień godzina 14 wyjazd do polski Ja z żoną alfa zapakowana wyjeżdżamy po pożegnaniu z rodziną po jakichś 300 metrach jazdy krrrrrrrrwrrrrrrrr etc z okolic silnika Gasze silnik staje otwieram maskę a tu się okazuje że.....rozleciało się sprzęgiełko jednokierunkowe
Wiedząc ,że ma się powrót do domu nie zaglądnąć pod maskę przez 2 dni jak coś chrobocze, to trzeba mieć coś z głową nie teges
 
Ostatnia edycja:
Amortyzatory
Powrót
Góra