Patrz katastrofy Boeinga 737MAX - dopiero po drugiej katastrofie zaczęli coś robić i tak próbując zwalić winę na wszystko inne tylko nie samolot. Korporacje już tak mają.
Wracając do tego wątku sprzed kilku dni - to kolejny ciekawy aspekt. W 737 Max sprawa w duźym skrócie rozeszła się o to, że jako płatowiec jest to konstrukcja z lat 60tych, do której w ramach kolejnej modernizacji doczepiono silniki o znacznie większej średnicy ( pierwotnie były to chyba Pratt&Wittney, długie i wąskie ). Kolejne wersje 737 miały spłaszczone gondole od spodu, ale te w Maxie były już za duże, więc pylony przesunięto do przodu, a to zmieniło srodek cieżkości. Aby to zrekompensować wprowadzono oprogramowanie wyrównujace, jednak pilotom taka reakcja samolotu wydawała się nienaturalna, więc z przyzwyczajenia ( i wyszkolonych zachowań ) przeciwdziałali sterami. To powodowało przeciągnięcie i katastrofę.
I o to przyzwyczajenie chodzi. Jeśli nowe rozwiązanie ma szansę zaistnieć wraz z nowym pokoleniem, które nie posiada starych nawyków, to wszysko jest OK. Jeśli jednak zostaje narzucone "starym wyjadaczom" to zaczynają się problemy. Tu przykładów oprócz 737 max można podać setki z róznych dziedzin. Zasadniczo oprogramowanie tworzone przez młodych programistów uwzględnia konieczność idiotoodporności, ale nie uwzględnia starych nawyków, ktòre wynikają przecież z dobrego wyszkolenia, tylko że dla zupełnie innego sprzętu ( ten problem poruszono przy Maxie ).
Co z tego, że elektryk przypomina samochòd? B777 i A320 to też dwa samoloty. Jak rózne były w pierwszych latach produkcji - warto poczytać.
Mnie osobiście z racji przyzwyczajeń ( może i wieku - 49 lat ) wszelkie pikające i alarmujące wspomagacze w samochodzie wnerwiają i powodują dezorientację. Pól biedy - w Alfie mogę je wyłączyć. Ktoś inny powie, że są super - nie przeczę, może tak być w jego przypadku. Bo najgorzej jest zagłaskać dziecko na śmierć z milości. A to dziś robi Unia w każdej dziedzinie.
To oczywiście dotyczy wszystkich współczesnych samochodów, jednak w elektrykach ilość bodźców działających na kierowcę ( operatora systemu mobilnego ? ) jest wyjątkowa. Przypomnę tylko, że był taki wspaniały okres w motoryzacji, kiedy ilość bodźców starano się ograniczać ( patrz Saab korzystający z doświadczeń w produkcji myśliwcòw i jego ciemny kokpit ). Tymaczasem obecnie mamy prawną hipokryzję : nie możesz w samochodzie odebrać rozmowy na nokii 3210, ale z tabletu o przekątnej wièkszej niż szyberdach korzystaj do woli. Szukaj sobie ładowarek, szukaj panelu klimatyzacji, zamów sobie w trakcie jazdy żarcie w Maku, do którego zaraz dotrzesz. Samochód myśli za ciebie. Tylko że ty nadal odpowiadasz za to, żeby wykonać prostą czynność - prowadzić go do celu. Nie na odwrót.