A teraz będzie HIT stulecia.
Od wczoraj walczymy żeby dostać się do samochodu. Prawdopodobnie jest to efekt umycia Belli przed Świętami i pozostawienia na mrozie (pomimo mazideł, silikonów i WD40) Szaleje centralny zamek, albo nie otwiera, albo otwiera i zamyka. Wczoraj Mąż urwał mi klamkę na tę okoliczność i wściekły jak diabli próbując się dostać do środka odgrażał się, że jak zaraz zacznie walić w nią młotem, to mi wyklepie ten samochód na kabriolet (a ma słabość do Belli chyba większą niż ja

)
Kiedy wydawało się, że wszystko jest już ok - dziś powtórka z rozrywki. Centralny szaleje, otwiera, zamyka, ja nie chcę szarpać za drzwi, bo już tylko jedna klamka mi została

naciskam na tego pilota zamknij, otwórz, zamknij, otwórz, myślę, może w końcu zaskoczy! Stoję tak ze 20 minut na tym mrozie i maltretuję tego pilota, walę pięścią po zamku, próbuję otworzyć z kluczyka. NIC. W końcu doprowadzona do ostateczności nacisnęłam przycisk otwarcia i trzymam, trzymam mocno, myślę sobie, zareaguj w końcu na tego j... pilota!!!
I w tym momencie otwiera się... szyba.
Myślałam, że się przewrócę. Niepotrzebnie wyrwaliśmy Belli klamkę, niepotrzebnie maltretowałam pilota i centralny. Niepotrzebnie Darek nurkował do Alfy przez bagażnik, i niepotrzebnie wkurzał się na ten mróz.
Wystarczyło przytrzymać pilota 3 sekundy dłużej i otworzyć sobie drzwi od środka. Przechytrzyła mróz, skubana!

Tym razem w bitwie Alfa v.Zima 1:0 dla Alfy!
