Witam ponownie.
Po dzisiejszym przejeździe po mieście wróciłem jak zwykle rozanielony i postanowiłem coś miłego napisać o swojej czarnuli.
Zrobiłem na razie jakieś 10 tys. km. I naprawdę cholernie polubiłem ten samochód.
Mimo, że posiadam go już pół roku, jakoś ciągle nie mogę nim się nacieszyć.
Każda jazda, choćby krótka daje tyle radości, że czuję się jak dzieciak. To pewnie objawy tej powszechnie znanej choroby.
Na razie wszystko chodzi jak należy. Oleju nie bierze. Odtwarzacz usb na swoje potrzeby ogarnąłem.
Nawet chyba opanowałem szalejące wycieraczki dzięki opisywanej na forum kalibracji.
Niebawem chcę zrobić rozrząd i porządnie ją nawoskować.
I prędzej czy później kupię opony na przód o profilu 55, bo szlag mnie trafia po każdym kolejnym zahaczeniu osłoną o garb czy coś innego.
Spalanie przy mojej jeździe kształtuje się następująco:
miasto 10-11. trasa 8-9. Raczej bliżej 9

Dużo zależy jak mu dajemy. Dałoby się zejść poniżej 8, ale ja tak nie potrafię jeździć.
Zasmuca mnie jedynie lakier dla masochistów. - cóż z tego, że ją wyglancuję jak się patrzy, skoro przyjdę po dwóch dniach i zazwyczaj ręce opadają - a to trochę pokropiło i jest cały w zaciekach, a to trochę z drzew poleciało...
Ale co tam.. jakoś to przeboleję.
Pozdrawiam

)