Alfa Romeo GT 2.0jts selespeed
No dobra - zróbta se herbatę bo będzie długo
Po tym jak moja 166-tka przeniosła się na asfaltowe pastwiska za tęczowym mostem po spotkaniu z karetką

przyszedł czas na wybór następnej Alfy. Co do modelu było prosto - od dawna chodziła mi po głowie GT.
Głownie jeżdżę sam a i ciut więcej emocji niż w 166 mi się zamarzyło. No więc GT!
Silnik. No cóż jeździłem kupę lat dieslem przyszedł czas na benzynę. Internet w dłoń i zaczynamy poszukiwania.
Już po paru dniach zastanawiałem się, czy nie odwiedzić jakiejś apteki - relamium czy inne um mogło by się przydać.
Co nie jechałem oglądać jakiejś perełki to okazywało się, że padaka po całości. Wiadomo - to stare auta więc nadmiernych wymagań nie miałem.
Ale minimum przyzwoitości w relacjach ze sprzedającymi by się przydało.
Szczytem wszystkiego była wycieczka około 110 km od Krk gdzie miałem ochotę zabić gościa po obejrzeniu GT która nijak nie miała się do przesłanych zdjęć.
Typek bezczelnie przyznał do głębokiej obróbki zdjęć, bo inaczej bym przecież nie przyjechał. No zabić! O dziwo chyba dwa-trzy dni później alfa zniknęła z olx-a, czyżby ktoś się skusił?
No dobra naoglądałem się sporo alf tak w promieniu do... 200-250 km od Krakowa i coraz mniej wierzyłem, że coś znajdę. Już powoli przekonywałem się do jtd
No i znalazła się jedna jeszcze alfa w Kielcach prezentująca się nie najgorzej - w dodatku z selespeed-em i to o dziwo po remoncie.
(Selespeed-em jeździłem kiedyś i bardzo mnie jarał. Remont jego jarał mnie mniej - więc tu remont z głowy, ekstra opcja... Taaaa)
No to pojechałem oglądać.
Auto zaczęło do mnie mówić miłe słowa. A to, że prezentuje sie dobrze, a to że dobrze jeździ, a to że gość ma stos faktur (głownie z ASO...) na prawie 10tys.
Smaczkiem był fakt że przez ponad rok auto stało w garażu niejeżdżone. Właściciel mieszkał gdzie indziej. (Auto pokazał mi brat właściciela). Właściciel przyznał że wariator do roboty, ale spuścił na wymianę wariatoru.
Pojechałem do domu przemyśleć sprawę. No i finalnie umówiłem się z właścicielem na finalne oglądanie na sobotę - gostek miał specjalnie zjechać do Kielc w tym celu.
Oględziny ponownie wyszły dobrze, negocjacje cenowe też. Jeszcze raz obejrzałem faktury(niestety nie zrobiłem sobie ich kopii...). Zrobiony remont skrzyni, zawieszenia z przodu itp itd.
Uścisk reki - pieniędzy powędrowały do byłego już właściciela papiery do mnie i w drogę.
Z bananem na gębie dojechałem do domu wszystko działało jak należy. Ekstra.
Umówiłem się z mechanikiem na wymianę wariatora i ogólny serwis oleje filtry rozrządy itp. Tu pojawił się pierwszy problem. Auto wywaliło błąd drugiej sondy za katalizatorem. Błąd skasowałem, zgłosiłem mechanikowi i jeździłem nadal oczekując na wizytę u niego. Po chwili pojawił sie problem(ik) drugi - było mokro, auto zaczęło "ładnie" skrzypiec przednim zawieszeniem. Stwierdziłem -pewnie zastało się podczas tego garażowania - zgłosiłem mechanikowi coby dopisał do listy do sprawdzenia. Jeździłem dalej ciesząc michę. Przejechałem jakiś tysiąc km od zakupu gdy pewnego wieczora wsiadłem do auta a tu okazało sie, że ma tylko biegi 2, 4 i wsteczny!
No to już mi banan z gęby zniknął. Dojechałem do domu - telefon do sprzedającego, on nadal zarzeka się, że o co mi pokazywał to prawda i w ogóle itp itd. No i że mogło sie znowu cos zepsuć od tego stania.
Tu już mój optymizm zmalał... Ale na drugi dzień rano GT jakgbyby nigdy nic zaczęla jeżdzić. No cóz internet w dłoń - może to akumulator ciśnienia?? Telefon do mechanika niech zamówi - zobaczymy.
Auto pojechało w końcu na warsztat.
