Jakby kogoś interesowała historia Stefana i jego wizyt w ASO, to w skrócie:
Auto odebrane od dealera, traska, głównie jazda w ciągu dnia - aż do pierwszego śmigania w nocy. Coś mi się nie zgadza z oświetleniem drogi - niby jest ok, ale jakoś tak nie do końca - sprawdzam - jeden ksenon się nie kręci, umarł.
Pierwsza wizyta w aso - diagnoza - śmierć mechanizmu kręcącego ksenonem, wymiana na gwarancji. Trzeba poczekać tydzień - ok.
Wizyta druga - wymiana ksenona, sprawnie poszło, działa. Pierwsze serwisowanko za płoty, czy jakoś tak. No to jeździmy.
Mijają trzy miesiące, szykuje się dalszy wyjazd za jakiś tydzień. Idę do garażu, otwieram, siadam, hamulec, wciskam start. Cisza, tylko choineczka na desce. Fajnie. Biorę nieśmiertelne Mito, Stelvio stoi. Po południu próba numer dwa - nic się nie zmieniło. Telefon do ASO - proszę przywieźć samochód, zdalnie nic nie doradzimy. Telefon po wybawcę każdej Alfy - lawetkę

Wizyta trzecia - "matko bosko co tu się właściwie stanęło się?" Alfa odpaliła, sama zjechała z lawety. Magia. No ale choinka była, masa błędow się zapisała, zostawiamy na diagnozę.
Za dwa dni - wizyta czwarta, auto działa. Wg serwisu - kabel masy (ale pod maską, nie w bagażniku przy aku) się poluzowal - dokręcili, podładowali i jest git. No to git.
Stefan dojechał i wrócił znad morza, straty niewielkie - jedynie odprysk na szybie jak pińć złoty - ale do sklejenia. Zdarza się.
Wizyta czwarta - nic specjalnego, akcja serwisowa na przewód paliwowy. W piśmie było, że "Łolaboga można zginąć, szybko do wymiany" - ale spoko, ASO mówi - można śmigać, nie wybuchnie. Tylko części nie ma, będzie dostepna po nowym roku. OK.
Wizyta piąta (albo szósta, nie pamiętam w jakiej kolejności to było) Akcja serwisowa na problem ze skręcaniem ksenonów + aktualizacja connectboxa. Tu zrobiłem inwestygację na forum, widziałem, że po wykonaniu tej akcji serwisy nie ustawiają dobrze świateł i mogę oślepiać innych. Poprosiłem o regulację po akcji. Do dzisiaj zdarza się, że ludzie mi mrygają długimi, bo ich oślepiam ^^. Może kiedyś się poprawi.
Szósteczka - Stelvio zażądało wymiany oleju - jedziemy do ASO, a niech ma, na bogato! ("No panie gwarancja, TO MUSI BYĆ W ASO!" Nie, nie musi. No ale dobra.) Cena ok, wymiana bez przygód.
Zbliżał się termin przeglądu gwarancyjnego, więc jedziemy na wizytę numer 7, umówione, załatwione, ok. Przy płatności dostałem propozycję - dorzucimy tempomat adaptacyjny i inne bajery w dobrej cenie, krótka piłka - nowy panel przycisków, programowanie, 3h i po robocie. Coś mnie podkusiło, że ok - "bierem". Nie wiem, kto był bardziej zaskoczony - czy ja, czy ASO.
Wizyta ósma - montujemy tempomacik! Oddaje auto, czekam. Co może pójść nie tak? No może. Pomijając, że nie dało się wszystkiego dorzucić - no trudno, też się zdarza, dogadaliśmy się.
Siadamy do auta na test, coś mi się znowu nie zgadza, ale cóż, działać - działa, auto odebrane. Co mi nie pasowało, możnaby zapytać? Zrobiłem rozeznanie po innych Stelvio z tego rocznika, jak i w przedliftach.
W skrócie - ASO zamontowało panel od przedlifta ^^. W jeszcze większym skrócie - i tu przechodzimy do wizyty numer 9 - po miesiącu i czwartym z kolei zamówionym panelu, wreszcie jest tak, jak trzeba.
Zostały mi jeszcze cztery lata gwarancji, byle do przodu. I oby nie na lawecie
