Cześć wszystkim!
Ostatnio stałem się szczęśliwym (mam nadzieję) posiadaczem Alfy Romeo 156 z 2.4 pod maską. Generalnie szukałem 147 z silnikiem 1.9 ale wszystko co obejrzałem po prostu mi nie leżało i nie było warte tych pieniędzy za które były wystawione więc poszerzyłem swoje poszukiwania o 156 i GT. Po zrobieniu ok 600km w jeden dzień i oglądnięciu kilkunastu samochodów miałem się poddać. Tutaj progu brakuje tutaj pełno kitu - ja nie oczekuję idealnego samochodu ale jak ktoś mi mówi, że samochód jest cały w oryginale a ja przyjeżdżając na miejsce widzę pękający kit + miernik gubi skalę to raczej jest grubo. Mniejsza z tym.
Ukierunkowany byłem na 1.9 ale dostałem info od znajomego że ojciec jego znajomego sprzedaje 156 w sedanie tylko z 2.4 pod maską. Stwierdziłem, że nie daleko jest można skoczyć zobaczyć.
Auto na pierwszy rzut oka wywołało u mnie odruch wymiotny z racji zaniedbania. Z czystej ciekawości miernik grubości lakieru i co? Szok - samochód w 95% oryginał... Przejechałem się, zawieszenie ok, silnik ok, wstaje, nie kopci, sprzęgło ok... Trochę taki zniesmaczony ogólnym stanem wizualnym samochodu ale podjąłem decyzję, że biorę. Teraz mam przeczucie, że drugi taki samochód mógłby się nie trafić albo szukałbym bardzo długo. W 2.4 się zakochałem - mimo że klekota nigdy nie miałem to dźwięk pięciu cylindrów zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie (choć miałem okazję pojeździć Lancią z 2.0 VIS).
W środku zaniedbane ale do odratowania, z zewnątrz po umyciu stwierdziłem, że tragedii nie ma. Nie jest to na razie egzemplarz zlotowy ale będę dążył do tego, żeby było coraz lepiej.
Poprzedni właściciel wymieniał UPG zaraz po zakupie (nie zdążył nawet dojechać do domu) i tak turlał się tym wozem przez 3 lata. Rozrząd był zrobiony, sprzęgło też, wtryski też... Ogólnie gość trochę kasy w auto wpakował po czym kupił sobie inne a to sprzedał. A ogłoszenia nawet nigdzie nie było więc o tym aucie nie wiedziałem.
Z zakupu jestem mega zadowolony i mam nadzieję, że alfa będzie mi służyła bezawaryjnie przez długie lata.






Pozdrawiam, Daniel
Ostatnio stałem się szczęśliwym (mam nadzieję) posiadaczem Alfy Romeo 156 z 2.4 pod maską. Generalnie szukałem 147 z silnikiem 1.9 ale wszystko co obejrzałem po prostu mi nie leżało i nie było warte tych pieniędzy za które były wystawione więc poszerzyłem swoje poszukiwania o 156 i GT. Po zrobieniu ok 600km w jeden dzień i oglądnięciu kilkunastu samochodów miałem się poddać. Tutaj progu brakuje tutaj pełno kitu - ja nie oczekuję idealnego samochodu ale jak ktoś mi mówi, że samochód jest cały w oryginale a ja przyjeżdżając na miejsce widzę pękający kit + miernik gubi skalę to raczej jest grubo. Mniejsza z tym.
Ukierunkowany byłem na 1.9 ale dostałem info od znajomego że ojciec jego znajomego sprzedaje 156 w sedanie tylko z 2.4 pod maską. Stwierdziłem, że nie daleko jest można skoczyć zobaczyć.
Auto na pierwszy rzut oka wywołało u mnie odruch wymiotny z racji zaniedbania. Z czystej ciekawości miernik grubości lakieru i co? Szok - samochód w 95% oryginał... Przejechałem się, zawieszenie ok, silnik ok, wstaje, nie kopci, sprzęgło ok... Trochę taki zniesmaczony ogólnym stanem wizualnym samochodu ale podjąłem decyzję, że biorę. Teraz mam przeczucie, że drugi taki samochód mógłby się nie trafić albo szukałbym bardzo długo. W 2.4 się zakochałem - mimo że klekota nigdy nie miałem to dźwięk pięciu cylindrów zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie (choć miałem okazję pojeździć Lancią z 2.0 VIS).
W środku zaniedbane ale do odratowania, z zewnątrz po umyciu stwierdziłem, że tragedii nie ma. Nie jest to na razie egzemplarz zlotowy ale będę dążył do tego, żeby było coraz lepiej.
Poprzedni właściciel wymieniał UPG zaraz po zakupie (nie zdążył nawet dojechać do domu) i tak turlał się tym wozem przez 3 lata. Rozrząd był zrobiony, sprzęgło też, wtryski też... Ogólnie gość trochę kasy w auto wpakował po czym kupił sobie inne a to sprzedał. A ogłoszenia nawet nigdzie nie było więc o tym aucie nie wiedziałem.
Z zakupu jestem mega zadowolony i mam nadzieję, że alfa będzie mi służyła bezawaryjnie przez długie lata.






Pozdrawiam, Daniel