Wariator wymieniony, grucha wymieniona, serwis rozrzadowo-olejowy zrobiony, świece zapłonowe wymienione. Iiiii - wymienione wahacze górne z przodu - to one skrzypiały. To były jeszcze oryginalne wahacze z pierwszego montażu - a ja widziałem fakturę na remont kompletny zawieszenia z przodu za grube cebuliony. Tu już wszystkie alarmy we łbie mi się zaświeciły! Albo gość przedstawił mi lewe faktury - albo jego w tych Kielcach kroili równo. Gość z tych totalnie nietechnicznych - gdyby powiedzieli mu , że wymienili olej w tłumiku to by spoko podpisał fakturę. Kłopoty ze skrzynią zaczęły mi spędzać sen z powiek.
W trakcie serwisu wyszło, że wałek rozrządu ma wytartą jedna krzywkę. No to poszedł do regeneracji. Przy okazji wymienione zostały dwie szklanki. Ja zacząłem rozglądać sie za jakąś szklanką na wódkę - czułem zbliżające sie kłopoty.
Odebrałem auto. Dwa dni jeździło dobrze. Potem wyskoczył błąd sondy lamba. Zdenerwowałem się ale spoko skasowałem pojechałem dalej.
Pojechałem do mojego klienta na zadupie górne na serwis. Na zewnątrz mróz i wiatr (firma na górce) ja dłubiący w sieci komputerowej przez ładnych parę godzin późną nocą chcę wrócić do Krakowa - auto nawet nie zakręciło rozrusznikiem. Zero prądu w aucie :/
Wkurw na maksa. Powrót nocą do Krk był przygodą samą w sobie. Pojechałem tam z prostownikiem naładowałem aku - odpaliłem auto z postanowieniem wymiany aku jak tylko dojadę do Krakowa. No właśnie - jak dojadę. Skrzynia zaczęła znowu robić jaja. No ale na dwójce i czwórce dojechałem. Wymiana aku.
I szukanie gdzie naprawić selespeeda. Okolice Krakowa niezbyt wiele sensownych warsztatów które oferują taka naprawę. No to szukam po Polsce. Znalazłem kilka.
Resercz internetowy - kombinowanie gdzie lepiej - i wybór padł na Łódż. Mam ta klienta więc dwa w jednym załatwię. Dogadanie terminu - odstawiam auto.
Potem klnę.
Bo goście nie wiedzą co to terminowość.
Po dwóch tygodniach biorą się za skrzynię. Dwa dni później info może Pan przyjeżdżać po auto - na poniedziałek będzie gotowe. Spinam z łódzkim klientem następną wizytę wsiadam w pociąg - jadę do Łodzi.
Jeszcze w pociągu odbieram telefon, że auto jednak na wtorek, bo muszą wymienić poduszkę pod skrzynia bo podczas montażu się rozleciał. Poduszka ma być na wtorek. Jestem na to przygotowany. Po nocce w urokliwym hostelu (i ostrych przebojach z wypożyczeniem auta w Łodzi - ale to już temat na oddzielna historyjkę) kończę pracę u mojego klienta szykują sie na odbi or auta, po porannym sms-ie od serwisu że poduszka już jest i składają wszystko do kupy.
Chwile potem telefon od serwisu - auto ma totalna choinkę na desce, silnik nie widzi skrzyni i w ogóle kupa. Nie wiedzą co się stało, ale szukają. Pod wieczór jasne już jest że od razu (a może i w ogóle) nie znajda. Trop prowadzi do wiązki elektrycznej (jej część wiodąca do skrzyni tez w/g poprzedniego właściciela miała być wymieniona).
Maksymalnie wkurwiony wracam pociągiem do Krakowa miotając gromy na wszystkich wokół ale głownie na siebie - zachciało mi się jts-a z selespeede-em to mam za swoje.
Mijają dwa-trzy dniu podczas których na przemian dzwonie do Łodzi, postawiam utopić to auto/zabić sprzedającego/zabić siebie, spalić cały świat.
W końcu telefon - auto zrobione - jeździ super, winna wiązka elektryczna przy kontrolerze abs-u.
Jadę odebrać auto - faktycznie jeździ elegancko. Skrzynia posłuszna tak w trybie CITI jak i SPORT. Ale niepokój pozostał... Minął dopiero po bezawaryjnym przejechaniu dwóch tysięcy kilometrów. Micha cieszy się z selespeed-a jak cholera!
A tak wygląda moje GT:






A tu ze swoim właścicielem - znaczy mną

Jeżdżąc cały czas czuje zadowolenie - udało mi sie włączyć sterowanie głosowe systemem audio (przestawienie z francuskiego na angielski trochę mi zajęło), a nawet zainstalowałem may - co z tego że stare, ale raz mi już dupę uratowały
Jeszcze tylko ten błąd sondy (sonda of kors wymieniona) - ale to juz po świętach.
