Nie musiałeś, tylko mogłeś. To był twój wybór. Wolność.
to za co kupiłeś to mieszkanie???? Kaman...
Jednych to przeraża (ci młodzi z linków), a inni wykupują OC+AC+ASS +ewentualnie miejsce w hali (jeżeli akurat mieszkasz w gęsto zaludnionej okolicy) i masz wywalone. Wliczasz to w koszty, o których wiedziałeś wcześniej, bo to ogólnie dostępna wiedza (no chyba że znów mamy tu "mistyczną ekonomię niezrozumiałych finansów" co jest przerażające i uciekamy od tego

).
Gdybyś nie posiadał samochodu, to bys nie musial tego robić. Jest to rzecz, na którą się godzisz, ale to nie znaczy, ze to nie istnieje. I to jest ok. Może ci ludzie maja zamiast tego lepsze rzeczy do roboty i tam gdzie ty robisz dramat, oni nie widzą problemu? Ale no oczywiscie, najlepiej wszystkich wkoło oceniać

Bo tylko moje dramaty są ważne, a innych dramaty, to pierdoły
Albo kupujesz benzynowe, podniesione kombi którym wszędzie dojedziesz, dużo przewieziesz i nie martwisz się zasięgiem 200-300km
No, ale dużo pali, ma wysoki srodek ciezkosci, i sie nim słabo parkuje. Heloł? Nie kupisz jednego auta do wszystkiego. Ale wynajac sobie mozesz, najlepsze pod konkretną potrzebę danej chwili. Znaczy możesz sobie kupić 10 roznych samochodów, do wszystkie, ale chyba mało kto tak robi, nie?
Jak widać są różne wizje wolności. Dla mnie wolność to np. możliwość skorzystania z auta 24h/7. Od razu. Nie wtedy, kiedy akurat uber przyjedzie (raz po 5 minutach, a innym razem wcale - jak to ostatnio kolega miał okazję przetestować). Wolność to możliwość wyboru. W twojej wizji jesteś skazany na ubera, bolta, czy taxi. Jesteś od nich zależny - gdzie w tym jest wolność?
Mając swój samochód też jestes skazany na milion rzeczy. W ogole wchodząc w jakiekolwiek interakcje z innymi ludzmi jestes skazany na ich widzimisię. Przeciez ten samochod od kogos musiales kupic, kto go wyprodukował, jestes zalezny od dopływu paliwa, części zamiennych, i istnienia utwardzonych dróg. Tak ze z ta niezaleznoscia, i wolnoscia wyboru, to bym nie szarżował, bo jej nie ma, i nie będzie.
I tak, według roznych filozofii, sa rozne wizje wolnosci, i aktualnie mowi sie głównie o dwóch typach. Wiekszosc rzeczy ktore piszecie nijak sie maja do zadnej, ale to co teraz napisales, czyli wolność wyboru, to jest nazywane wolnością pozytywną, wolnością
DO. Taki mocno śliski temat

Ale taka pierwotna wolność, to jest wolność
OD. Czyli jak nic nie musisz. I ona tak chyba wazniejsza jest troche. No chyba, ze jak niewolnik moze sobie wybrac, czy go pan zleje batem, czy kijem, to jest wolny
- - - Updated - - -
Ok, przesadziłem z jednym dniem.
Ale jeśli masz miesiąc na oddanie mieszkania i miesiać na oddanie auta?
Zmiana auta to "kosmetyka"
Zmiana mieszkania może wiązać się ze zmianą szkoły dziecka,zmianą dojazdów do pracy, utraty sąsiadów z którymi mogłeś się żżyć, sam proces przeprowadzki , papierologi itd.
Mieszkanie zrobione pod potrzeby rodziny a jazda autem, które ma mi się podobać to jednak przepaść.
Zmiana auta w nigdy nie zmieniała nic w moim życiu, zmiana mieszkania zawsze miała wpływ.
No i najważniejsze-inaczej urządzasz i remontujesz mieszkanie, które jest Twoją własnością a inaczej wynajmowane.
Możesz wynając mieszkanie na 10 lat albo i więcej (no na ponad 20 nikt raczej nei wynajmnie, bo u nas zasiedzenie). Wynajmujacy nie moze ci wypowiedziec umowy bez powodu, a te powodu mozna zawrzec w umowie. Na zachodzie, i za wielką wodą ludzie wynajmuja mieszkania, domy, całe życie. I żyją.
Zakładasz tez, ze zmiany są wielkim dramatem. No nie dla każdego są.
A jak dzis chcesz mieszkań w Warszawie, a jutro masz juz dosc Warszawy, i jednak byś wolał Wrocław, albo Barcelone? Bo ale jak to, przeciez tutaj mam swoje mieszkanie, to nie, zostane na dupie

Znam takich ludzi, co mieszkali juz w połowie Europy. I tez z dziecmi. Sa szczesliwi. I to jest ok. Jak ktos jest szczesliwy siedzac szczeliwie całe życie w swojej twierdzy, to tez jest ok.