Ufff - ciekawe, czy ktoś to w całości przeczyta
No dobra - zróbta se herbatę bo będzie długo
Po tym jak moja 166-tka przeniosła się na asfaltowe pastwiska za tęczowym mostem po spotkaniu z karetką

przyszedł czas na wybór następnej Alfy. Co do modelu było prosto - od dawna chodziła mi po głowie GT.
Głownie jeżdżę sam a i ciut więcej emocji niż w 166 mi się zamarzyło. No więc GT!
Silnik. No cóż jeździłem kupę lat dieslem przyszedł czas na benzynę. Internet w dłoń i zaczynamy poszukiwania.
Już po paru dniach zastanawiałem się, czy nie odwiedzić jakiejś apteki - relamium czy inne um mogło by się przydać.
Co nie jechałem oglądać jakiejś perełki to okazywało się, że padaka po całości. Wiadomo - to stare auta więc nadmiernych wymagań nie miałem.
Ale minimum przyzwoitości w relacjach ze sprzedającymi by się przydało.
Szczytem wszystkiego była wycieczka około 110 km od Krk gdzie miałem ochotę zabić gościa po obejrzeniu GT która nijak nie miała się do przesłanych zdjęć.
Typek bezczelnie przyznał do głębokiej obróbki zdjęć, bo inaczej bym przecież nie przyjechał. No zabić! O dziwo chyba dwa-trzy dni później alfa zniknęła z olx-a, czyżby ktoś się skusił?
No dobra naoglądałem się sporo alf tak w promieniu do... 200-250 km od Krakowa i coraz mniej wierzyłem, że coś znajdę. Już powoli przekonywałem się do jtd
No i znalazła się jedna jeszcze alfa w Kielcach prezentująca się nie najgorzej - w dodatku z selespeed-em i to o dziwo po remoncie.
(Selespeed-em jeździłem kiedyś i bardzo mnie jarał. Remont jego jarał mnie mniej - więc tu remont z głowy, ekstra opcja... Taaaa)
No to pojechałem oglądać.
Auto zaczęło do mnie mówić miłe słowa. A to, że prezentuje sie dobrze, a to że dobrze jeździ, a to że gość ma stos faktur (głownie z ASO...) na prawie 10tys.
Smaczkiem był fakt że przez ponad rok auto stało w garażu niejeżdżone. Właściciel mieszkał gdzie indziej. (Auto pokazał mi brat właściciela). Właściciel przyznał że wariator do roboty, ale spuścił na wymianę wariatoru.
Pojechałem do domu przemyśleć sprawę. No i finalnie umówiłem się z właścicielem na finalne oglądanie na sobotę - gostek miał specjalnie zjechać do Kielc w tym celu.
Oględziny ponownie wyszły dobrze, negocjacje cenowe też. Jeszcze raz obejrzałem faktury(niestety nie zrobiłem sobie ich kopii...). Zrobiony remont skrzyni, zawieszenia z przodu itp itd.
Uścisk reki - pieniędzy powędrowały do byłego już właściciela papiery do mnie i w drogę.
Z bananem na gębie dojechałem do domu wszystko działało jak należy. Ekstra.
Umówiłem się z mechanikiem na wymianę wariatora i ogólny serwis oleje filtry rozrządy itp. Tu pojawił się pierwszy problem. Auto wywaliło błąd drugiej sondy za katalizatorem. Błąd skasowałem, zgłosiłem mechanikowi i jeździłem nadal oczekując na wizytę u niego. Po chwili pojawił sie problem(ik) drugi - było mokro, auto zaczęło "ładnie" skrzypiec przednim zawieszeniem. Stwierdziłem -pewnie zastało się podczas tego garażowania - zgłosiłem mechanikowi coby dopisał do listy do sprawdzenia. Jeździłem dalej ciesząc michę. Przejechałem jakiś tysiąc km od zakupu gdy pewnego wieczora wsiadłem do auta a tu okazało sie, że ma tylko biegi 2, 4 i wsteczny!
No to już mi banan z gęby zniknął. Dojechałem do domu - telefon do sprzedającego, on nadal zarzeka się, że o co mi pokazywał to prawda i w ogóle itp itd. No i że mogło sie znowu cos zepsuć od tego stania.
Tu już mój optymizm zmalał... Ale na drugi dzień rano GT jakgbyby nigdy nic zaczęla jeżdzić. No cóz internet w dłoń - może to akumulator ciśnienia?? Telefon do mechanika niech zamówi - zobaczymy.
Auto pojechało w końcu na warsztat.
Wariator wymieniony, grucha wymieniona, serwis rozrzadowo-olejowy zrobiony, świece zapłonowe wymienione. Iiiii - wymienione wahacze górne z przodu - to one skrzypiały. To były jeszcze oryginalne wahacze z pierwszego montażu - a ja widziałem fakturę na remont kompletny zawieszenia z przodu za grube cebuliony. Tu już wszystkie alarmy we łbie mi się zaświeciły! Albo gość przedstawił mi lewe faktury - albo jego w tych Kielcach kroili równo. Gość z tych totalnie nietechnicznych - gdyby powiedzieli mu , że wymienili olej w tłumiku to by spoko podpisał fakturę. Kłopoty ze skrzynią zaczęły mi spędzać sen z powiek.
W trakcie serwisu wyszło, że wałek rozrządu ma wytartą jedna krzywkę. No to poszedł do regeneracji. Przy okazji wymienione zostały dwie szklanki. Ja zacząłem rozglądać sie za jakąś szklanką na wódkę - czułem zbliżające sie kłopoty.
Odebrałem auto. Dwa dni jeździło dobrze. Potem wyskoczył błąd sondy lamba. Zdenerwowałem się ale spoko skasowałem pojechałem dalej.
Pojechałem do mojego klienta na zadupie górne na serwis. Na zewnątrz mróz i wiatr (firma na górce) ja dłubiący w sieci komputerowej przez ładnych parę godzin późną nocą chcę wrócić do Krakowa - auto nawet nie zakręciło rozrusznikiem. Zero prądu w aucie :/
Wkurw na maksa. Powrót nocą do Krk był przygodą samą w sobie. Pojechałem tam z prostownikiem naładowałem aku - odpaliłem auto z postanowieniem wymiany aku jak tylko dojadę do Krakowa. No właśnie - jak dojadę. Skrzynia zaczęła znowu robić jaja. No ale na dwójce i czwórce dojechałem. Wymiana aku.
I szukanie gdzie naprawić selespeeda. Okolice Krakowa niezbyt wiele sensownych warsztatów które oferują taka naprawę. No to szukam po Polsce. Znalazłem kilka.
Resercz internetowy - kombinowanie gdzie lepiej - i wybór padł na Łódż. Mam ta klienta więc dwa w jednym załatwię. Dogadanie terminu - odstawiam auto.
Potem klnę.
Bo goście nie wiedzą co to terminowość.
Po dwóch tygodniach biorą się za skrzynię. Dwa dni później info może Pan przyjeżdżać po auto - na poniedziałek będzie gotowe. Spinam z łódzkim klientem następną wizytę wsiadam w pociąg - jadę do Łodzi.
Jeszcze w pociągu odbieram telefon, że auto jednak na wtorek, bo muszą wymienić poduszkę pod skrzynia bo podczas montażu się rozleciał. Poduszka ma być na wtorek. Jestem na to przygotowany. Po nocce w urokliwym hostelu (i ostrych przebojach z wypożyczeniem auta w Łodzi - ale to już temat na oddzielna historyjkę) kończę pracę u mojego klienta szykują sie na odbi or auta, po porannym sms-ie od serwisu że poduszka już jest i składają wszystko do kupy.
Chwile potem telefon od serwisu - auto ma totalna choinkę na desce, silnik nie widzi skrzyni i w ogóle kupa. Nie wiedzą co się stało, ale szukają. Pod wieczór jasne już jest że od razu (a może i w ogóle) nie znajda. Trop prowadzi do wiązki elektrycznej (jej część wiodąca do skrzyni tez w/g poprzedniego właściciela miała być wymieniona).
Maksymalnie wkurwiony wracam pociągiem do Krakowa miotając gromy na wszystkich wokół ale głownie na siebie - zachciało mi się jts-a z selespeede-em to mam za swoje.
Mijają dwa-trzy dniu podczas których na przemian dzwonie do Łodzi, postawiam utopić to auto/zabić sprzedającego/zabić siebie, spalić cały świat.
W końcu telefon - auto zrobione - jeździ super, winna wiązka elektryczna przy kontrolerze abs-u.
Jadę odebrać auto - faktycznie jeździ elegancko. Skrzynia posłuszna tak w trybie CITI jak i SPORT. Ale niepokój pozostał... Minął dopiero po bezawaryjnym przejechaniu dwóch tysięcy kilometrów. Micha cieszy się z selespeed-a jak cholera!
A tak wygląda moje GT:






A tu ze swoim właścicielem - znaczy mną

Jeżdżąc cały czas czuje zadowolenie - udało mi sie włączyć sterowanie głosowe systemem audio (przestawienie z francuskiego na angielski trochę mi zajęło), a nawet zainstalowałem may - co z tego że stare, ale raz mi już dupę uratowały
Ufff - ciekawe, czy ktoś to w całości przeczyta
Załączniki
Ostatnia edycja:



